niedziela, 16 sierpnia 2015 09:43
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Jak wprowadzać Boże Obietnice w życie? - Dutch Sheets

II Koryntian 5:17 mówi nam: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.”. Pozornie jest to sprzeczność! Ilu z nas odkryło, że zaraz po przyjęciu zbawienia nie staliśmy się całkowicie odnowieni? Że nasze „stare rzeczy”, zamiast całkowicie znikać, ciągle nas dręczyły od czasu do czasu? Że niektóre rzeczy nie zmieniły się ani trochę?

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

DZIECIĘCA WIARA W OBIETNICE

„Ale obiecałeś!” błagałem mojego tatę, używając mojej, jak sądziłem, ostrej jak brzytwa logiki 12-latka przeciwko jego 32-letniemu rozsądkowi, kryjącemu się w zamglonym spojrzeniu ojca. Na pewno się ugnie. Na pewno go to zmęczy. Na pewno w końcu się zgodzi kupić mi ten nowy rower.

Tata obiecał mojemu bratu i mi nowe rowery, ale jakoś nie nadeszły. Wyraźnie pamiętałem jak poszedł z nami do sklepu i stał z boku, kiedy biegaliśmy jak nakręcone szczeniaczki i wskakiwaliśmy na każdy rower w sklepie. „Ten, tato! To ten chcę… nie, nie, czekaj! Ten!” (…) Wiedziałem, że ten rower, Blue Rider 3000 (na który się w końcu zdecydowałem), zabierze mnie na ulice, których wcześniej oko ludzkie nie widziało, z prędkością o jakiej nikomu się nie śni. Tata na pewno musiał rozumieć, że właśnie tego potrzebowałem na nadchodzące lato.

Zauważywszy mój niekontrolowany zachwyt ze znalezienia „Tego Jedynego”, mój tata podszedł, żeby wypróbować ten niezwykły okaz sztuki fabrycznej. „Tak. Masz rację!” powiedział, przytakując ze zrozumieniem i nie spuszczając z niego wzroku. „To jest dobry rower. Mama i ja moglibyśmy pewnie się naradzić i któregoś dnia go kupić… wiesz, w końcu idą twoje urodziny i tak dalej”.

Wypowiedział magiczne słowa. Moje urodziny były lada chwila, a mój brat miał je później (on też wybrał swój wymarzony pojazd dwukołowy). Dla mnie to była załatwiona sprawa. Bez powiedzenia tego wyraźnie, tata przyrzekł nam obu prezent nad wszelkie urodzinowe prezenty.

Obietnica to powszechnie akceptowane zobowiązanie słowne. Jest zapewnieniem, że to co mówisz się stanie, jest przysięgą, która daje ci gwarancję na przyszłość. Jeśli obietnica nigdy nie zostanie spełniona, to wówczas, taki nierzetelny obiecujący zostanie dla kogoś „naznaczony”. Szczególnie dla dziecka nie ma nic gorszego niż niewypełniona obietnica. Rani ona serce i zostawia skazę w pamięci.

Kiedy tata nie kupił mi roweru na urodziny, byłem całkowicie rozbity. Jednak problemem nie było to, że mój tata nie potrafił dotrzymywać słowa. Problemem była moja niezdolność do patrzenia na sprawy z mądrzejszej perspektywy. Rowery, które w końcu dostaliśmy na Gwiazdkę, były wielkim wyrzeczeniem dla rodziców, biorąc pod uwagę skromną pensję mojego ojca. Patrząc wstecz, ta sytuacja pokazała, że tata rozumiał coś, co ja dopiero powinienem załapać: Czas ma znaczenie.

Jest to bolesna lekcja dla dziecka. Chcemy, żeby coś działało tak, jak my chcemy i lepiej wcześniej, niż później (albo najczęściej „teraz”). Ale, tak serio, czy z dorosłymi jest inaczej? Chcemy Boga działającego jak mikrofalówka, wiary instant (przygotowującej nam dary błyskawicznie), odpowiedzi, których niebiańska obsługa klienta udziela natychmiast. A kiedy trzeba uzyskać odpowiedź na boskie obietnice – przynajmniej na te niespełnione – czasami wykazujemy się dziecinną nieufnością, a nie prostą wiarą dziecka.
Kiedy chodzi o zdrowie emocjonalne, uzdrowienie fizyczne, wolność od uzależnień lub nawyków, w przypadku obietnicy tak prostej jak „proś, a będzie ci dane”, do pewnego stopnia wszyscy kiedyś czuliśmy jakby Bóg trochę przesadził. Bez względu na to, czy to przed sobą przyznajemy, większość z nas kwestionowała albo naszą zdolność słyszenia Jego głosu lub też Jego chęć udzielenia nam odpowiedzi (lub obie te zdolności). Zastanawialiśmy się czemu nasze doświadczenia nie pokrywają się z Jego obietnicami i zapewnieniami. (…)

