niedziela, 17 lipca 2016 08:52
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Kiedy służba staje się Bogiem – Stephen Crosby

Służba może być potworem, który domaga się żywienia. Może pożreć ciebie i każdego kogo kochasz oraz samo twoje istnienie. Ceną tego, co uważa się za sukces, często są bliscy oraz twoja dusza. Służba może być również zastępować małżonka(ę) bądź być kochanką(kiem). Żądza służby jest bardziej niebezpiecznym uzależnieniem niż narkotyki czy pożądanie seksualne. Jest subtelniejsza. Na zewnątrz wydaje się czymś właściwym, lecz może rujnować ludzi, ponieważ niesie ze sobą przywilej wpływania na innych. Służba może stać się twoją tożsamością, może być pracodawcą, który funkcjonuje w oparciu o relację niewolnik-pan. Może stać się tak naprawdę twoim bogiem, tym, czemu rzeczywiście służysz i co czcisz, zamiast Niego.

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

„Służba” (Ministry) to słowo wzbudzające silne emocje. Prawdopodobnie w zależności od własnej historii i przeżyć kształtujemy własną definicję i sposób wyrażania jej. Nie definiuję służby przy pomocy podziału na kler i laikat – całe życie jest służbą. Służbą jest każdy wysiłek jaki podejmuje ktokolwiek w każdym czasie i miejscu, który służy Królestwu Jezusa i podejmuję Jego troskę o ludzi. Służba może być zróżnicowana lub specyficzna w sensie powołań z 4 rozdziału Listu do Efezjan, lecz wszyscy „służą” (lub powinni) i każdy musi być w tym wolny od syndromu uzależnienia od służby!

Kiedy służba wprowadza w błąd

Wszyscy ci, którzy zostali powołani do zaangażowania się w służbę (szczególnie, lecz nie wyłącznie, ci z Ef 4) muszą nauczyć się trudnej lekcji Krzyża. Służba może być cienką przykrywką światowej i kościelnej akceptacji dla cielesnego dążenia, ambicji i ogólnie rzeczy biorąc psychologicznego niedomagania.

Nasza tożsamość, zdrowie i poczucie spełnienia w życiu muszą być zakorzenione w tym, że jesteśmy umiłowanymi synami i córkami Bożymi, a nie być czerpane z tego, co budujemy czy osiągnięć w służbie.

Jezus cieszył się życiem jako syn przez 30 lat. Bardzo intensywny czas służby trwał nieco nieco dłużej niż 3 lata, a Jego służba kosztowała go życie. Mamy do czynienia z ogromną ilością „bycia/istnienia” (oraz odczuwalnej „nicości”) w stosunku do „czynienia i powodzenia” a do tego jest jeszcze ostatni rozdział, którego nikt z nas w naturalnym sensie by nie wybrał. Istnienie i działania nie wykluczają się wzajemnie. Niemniej, problem zaczyna się wtedy, gdy przyjmujemy za wartościowe wyłącznie sygnały pochodzące z tej części życia, która charakteryzuje się działaniem. Czasami, tym co najbardziej najbardziej duchowe i najbardziej w stylu królestwa, co można zrobić to nie robić nic, szczególnie wtedy, gdy frustracja i nicość są używane przez Ojca do ukrzyżowania cielesnych ambicji.

Musimy nauczyć się trwać w pokoju duszy wtedy, gdy wydaje się, że nie robimy niczego, nie budujemy niczego i nie usługujemy nikomu. Okresy obfitego owocowania są w porządku, przedłużające się okresy zimnej nicości również. On jest Panem pór, Panem żniw i On Sam zbierze z naszego życia. Jeśli nie nauczymy się tego to będziemy uruchamiać do działania nasz dar pobudzani przez naszą bardzo chętną do tego i nazbyt gorliwą ludzką duszę, nawet wtedy, gdy Bóg nie bierze udziału w tym:

