sobota, 04 lipca 2015 21:20
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Kościelne zamrażarki - Małgorzata Górnicka

  Ludzie w takich miejscach bywają przesyceni nauczaniami, ale w ślad za tym nie idzie praktykowanie wdrażania Bożych obietnic w codziennym życiu. Jest przesyt teorii, ale nie ma idącej w ślad za teorią - praktyki. Takie kościoły często mylą pracę dla Boga i bycie w centrum Bożego powołania dla czyjegoś życia z wykonywaniem różnych kościelnych i pozakościelnych działalności, które z Bożymi celami dla nas nie mają nic wspólnego. Takim kościołom udaje się produkować kościelnych aktywistów i działaczy - zamiast uczniów Jezusa - spełnionych w Bogu chrześcijan świadomych swojego celu tu na ziemi, a także tam - w Niebie. W takich kościołach liderami są kościelni aktywiści i działacze, a nie ludzie duchowo obdarowani. Z byciem liderem nie idzie w parze Boża moc, tylko funkcja. Tacy kościelni działacze przedkładają wierność kościelnej organizacji i jej liderom nad wierność Bogu. Jest to tym prostsze, że uczniostwo w takich kościołach jest synonimem wierności temu kościołowi, jego liderom i głoszonym przez nich prawdom - nie bezpośrednio Jezusowi.  

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

„Nadszedł bowiem czas, aby się rozpoczął sąd od domu Bożego (...)" (1 Pio 4:17)

 

Ostatnio Bóg bardzo wyraźnie mi pokazał, że mamy uważać na kościoły, zgromadzenia czy wspólnoty, które są jak sidła, albo jak zamrażarki dla darów i powołań osób wierzących. Bywa także, że są jak nasze duchowe groby.

Takie kościoły mogą trzymać ludzi przez wiele lat z dala od wejścia przez nich w ich powołanie, gdyż pastorzy nie potrafią lub nie chcą pomagać ludziom w nie wejść, albo pomagają tylko niektórym. Pomagają tym, którzy dobrze rokują, jeśli chodzi o wierność i lojalność danemu kościołowi i pastorowi - na neutralnych i niezdecydowanych nie marnuje się czasu. Pomaga się także tym, których powołania są ewidentne, którym nie można zaprzeczyć, które są widoczne gołym okiem. Chyba, że celowo będzie się ich stopować, żeby nie przyćmili swoim obdarowaniem tych, którzy są w danym momencie „u steru".

W takich miejscach zwyczajnie nie szanuje się ludzkich powołań - nie są one wyłuskiwane niczym najdrogocenniejsze perły - ludzie są traktowani instrumentalnie (do wykonywania określonych prac w kościele), ale nikomu nie zależy, by zająć się ich dojrzewaniem w wierze.

Często w takich miejscach podkreśla się, że wejście w swoje powołanie jest ważne, ale nie udziela się wskazówek i rad - „jak ma się to stać". Między innymi z tego powodu, ludzie mogą latami tkwić z nieodkrytymi powołaniami, być sfrustrowani, a jednocześnie - bez pomocnej dłoni w tym zakresie.

Pastorzy takich kościołów kreują się na tych jedynych, których Bóg ma użyć, a zwykli członkowie nigdy nie zostaną przez nich nauczeni, w jaki sposób w pewne rzeczy wejść. Jednocześnie, nigdy nie wskazuje się im na Ducha Świętego, jako na Tego, który może ich wprowadzić we wszelką prawdę. Słuchanie bezpośrednio głosu Ducha Świętego, a nie pastora, uznaje się w takich miejscach za niebezpieczne, grożące w dalszej perspektywie buntem i dywersją.

Ludzie w takich kościołach mogą latami tkwić w nierozwiązanych problemach, bo zwyczajnie nikt się nimi, tak naprawdę, od duchowej strony nie zajmuje. Nikt nie zadaje sobie trudu, by zapytać o moment nawrócenia, o problemy przed, o świadectwo życia z Bogiem, o jakiekolwiek owoce nawrócenia, czy o postępy w życiu z Bogiem.