CO BÓG NAM OBIECAŁ, A CO CZĘSTO CIĄGLE WIDZIMY

II Koryntian 5:17 mówi nam: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.”. Pozornie jest to sprzeczność! Ilu z nas odkryło, że zaraz po przyjęciu zbawienia nie staliśmy się całkowicie odnowieni? Że nasze „stare rzeczy”, zamiast całkowicie znikać, ciągle nas dręczyły od czasu do czasu? Że niektóre rzeczy nie zmieniły się ani trochę?

Po ponownym oddaniu mojego życia Jezusowi w 1973 r. ciągle zmagałem się ze starymi, cielesnymi sposobami działania. Pamiętam pełną udręki rozmowę z Bogiem, którą prowadziłem późno w nocy, siedząc na masce mojego samochodu. Starałem się zrozumieć mój częściowy „brak odnowienia”, przygnębiony tym, że moje życiowe doświadczenia nie przystawały do niepodważalnych duchowych obietnic. Miałem problem z pokonaniem pewnych moich starych zwyczajów i pragnień, a pożądanie było wśród nich jednym z najważniejszych. Poza tym stawiałem czoła poważnym problemom nastawieniem serca, jak zazdrość, gniew, niepewność i gorycz. Jak wspominałem wcześniej, moja frustracja rosła za każdym razem, gdy w końcu robiłem to, czego wcale nie chciałem robić. Byłem zdezorientowany i nie wiedziałem, jak to możliwe, by Bóg stwierdzał coś w Biblii, a jednak, bym tego nie widział spełniającego się w moim życiu. Na przykład, czytałem, że Bóg „prowadzi nas zawsze w triumfalnym pochodzie w Chrystusie” (2 Kor 2:14). Zawsze?! To brzmiało tak wspaniale, ale w rzeczywistości ja sam nie zawsze przeżywałem triumf – tak naprawdę często bywałem pokonany.

Inny werset w 2 Koryntian mówi, że „wszystkie obietnice Boże w Nim [Chrystusie] znalazły swoje Tak i Amen, na chwałę Boga w nas” (1:20). Tak i Amen. Ile obietnic? Wszystkie! Będę z wami szczery: one nie zawsze działają w moim życiu. Nie pamiętam czasu, w którym otrzymałbym wypełnienie wszystkich Bożych obietnic na raz. A ty? Prawie ma się wrażenie, że werset powinien stwierdzać: „Część Bożych obietnic to Tak i Amen, a inne nie zawsze są trafione w Jezusie Chrystusie”.

Przyznaj się! Nie chcesz czasem z Bogiem pomówić ostro? O czym Ty w ogóle mówisz? Jak wyjaśnisz to? Po prostu szczerze mówię o moich doświadczeniach i jestem pewien, że są podobne do twoich. W sercu wiem, że Boże Słowo jest prawdą. Ale czy to właściwe, że jako pastor, lider duchowy, przyznaję się do tych rzeczy, zamiast udawać, że nie mam z nimi żadnego związku? Bądźmy autentyczni! Przyznajmy, że nasze doświadczenia nie zawsze pasują do tego, co czytamy w Bożym Słowie. Nigdy nie naprawimy czegoś, jeśli wpierw nie przyznamy, że to coś nie działa.

A oto jeszcze jeden werset, który zdaje się nieprawdziwy. Rzymian 8:37: „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował.”. „Zwyciężamy” to trudne do przetłumaczenia greckie wyrażenie „więcej niż zwycięzca”, które w istocie znaczy „zwyciężać w obfitości”, być „super-zwycięzcą”. Więc Bóg mówi, że jesteśmy zwycięzcami – a potem jeszcze lepiej. Nie tylko zwyciężamy, ale zawsze zwyciężamy… i to zwyciężamy w nadmiarze. Jesteśmy super-zwycięzcami w Bogu do potęgi n-tej! Nigdy nie zostajemy pokonani! I nie można tego zatrzymać!