  1. Nauczyciele – zawsze będą nauczać, nawet wtedy, gdy nie potrzeba więcej informacji, nikt nie zadaje pytań i nikt nie jest zainteresowany ich opinią.
  2. Ewangeliści – zawsze będą pozyskiwać jakąś reakcję, nawet wtedy, gdy Bóg nie porusza się w sercach, używając „technik”, aby pozyskać widzialne „reakcje”.
  3. Pastorzy – zawsze będą chronić i osłaniać, nawet wtedy, gdy Bóg stara się dotrzeć do ludzi przy pomocy nieprzyjemnego karcenia. Nieuświęcone miłosierdzie wchodzi na drogę karności Krzyża.
  4. Prorocy – zawsze będą mówić, nawet wtedy, gdy Bóg nic nie mówi.
  5. Apostołowie – zawsze będą „coś” budować, nawet wtedy, gdy Bóg nie jest szczególnie oddany temu, co jest budowane w Jego imieniu.

Takie wysiłki zawsze przynoszą jakieś efekty, kwestią jest to czy zniosą one dzień próby? (Zobacz poniżej: „Byłem na szczycie góry”.)

Służba: Potwór, który domaga się żywienia

Jakkolwiek wspaniała może być służba, jest to również najbardziej żyzny grunt dla przeciwnika naszych dusz, na którym może pobudzać wraz z nim do działania nasze ciało ku wielopokoleniowemu zniszczeniu. Przeciwnik obalił doskonałość na początku, lekko wykrzywiając to, co Bóg zamierzył ku dobremu, więc nie powinno więc to być zaskoczeniem.

Służba może być potworem, który domaga się żywienia. Może pożreć ciebie i każdego kogo kochasz oraz samo twoje istnienie. Ceną tego, co uważa się za sukces, często są bliscy oraz twoja dusza. Służba może być również zastępować małżonka(ę) bądź być kochanką(kiem). Żądza służby jest bardziej niebezpiecznym uzależnieniem niż narkotyki czy pożądanie seksualne. Jest subtelniejsza. Na zewnątrz wydaje się czymś właściwym, lecz może rujnować ludzi, ponieważ niesie ze sobą przywilej wpływania na innych. Służba może stać się twoją tożsamością, może być pracodawcą, który funkcjonuje w oparciu o relację niewolnik-pan. Może stać się tak naprawdę twoim bogiem, tym, czemu rzeczywiście służysz i co czcisz, zamiast Niego.

Trudno może być przyznać się, że ten opis pasuje do nas, ponieważ podejmowane wysiłki na rzecz służby mogą wydawać się tak wartościowe i pełne miłości. Wydaje nam się, że służymy Bogu, a jednak sama służba staje się dla naszego życia źródłem napędu, które wymaga energii, czasu, pieniędzy i oddania.

Kiedy służba jest naszym bałwanem tożsamości, będziemy używać i wykorzystywać ludzi wokół nas jak przedmioty służące naszym własnym ambicjom i będziemy całkowicie ślepi na ból zadawany innym, zaczynając od naszych małżonków i dzieci. Często są one pierwszymi ofiarami „sukcesu służby”. Jesteśmy ślepi, ponieważ w sercach nasze zamiary są dobre. Ślepe dobre intencje zawsze wywołują bolesne skutki. Musimy unikać tego ze względu na nasze własne dusze, ze względu na tych, których kochamy oraz ze względu na Jego Królestwo.

Byłem na szczycie góry – tam nic nie ma

Oto prawdziwa historia wzięta z życia kogoś, kogo bardzo szanuję, kto zmarł kilka lat temu.