W takich miejscach Duch Święty nie ma szans, by przebić się ze swoją mocą.

W takich miejscach dużo mówi się o namaszczeniu, wywołuje się atmosferę nazywaną Bożą obecnością, ale zazwyczaj nie głosi się tam pełnej ewangelii i w związku z tym, ludzkie życia nie są gruntownie przemieniane.

W takich miejscach często obdarowuje się ludzi fałszywymi i tendencyjnymi "proroctwami", związanymi m.in. z łożeniem na Boże Królestwo - różni ludzie, ale te same proroctwa, związane z finansową sferą życia.

Ludzie w takich miejscach są okłamywani, że są w domu Bożym, że działają na Bożą chwałę , że Jemu służą, a tymczasem służą, w najlepszym razie, pastorowi i jego celom.

Ludzie w takich miejscach są jak kilkudziesięcioletnie w Panu niemowlęta duchowe, którym z jednej strony mówi się, że są już gigantami w duchu, a z drugiej - że są wciąż zbyt niedoskonali, za mało oczyszczeni, żeby Bóg zechciał ich użyć i przez nich działać.

Ludzi w takich miejscach ciągle się uczy, ciągle wprowadza w coraz to nowe objawienia, a nie pokazuje się im, w jaki sposób wprowadzać w życie najprostsze prawdy ewangelii.

Ludzie w takich miejscach bywają przesyceni nauczaniami, ale w ślad za tym nie idzie praktykowanie wdrażania Bożych obietnic w codziennym życiu. Jest przesyt teorii, ale nie ma idącej w ślad za teorią - praktyki.

Takie kościoły często mylą pracę dla Boga i bycie w centrum Bożego powołania dla czyjegoś życia z wykonywaniem różnych kościelnych i pozakościelnych działalności, które z Bożymi celami dla nas nie mają nic wspólnego.

Takim kościołom udaje się produkować kościelnych aktywistów i działaczy - zamiast uczniów Jezusa - spełnionych w Bogu chrześcijan świadomych swojego celu tu na ziemi, a także tam - w Niebie.

W takich kościołach liderami są kościelni aktywiści i działacze, a nie ludzie duchowo obdarowani. Z byciem liderem nie idzie w parze Boża moc, tylko funkcja .

Tacy kościelni działacze przedkładają wierność kościelnej organizacji i jej liderom nad wierność Bogu. Jest to tym prostsze, że uczniostwo w takich kościołach jest synonimem wierności temu kościołowi, jego liderom i głoszonym przez nich prawdom - nie bezpośrednio Jezusowi.

W takich miejscach zobaczymy piękne twarze, ubrania, uśmiechy, ale... zimne serca. Zobaczymy wywyższanie się (bo przecież jestem liderem, więc jestem kimś), ale nie będzie tam miłości. W takich miejscach nie usłyszymy o tym, jak kochać Boga i ludzi - usłyszymy natomiast, że tego typu nauczanie jest dla duchowych niemowląt. W takich miejscach wchodzi się na „wyższy poziom duchowego życia". I tylko w takich miejscach działa Bóg - nigdzie indziej.

W takich kościołach liderami i pastorami są zazwyczaj kościelni konferansjerzy - teoretycy :

http://otwarteniebo24.pl/magazyn/porady-i-nauczania/item/229-konferansjerzy-w-kosciele-czyli-uwazaj-kogo-sluchasz-malgorzata-gornicka

***

Tymczasem, prawdziwi, wierzący liderzy i pastorzy to ci, którzy uczą innych tego, co sami wiedzą i czego doświadczyli - bez obawy, że za chwilę ta osoba odwróci się od nich i odejdzie, więc na wszelki wypadek nie warto w nią inwestować.

Prawdziwi liderzy i pastorzy wyposażają swoich członków i wysyłają w świat, ciesząc się, jeśli ich uczeń przewyższy mistrza.

***

Celem Bożego kościoła jest przygotowanie świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej (Ef: 4:11 i nn).

„I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej, abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości."

Czy każde miejsce, instytucja, zgromadzenie czy wspólnota, które nazywa siebie kościołem, umożliwi nam to?

Magazyn