Czy naprawdę zobaczyłeś, że tak jest? Ja wiem, że u mnie tak się nie dzieje. Straciłem więcej bitew niż trzeba z powodu zmartwień, strachu, niewiary, niezadowolenia, dumy czy pożądliwych myśli… i założę się, że ty też. A jednak, Bóg po prostu stwierdza, że wszyscy jesteśmy „więcej niż zwycięzcami.” Sprawa zamknięta!

ŚLEPE ULICZKI, KTÓRE PRZESZKADZAJĄ ZAMIAST POMAGAĆ

Był taki czas, że dołączyłem do ciała pedagogicznego na mojej alma mater, Christ for the Nations, i pewnego dnia dane mi było siedzieć naprzeciwko młodej kobiety, która przyszła do szkoły w poszukaniu uwolnienia. Sprawdzałem z nią, czy mogę jej w jakikolwiek sposób pomóc.

Szybko zdałem sobie sprawę z tego, że było to zadanie ponad moje siły. Patrzyła się przez cały czas w dół, wzrok miała wbity w stół, ani na chwilę nie spojrzała mi prosto w oczy, chociaż toczyliśmy porządną rozmowę. Jej historia tłumaczyła dlaczego.

Była wykorzystywana seksualnie przez całe dzieciństwo przez swojego ojca, swojego brata, swoich wujków… dosłownie przez każdego mężczyznę w swojej rodzinie. Aż do czasu gdy miała mniej więcej trzynaście-czternaście lat jej ojciec – który był diakonem w ich kościele – często zmuszał ją do spania z nim w jednym łóżku. Jednocześnie jej matka była tak przerażona, że ani nic nie powiedziała, ani nic nie zrobiła, by położyć kres tym obrzydliwościom. W rezultacie ta młoda kobieta nosiła w sobie najgorszą samoocenę, z jaką się kiedykolwiek spotkałem oraz o jakiej słyszałem. Pomimo narodzenia na nowo kompletnie siebie nienawidziła. Chociaż od sprawy minęły lata, była głęboko zraniona.

Czy wszystkie rzeczy nie powinny w jej życiu stać się nowe, odnowione, w momencie gdy zaprosiła Jezusa do serca? Czy obietnica nie mówi, że „stare rzeczy” już odeszły? Jak mogłem oczekiwać od niej, że uzna te Boże obietnice w swoim życiu, skoro nawet ja, jako usługujący oraz nauczyciel Biblii, widziałem, że tak nie jest?

Winston Churchill powiedział kiedyś: „Prawda jest nie do przemożenia. Zła wola może ją atakować, niewiedza może ją wyśmiewać, ale koniec końców widzimy ją na nowo: oto ona!”

Miał rację. Niestety, zamiast przyznać, że nie rozumiemy dlaczego rzeczy czasem nie działają, zbyt często odwołujemy się do chrześcijańskich frazesów i spuszczamy osobę w kanał wymijającymi ogólnikami , które sami słyszeliśmy w odpowiedzi na trudne pytania, których nikt nie chce zadać. Kiedy odważamy się je postawić, słyszymy:

- „Wszystko będzie dobrze. Musisz się jeszcze wiele nauczyć/Musisz po prostu dorosnąć w wierze i dojrzeć jako chrześcijanin.” (Być może to prawda, ale wcale nam nie pomaga, gdy stawiamy czoła wyraźnie nierozwiązywalnej sytuacji. A tak naprawdę, niektórzy chrześcijanie nigdy nie są w stanie po prostu „wyrosnąć” z pewnych problemów. To jest odpowiedź, która w żaden sposób nie załatwia sprawy.)

- „Musisz po prostu odnowić swój umysł!/Zrozumieć, kim już jesteś w Chrystusie.” (Zgoda. To prawda, że umysł musi zostać przemieniony. Ale odpowiedź zdecydowanie zbyt bezpośrednia. Odnawianie umysłu to czasem proces trwający całe życie, a nie jeden krótki strzał. Na pewno nie mógłbym takiej odpowiedzi udzielić tej młodej kobiecie, która wtedy przede mną usiadła w Christ for the Nations.)