Przeżył ponad 40 lat w służbie. Był prawdziwym apostolskim ojcem. Miał wszelkie przejawy powodzenia. Był szefem międzynarodowej służby, jeździł po całym świecie jako główny mówca konferencyjny, miał swoją własną sieć „synów”. W pewnym momencie miał własny samolot. Miał pieniądze, majętności, budynki oraz wartościowe rzeczy zarówno osobiste jak i należące do służby. Był powszechnie szanowany i podziwiany przez rówieśników i tych ‚w służbie”. Niedługo przed śmiercią wyznał mi prywatnie:

Byłem w służbie naszczycie góry. Tam nic nie ma. Występowały u mnie wszystkie aspekty sukcesu, jakie mogłem kiedykolwiek chcieć. Odkryłem, że nikogo nie obchodzi moja dusza ”. Dalej mówił do mnie: „ Nie wypatruję tego dnia, gdy będę musiał spojrzeć Jezusowi w oczy i wyjaśnić jak wiele z tej służby którą wykonuję oraz powodzenia, które osiągnąłem, dokonałem w moim imieniu, a nie w Jego ”. (Był bardzo utalentowanym, silnym i ogromnie obdarowanym człowiekiem.) Powiedział mi również: „ Pomimo tego, że jestem szefem tej całej sieci i głosiłem „synostwo” przez dziesięciolecia, nie mam nikogo, kto naprawdę zna mnie i moje serce, nie mam synów ”. (Na zewnątrz, wyglądało na to, że jest otoczony przez ‚synów’.)

Ostatecznie przeżył objawienie i pokutę, zanim odszedł. O ileż lepiej, drogi czytelniku, byłoby, gdybyśmy za młodu, zanim osiągniemy sześćdziesiątkę, zaliczyli tę lekcję?

Końcowym etapem naszego życia w Chrystusie nie jest „odnosząca sukcesy służba”, lecz przemiana na obraz Chrystusa. Jego Królestwo będzie dobrze szło do przodu bez nas i naszych wspaniałych darów czy służb. Otrzymujemy przywilej należenia do Jego Ciała na ziemi i możliwość współpracy z Nim we dziele wprowadzania w życie Jego celu. Niemniej, jeśli przyjdzie dzień, w którym zaczniemy myśleć o sobie i swojej służbie jako czymś bezwzględnie potrzebnym, stajemy się prawdziwymi bałwochwalcami, bez względu na naszą biblijną wierność i szczerą motywację.

Skąd możesz wiedzieć, że masz problem w tej dziedzinie? Oto kilka propozycji do przemyślenia, choć jestem pewien, że są również inne:

  1. Jaką odpowiedź udzieliłyby twoje dzieci i żona (bez obawy o reperkusje), gdyby ktoś zapytał ich o ciebie? Czy byłbyś szczęśliwy z tego, co powiedzieliby?
  2. Czy mówisz stale o sobie, swojej służbie, swojej pozycji, swoim powołaniu, swojej skuteczności itd.? Czy równie dobrze idzie ci słuchanie innych, jak mówienie?
  3. Czy cieszą cię okresy, gdy nic nie robisz, czy też jesteś uzależniony od „usługiwania w namaszczeniu”?
  4. Czy byłbyś zadowolony w Bogu, gdybyś miał nigdy więcej nie „usługiwać”, nie funkcjonować w swoim darze czy DOMAGASZ się służby po to, aby uzasadnić afirmację, której potrzebuje dusza?
  5. Czy czujesz się „przymuszony” zawsze mówić, ponieważ wydaje ci się to takie ważne, aby inni usłyszeli, co masz do powiedzenia? Czy kiedykolwiek jesteś w stanie być cicho, nic nie mówiąc i nic nie robiąc w czasie spotkania?
  6. Czy traktujesz ludzi jak obiekty, które należy podbijać, przekonywać a które ostatecznie mają być uzależnione od ciebie, twojego doskonałego rozeznania?
  7. Czy kontrolujesz ludzi przy pomocy swego intelektu, osobistego ciepła bądź wdzięku, a wyrzekasz się tego, ponieważ to jest przejaw „daru przywództwa”?
  8. Czy „rekrutujesz” ludzi dla siebie, myśląc, że budujesz królestwo?
  9. Czy potrafisz słuchać i przyjmować oraz poddać się komuś, kogo status uważasz za mniejszy od twojego?
  10. Czy zawsze masz coś do powiedzenia w czasie spotkania? Czy wierzysz, że twój głos/opinia/perspektywa są tak ważne, że muszą być wysłuchane?
  11. Czy czujesz się przygnębiony i bezużyteczny, jeśli nie usługujesz?
  12. Czy potrafisz się zrelaksować i być sobą, czy zawsze musisz być Apostołem, Biskupem, bądź Pastorem, takim bądź czymkolwiek innym, określanym jakimś innym funkcyjnym przydomkiem? Czy masz w swojej duszy taki przycisk: „wyłącz”?
  13. Czy twoja miłość pomija obecnie tych ostatnich, ponieważ jesteś zbyt zajęty ”wypełnianiem swego powołania”.
  14. Czy potrafisz z drugą osobą prowadzić zwykłą rozmowę, która nie jest nasączona ‚służbowym’ żargonem i chrystianizmami?

