czwartek, 09 stycznia 2014 19:46
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Równowaga. Czy potrzebujemy tych "doświadczeń Boga"? - Bill Johnson

Równowaga. Czy potrzebujemy tych "doświadczeń Boga"? - Bill Johnson morguefile.com
Jeśli studiowanie Biblii nie prowadzi nas do głębszej relacji (spotkania) z Bogiem, wzmacnia jedynie nasze tendencje do duchowej dumy. Poszerzamy swoją znajomość Słowa, by czuć się w porządku wobec Boga i wyposażyć siebie samych w argumenty na przypadek sporów z tymi, którzy się z nami nie zgadzają. Każda grupa, która chce bronić jakiejś doktryny, jest podatna na tę pokusę, jeśli brak jej bezpośredniej relacji z Bogiem. Co może potencjalnie z tego wynikać? Ci, którzy z początku wydają się mieć wszystko pod kontrolą, mogą w rzeczywistości być całkowicie poza kontrolą – poza JEGO kontrolą!

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Obawa przed zwiedzeniem otworzyła drogę dla powstania wśród wierzących pewnego fatalnego w skutkach ruchu. Jego głównym przesłaniem jest stwierdzenie, że skoro mamy Biblię, to osoby, które dążą do tego, by doświadczać Boga w sposób rzeczywisty, są niezrównoważone emocjonalnie i podatne na zwiedzenie. Takie obawy polaryzują Kościół – strach dzieli i wyobcowuje. Wielu postrzega to w ten sposób: w jednym narożniku stoją ludzie zrównoważeni, spokojni, którzy cenią Biblię jako Słowo Boże, w drugim mamy niestabilnych emocjonalnie ludzi goniących za ezoteryką i duchowością w poszukiwaniu bezpośrednich spotkań z Bogiem. Czy Biblia także ukazuje to w ten sposób? Jezus wyraził swoje zdanie na temat tych, którzy oddają się studiowaniu Słowa, a sprzeciwiają doświadczeniom, w dość silnych słowach: „Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie” (Jn 5:39).
Jeśli studiowanie Biblii nie prowadzi nas do głębszej relacji (spotkania) z Bogiem, wzmacnia jedynie nasze tendencje do duchowej dumy. Poszerzamy swoją znajomość Słowa, by czuć się w porządku wobec Boga i wyposażyć siebie samych w argumenty na przypadek sporów z tymi, którzy się z nami nie zgadzają. Każda grupa, która chce bronić jakiejś doktryny, jest podatna na tę pokusę, jeśli brak jej bezpośredniej relacji z Bogiem. Co może potencjalnie z tego wynikać? Ci, którzy z początku wydają się mieć wszystko pod kontrolą, mogą w rzeczywistości być całkowicie poza kontrolą – poza JEGO kontrolą! Za to wielu z tych emocjonalnych „kolekcjonerów błogosławieństw” może dawać prawdziwe świadectwa Bożego dotknięcia, które odmieniło ich życie na zawsze. To oni stają się bliżsi biblijnemu obrazowi równowagi.
Jezus nie powiedział: „Moje owce znają moją księgę”. Mamy znać Jego głos. Po co to rozróżnienie? Biblię jako księgę może znać każdy – diabeł też zna i cytuje Pismo Święte. Ale tylko te osoby, których życie jest zależne od osoby Ducha Świętego, będą umiały za każdym razem rozpoznać Jego głos. Nie oznacza to wcale, że znaczenie Biblii jest znikome czy wręcz żadne. Jest całkiem odwrotnie. Biblia to Słowo Boże, a Jego głos zawsze znajdzie w niej potwierdzenie. Ten głos dodaje słowu pisanemu siły uderzenia. Powinniśmy gorliwie studiować Biblię, pamiętając jednak o tym, że największe prawdy w niej zawarte zrozumiemy tylko będąc w relacji z Nim.
(…) Bóg nasącza nas swoją obecnością, byśmy nauczyli się rozpoznawać Jego głos. Kiedy On ukazuje nam prawdy zawarte w Swoim Słowie, stajemy się bardziej od Niego zależni. Chrześcijanie ponownie koncentrują się na największym darze, jaki kiedykolwiek otrzymaliśmy – na Bogu. Podczas gdy namaszczenie najczęściej określane jest jako coś, jest raczej kimś – Nim samym.
Duch Święty ponownie dostaje wodze i prowadzi swój lud tak, by standardy życia chrześcijańskiego wróciły w obręb Biblii. Zmiany, choć czasem przerażające, są na lepsze. Możemy, a wręcz MUSIMY znać Boga Biblii z doświadczenia. Paweł, apostoł, ujął to w ten sposób: „[Byście] mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą”. Czy poznałeś to, co przewyższa wszelkie poznanie? To jest Jego obietnica. A jej skutki to: „wypełnienie całkowicie pełnią Bożą” (Ef 3:19).
(…)
„Kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawie mu samego siebie” (Jn 14:21)

 

Duch antychrysta też ma cel dla Kościoła – by uznawał Jezusa, ale nie uznawał namaszczenia. Staje się On wtedy bezpiecznym obiektem religijnych westchnień. Z pewnością nie będzie rzucał nam żadnych wyzwań, ani nikogo nie obrazi. Paweł pisał o takiej zwodniczej wersji chrześcijaństwa tymi słowy: „Przybierają pozór pobożności, podczas gdy ich życie jest zaprzeczeniem jej mocy; również tych się wystrzegaj.” (2 Tm 3:5)
Jak to możliwe, by ludzi, którzy kochają Boga, obrażało namaszczenie Ducha Świętego?
1.    On jest jak wiatr – poza naszą kontrolą (Jn 3:8).
2.    Jego myśli są inne niż nasze. Pismo mówi, że nasz sposób rozumowania i Jego sposób rozumowania są nie tylko różne, ale wręcz przeciwne (Rz 8:7 i Iz 55, 8-9). W końcu, bądźmy szczerzy – to dwa różne światy.
3.    Nie pozwala się zamknąć w obrębie naszego zrozumienia Słowa Bożego.
Zawsze kiedy podążamy tam, gdzie prowadzi nas Duch Święty, śmiało sprzeciwiamy się duchowi antychrysta. Choć głupota niektórych, którzy twierdzą, że prowadzi ich Duch, uczyniła tę przygodę trudniejszą, tak czy inaczej mamy gwarancję, że jeśli naprawdę gorąco tego pragniemy, uda się nam. On nie da nam kamienia, gdy prosimy Go o bochenek chleba.

 

fragment książki: Kiedy Niebo nawiedza Ziemię

Wydawnictwo: Dobry Skarbiec

Magazyn