- „Po prostu potrzebujesz prawdziwego chrztu w Duchu Świętym.” (Nie wyobrażacie sobie jak często to słyszałem. W kółkach charyzmatycznych i zielonoświątkowych często przyjmujemy tę wersję, gdy ktoś walczy z nawracającym grzechem, błędnym stylem myślenia lub czymś z przeszłości. Jednakże, widziałem niezmierzone rzesze ludzi rzekomo ochrzczonych, mówiących językami, prorokujących i robiących wszystko, co wymagane, by się zakwalifikować na „listę ludzi wypełnionych Duchem”, którzy jednocześnie byli bardziej cieleśni, niż niektóre osoby nie spełniające wszystkich „duchowych kwalifikacji”. W podobny sposób wierzący, którzy nie modlą się na językach, mogą być bardziej dojrzali i przejawiać większą wolność niż niektórzy wierzący posiadający ten dar. Moje doświadczenie mówi, że chrzest w Duchu nie przynosi automatycznego uzdrowienia wszystkiego.)

- „Po prostu potrzeba ci więcej wiary.” (Tak, też tego próbowałem i to spełniałem. W zasadzie byłem na pierwszej linii obozu wiary przez pewien czas. Chociaż wiara jest ważna, walenie komuś potrzebującemu pomocy i nadziei takim tekstem w twarz – wcale mu pomocy nie udziela, ani też nie pozostawia zbyt wiele nadziei.)

- „Musisz zacząć zapierać się samego siebie” lub też „Powinieneś ukrzyżować swoje ciało.” (Hę? A co to właściwie znaczy w przypadku narodzonego na nowo chrześcijanina?). Lub też jeszcze lepiej, mój najmniej ulubiony tekst: „Po prostu musisz się uświęcić.” (Rozumiem potrzebę i znaczenie takich spraw, bo jestem w służbie od lat, ale łatwo nimi manipulować i łatwo użyć tych wyrażeń, by pokazać młodemu wierzącemu lub też chrześcijaninowi zmagającemu się ze słabościami, że nic nie umieją i nic nigdy nie osiągną.)

Inne odpowiedzi mogą wyrządzić ludziom jeszcze gorsze szkody, szczególnie młodym wierzącym:

- „Jeżeli naprawdę chciałbyś się zmienić, to dałbyś radę.” (Słyszałem to wiele razy. Zarzuca to osobie hipokryzję i nieszczerość. Chociaż wszyscy znamy naciągaczy, którzy twierdzili, że chcą wolności od pewnych rzeczy, ale tak naprawdę jej nie chcieli, to znamy także tych, którzy byli w prawdziwym potrzasku uzależnienia, lub też w niewoli warowni, z której nie wiedzieli, jak się uwolnić. Co gorsza znam takich, którzy wpadli w taką beznadzieję, że w końcu odebrali sobie życie.)

- „Jeżeli naprawdę chcesz przestać to robić, to czemu nie przestaniesz? Masz w końcu wolną wolę!”

I w końcu najgorsza, najbardziej niszcząca odpowiedź ze wszystkich, z którymi miałem do czynienia, często wygłaszana z poczuciem duchowej wyższości:

- „No cóż! W takim razie jeszcze tak naprawdę nie jesteś zbawiony, bo moja Biblia mówi, że jeśli ktoś przyszedł do Chrystusa, stał się nowym stworzeniem. Stare rzeczy przeminęły. Wszystko jest nowe. Jeśli tego nie doświadczasz, to nie jesteś naprawdę narodzony na nowo.”

Takie odpowiedzi sprawiają, że mam ochotę tej osobie przyłożyć – moją Biblią! Obserwowałem jak różni ludzie odchodzili od wiary z powodu nieodpowiedzialnych i druzgocących komentarzy tego typu. Dość już płytkich, wymijających odpowiedzi-frazesów!

WIĘC GDZIE JEST PRAWDA?

Prawda jest taka – i jest to coś, z czego wielu chrześcijan nie zdaje sobie sprawy: Obietnice z Pisma nie manifestują się automatycznie, kiedy przychodzimy do Chrystusa. Ta prawda jest punktem wyjścia dla naszej wspólnej podróży po tym temacie. Chcemy czasem „skusić” ludzi, by przyjęli Chrystusa i zapewniamy ich, że kiedy wyznają Go Panem, On po prostu „przejmie kontrolę” nad ich życiem tak, że wszystko automatycznie się zmieni. Ale chociaż wszystkie Boże obietnice są prawdziwe i mają zdolność się wypełnić, nie wydarzą się „tak po prostu”, ani też nie spadną nagle z nieba. Pełna wolność nie przychodzi automatycznie, tylko dlatego, że przyjęliśmy zbawienie – tak samo automatycznie nie stajemy się osobami, którymi naprawdę jesteśmy. Znam takie osoby, które – mimo że są wierzącymi od 50 lat – w niektórych obszarach życia ciągle nie przyjęli uwolnienia i są równie związani jak w dniu, w którym spotkali Jezusa po raz pierwszy. Jest to smutne, ale prawdziwe. Można być już chrześcijaninem i ciągle mieć pełno pychy, egoizmu, strachu, chciwości lub innych problemów. Wiele osób je ma.