Bez godnych zaufania, szczerych relacji wszyscy będziemy zostawieni swoim własnym, subiektywnym ocenom tego „co Bóg mówi i robi”, a co nie. Dni, w których „Jezus i ja to wszystko, czego potrzebuję” minęły. Jesteśmy zespoleni ze sobą i dzięki temu wszystkie tajemnice Chrystusa są poznawane (Kol 2:8) co jest boską siecią, która ma nas uchronić przed naszą cielesnością i wywołanymi przez siebie nieszczęściami. Po mistrzowsku oszukujemy samych siebie, zbierającymi własne żniwo w postaci trąby powietrznej, a oskarżającymi o to diabła.

Wniosek

Widoczne zło niesie niewiele pokusy. Pokuszenie musi być czymś postrzeganym jako dobro, bo w przeciwnym razie nie ma w nim mocy. Może być czymś najtrudniejszym do rozpoznania i przyznania się, że problem w ogóle istnieje, ponieważ tak dobrze wygląda, tak wartościowo, tak szlachetnie, takie to poświęcenie i pobożność, a poza tym jest tak rdzenne dla naszego poczucia istnienia.

Istnieje inny sposób życia i usługiwania niż zna większość z nas. Nie jest to teoria, nie jest to doktryna i nie jest to jakiś nowym model służby. Jest to stan istnienia w Chrystusie, który jest prawdziwy, uspakajający, dający życie i owocny, lecz krzyżujący ciało.

W końcu, nie mogę cię przekonywać, że to ty masz problem, lecz mogę z przekonaniem powiedzieć, że uzależnienie od służby jest problemem o rozmiarach epidemii, ponieważ każdego dnia widzę ludzi, którzy wyznają, że mają powołanie zgodne z Ef 4. Widzę skutki jakie to ma w ich relacjach – niewyrażony smutek, cichy ból, które tak wielu nosi, obawa przed powiedzeniem czegokolwiek, aby nie być uważanym za „nieprzydatnego w sprawie” czy nieuległego, bądź za Izabel, czy jeszcze jakieś tego rodzaju nonsensy, a to wszystko tylko po to, aby ten hamowany ból wybuchł 5, 10, 15, 20, 30 lat później, niszcząc relacje.

Możesz zapobiec temu zniszczeniu, podejmując działanie teraz i badając siebie samego. Przyznaj się przed sobą, zanim zbierzesz żniwo rozgoryczenia, którego nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Dziś Duch Pański daje ci możliwość i drogę ucieczki. Nie strać tego. Ze względu na siebie samego, tych, którzy kochają ciebie i których ty kochasz, ze względu na świadectwo Jego królestwa, wyznaj, że zostałeś złapany w pułapkę żądzy służby i proś Pana o przebaczenie i uwolnienie. Bądź gotowy na to, aby odejść nagle, wykonać każdą zmianę, jaka jest konieczna do skonsolidowania wolności twojej ciała, duszy i ducha.

 

Źródło: poznajpana.pl, więcej TUTAJ

Oryginał w języku angielskim dostępny TUTAJ

Magazyn