sobota, 28 marca 2015 23:19
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Konferansjerzy w kościele, czyli uważaj kogo słuchasz- Małgorzata Górnicka

Ostatnio bardzo mocno Bóg dotknął mnie tym, jak ogromne znaczenie ma fakt, czy osoba, która głosi nam dane prawdy, sama ich doświadczyła, czy też jest jedynie ich przekaźnikiem - bez osobistych doświadczeń w tym obszarze.  

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Być może nie raz zastanawiałeś się, dlaczego jedni głoszący przemawiają wprost do twojego serca, a nauczanie innych pozostaje jedynie na poziomie twojego intelektu, a i to jedynie przez chwilę.

Żonglerka Słowem

Okazuje się, że NIE WYSTARCZY w piękny, godny najlepszego oratora sposób, streścić nam daną biblijną prawdę, czy też objawienie przyjęte od Boga przez głoszącego z innego kraju. NIE WYSTARCZY, choćby jednocześnie wykorzystując wszystkie tricki sprawnego mówcy, odtworzyć z pamięci (lub kartki), złote myśli sformułowane w tym temacie przez kogoś innego. NIE WYSTARCZY hołdować zasadzie, że: „ skoro u kogoś innego dana prawda zadziałała, to jeśli ja ją streszczę i przekażę na forum mojego kościoła, to zadziała również" .... NIE można w ten sposób prowadzić kościoła - bazując na nauczaniach i objawieniach innych głoszących, adaptując je jedynie na swój, rodzimy grunt i potrzeby swojej własnej służby.

W ten sposób kościoły są prowadzone przez sprawnie żonglujących Słowem duchowych „konferansjerów", a nasze duchowe życie kręci się wokół coraz to nowych „odkryć" tych naszych kościelnych pseudo-mentorów, czerpiących wizje i natchnienie z dorobku innych.

Doświadczam, więc uczę?

Dlatego tak ważne jest, czy trafimy do kościoła, gdzie jego liderzy / pastorzy są twórczy i aktywni w odbieraniu słowa od Boga, czy też odtwórczy. Czy na co tygodniowych spotkaniach przekazują nam prawdy, które sami przetrawili i mają owoce ich zastosowania
w swoim życiu (za które kładą swoje życie i do których są nas w stanie zachęcić), czy też traktują swoich „parafian" jako, swego rodzaju, króliki doświadczalne - nauczając nas czegoś, o czym sami, nie mają pojęcia.

Zdaję sobie sprawę, że przygotowanie niedzielnych kazań może być zajęciem żmudnym, a przygotowywanie ich co tydzień - nawet i męczącym, ale czy prowadzący nas liderzy / pastorzy nie powinni odbierać rzeczy wprost od Boga (w tym wizji na prowadzenie kościoła), by móc nimi karmić tych, za których duchową odpowiedzialność wzięli? W jakim, duchowo, miejscu jest ktoś, kto prowadzi ludzi w ich życiu z Bogiem, a jedyna rzecz jaką oferuje im na co tygodniowych spotkaniach, to tłumaczenie kazań zagranicznych usługujących?

Nie ma drogi na skróty

I żebyśmy się dobrze zrozumieli - warto być czujnym i otwartym na to, co Bóg robi w innych kościołach i służbach. Warto jest uczyć się i podpatrywać tych, u których Bóg działa i do których służby się przyznaje. Ale warto też pamiętać o tym, że kogo Bóg powołuje, tego i wyposaża. A że nie jest łatwo, że trzeba też i samemu spędzić czas w komorze z Bogiem, pościć, mieć z Nim żywą i głęboką relację... Wszystko to wymaga czasu i poświęcenia, ale to nie oznacza, że bez tego mamy zwyczajnie chodzić na skróty.

Nikt nie obiecywał, że życie z Bogiem ma być lekkie, łatwe i przyjemne. I nikt nie obiecywał, że mamy być jedynie odtwórcami cudzych ról we własnym życiu czy też głosicielami cudzych prawd i objawień. Po owocach takie życie poznacie.

Duchowe klony

Nie dajcie się prowadzić tym, których owoce życia z Bogiem owszem są - ale bez smaku, koloru i życia - bo powielone, niczym obrazy Malczewskiego, na czarno-białej kserokopiarce.

Nie dajcie się prowadzić tym, których jedyne, prawdziwe przeżycie z Bogiem to ich własne nawrócenie kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu, a potem już długo, długo nic!

Bądźcie czujni, sprawdzajcie owoce, badajcie własne serca (czy przyjmują to, czego się was naucza) i nie dajcie się zwieść pięknym, okrągłym, ale pustym słowom bez pokrycia
w codziennym życiu z Bogiem. Dlaczego? Bo za chwilę się okaże, że jesteście tacy sami, jak wasi plastikowi mentorzy, a po waszej początkowej pasji dla Boga zostanie już tylko mgliste i bardzo odległe wspomnienie. Będziecie jak ich duchowe klony.

Kogo słuchasz

A przecież nie za takie życie każdego z nas położył swoje własne Ten, którego nazywamy swoim Panem. Nie takich - sklonowanych, czarno-białych i bez życia, plastikowych uczniów - Jezus sobie wymarzył. Warto o tym pamiętać! I warto mądrze wybierać tych, których nauczań słuchamy!

Po owocach

Nic i nikt w naszym chrześcijańskim życiu nie zastąpi nam odbierania rzeczy wprost od Boga, wsłuchiwania się w Jego głos, pytania Go o kierunek i kroczenia drogą naszego własnego powołania. Jednocześnie dobrze jest móc w tym czasie korzystać ze wsparcia prawdziwych pasterzy i prawdziwych nauczycieli Słowa. Dlatego nie dajmy się zwieźć żadnym, nieudolnym ich podróbkom. Badajmy to, czego nauczają, niczym Berejczycy. Przyglądajmy się ich życiu, służbie i priorytetom, a przede wszystkim owocom! Może warto porozmawiać z „wychowankami" takowych, żeby się przekonać, dokąd ich życie zmierza i czy my sami chcemy się znaleźć w podobnym miejscu za kilka lat? Wszak rodziców poznajemy po dzieciach, a nauczycieli - po uczniach. Pastorów zaś po owocach w życiu ich własnych „parafian".

Magazyn