Jest droga do tego, by łamać każdy niezdrowy zaklęty krąg, uzdrowić każdą ranę, przezwyciężyć każdy grzech, doświadczyć pełni i wypełnienia każdej obietnicy oraz stać się tym, kim Boże Słowo mówi, że jesteśmy. W skrócie jest to:

(1) Zrozumieć co Jezus dla nas wywalczył

(2) Zrozumieć zasady rządzące tymi darami

(3) Zastosować te zasady przez posłuszeństwo i wiarę – co też dogłębnie zbadamy.

Zdaję sobie sprawę, że to znaczy, że spełnienie bożych obietnic tak naprawdę może zależeć od nas. I nie podoba mi się to równie mocno, co tobie. Ale jest to wciąż prawda. Boża miłość jest bezwarunkowa – Jego dary i owoce naszego zbawienia już nie.

Paweł powiedział do Tymoteusza „staczaj dobrą walkę wiary; pochwyć życie wieczne, do którego jesteś powołany” (1 Tym 6:12). Zdaje się to sprzecznością, gdy osobie już zbawionej mówi się, by „schwyciła” życie wieczne, czyli coś, co już powinna mieć. Jedyną możliwą interpretacją jest to, że pewne rzeczy, które Bóg dał nam w naszym duchu, mogą być zablokowane i nie doświadczane w naszym umyśle, emocjach i ciałach. Musimy się nauczyć jak je schwycić przez wiarę i wprowadzić w życie na podstawie zasad biblijnych, które rządzą dziedziczeniem rzeczy, które Bóg nam już powierzył. Musimy stać się tymi osobami, którymi naprawdę jesteśmy! Możemy to zrobić! To nie jest skomplikowane i Duch Święty ci w tym pomoże! On będzie ci objawiał potężne, odkrywcze prawdy, nawet gdy czytasz tę książkę. Prawda cię wzmocni i przemieni. I to jest ekscytujące!

Pewnego razu dwie kobiety, należące do kręgu najbliższych przyjaciół Jezusa – Maria i Marta – zakwestionowały Jego czas i sposób działania. Ich brat, Łazarz, zmarł. Obie wiedziały, że Jezus potrafił go uzdrowić i Jezus postanowił do nich przyjść, kiedy po niego posłały. Ale kiedy w końcu przyszedł, było już za późno

„Gdy więc Marta usłyszała, że Jezus idzie, wybiegła na jego spotkanie; ale Maria siedziała w domu. Rzekła więc Marta do Jezusa: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój. (…) Lecz gdy Maria przyszła tam, gdzie był Jezus i ujrzała go, padła mu do nóg, mówiąc do niego: Panie, gdybyś tu był, nie byłby umarł mój brat.” (Jana 11:20-21;32)

Ale Jezus się nie spóźnił! Miał inny plan. Większy niż uzdrowienie. Choć Łazarz nie żył już 4 dni, Jezus zbliżył się do grobu i powiedział: „Usuńcie kamień” (Jana 11:39). Marta wstrząśnięta natychmiast wykrzyknęła: „Panie! Ale już cuchnie…” (w.39). Jezus nie bał się odoru śmierci. Wiedział, że życie, które jest w Nim jest mocniejsze niż śmierć w tym grobie. I tak, w jednym z najbardziej niesamowitych fragmentów Pisma czytamy, że wskrzesił Łazarza z martwych.

Możesz myśleć, że jest już za późno na twój przełom, że Bóg po prostu nie zadziałał i nie zadziała dla Ciebie. Być może w środku czujesz, że moc śmierci jest tak silna, że nie jesteś w stanie już żyć. Ale Jezus ma inne plany i czeka z mocą zmartwychwstania, żeby odwrócić tę niszczycielską moc, która złożyła cię do grobu. Jego serce jest takie samo jak 2 tysiące lat temu i nim z tobą skończy ty też usłyszysz słowa, które pragnąłeś usłyszeć: „Wstań i wyjdź z grobu!”

 

źródło: książka "Becoming who You are" Dutch Sheets - fragmenty

kolejny fragment TUTAJ (Jak powstają warownie)

oraz TUTAJ (Moc Bożego Słowa)

tłumaczenie: otwarteniebo24.pl

Magazyn