Zacznijmy od 1 Listu Jana 1,5–6, gdzie czytamy: „A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego, wam ogłaszamy. Głosimy wam, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą”. Kiedy bardzo odważnie mówimy, że jesteśmy światłością świata i ogłaszamy, że jesteśmy chrześcijanami w Polsce, musimy pamiętać, że to również oznacza, że jesteśmy ambasadorami prawdy i światła.

 Biblia uczy, że ten, kto chodzi w ciemności kłamie i nie trwa w prawdzie ewangelii. W wersecie 7 czytamy: „Jeżeli zaś chodzimy w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu”. Jeśli Kościół chrześcijański XXI wieku będzie chodził w światłości, to rezultatem tego będzie społeczność z sobą nawzajem. Największym grzechem kościoła XXI wieku jest głęboki podział. Podróżowałam po wielu krajach na całym świecie i wszędzie widziałam ten sam problem — rozłam. Pastorzy przeciwko pastorom, denominacje przeciwko denominacjom, w lokalnych kościołach ludzie plotkują, są przeciwko sobie, nie mają z sobą społeczności. Jezus powiedział, a Jan zapisał, że rezultatem chodzenia w światłości jest społeczność z sobą nawzajem. Ważny jest fakt, że krew Jezusa oczyszcza nas, kiedy chodzimy w światłości i kiedy mamy społeczność z sobą nawzajem. Bardzo odważnie i chętnie ogłaszamy, że jesteśmy światłością świata. Zanim Jezus poszedł na krzyż, zebrał uczniów i powiedział: „Daję wam jedno przykazanie”. Nie powiedział pięćdziesiąt, trzy albo dziesięć. Dał uczniom jedno przykazanie, aby kochali siebie nawzajem, tak jak On ich pokochał. Po tym świat, który ginie w ciemności, świat, który wyje w bólu, świat, który jest związany przez szatana „pozna, że jesteście moimi uczniami”. Jezus przyszedł po to, aby dokonać przewrotu w duchowej rzeczywistości. Mówiąc o świetle, mówimy o miłości. To jest prawda, której większość ludzi nie pojmuje.

W 1 Liście Jana 2,9–11 czytamy: „Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć. Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy”. Kiedy mamy coś przeciwko swojemu bratu, kiedy denominacja staje przeciwko denominacji, nie niesiemy światła Chrystusa. Byłam złamana, kiedy Jezus zaczął objawiać mi tajemnicę krzyża i zrozumiałam, na czym polega prawdziwa miłość. Pan powiedział, że miłość polega na tym, że Bóg Ojciec dał swojego jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego uwierzy miał życie wieczne i nie zginął. To jest miłość, Ojciec wziął to, co najbardziej kocha — swojego jedynego Syna i zesłał Go na ziemię, aby cierpiał aż do śmierci. W Liście do Efezjan czytamy, że musimy być ugruntowani w miłości, zrozumieć pełnię: szerokość, głębokość i wysokość miłości Bożej, miłości, która przekracza wszelkie zrozumienie, po to, abyśmy mogli być wypełnieni pełnią Jezusa Chrystusa. Biblia mówi, że mamy być ugruntowani, wcementowani w fundament, którym jest miłość. Jezus dał nam tylko jedno przykazanie, abyśmy kochali siebie nawzajem. Przejrzałam wszystkie książki do kursu uczniostwa napisane przez uznanych nauczycieli i ewangelistów. W każdym z tych podręczników fundament był budowany na kolejnych doktrynach z Hbr 6, np. na doktrynie o chrztach, poznaniu Chrystusa, martwych uczynkach. Ani jeden rozdział nie nauczał o fundamencie miłości, o tym, na czym polega miłość, jak kochać siebie nawzajem. W każdym narodzie na całym świecie jest ten sam problem — rozłam. On nie myśli tak jak ja, dlatego nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Biblia mówi, że ten, kto nie ma społeczności ze swoim bratem, chrześcijaninem, nie głosi prawdy, chodzi w ciemności, jego oczy zostały zasłonięte i nawet nie wie, gdzie idzie.

Czy wiecie, o czym mówię? Mówię o wielkiej tragedii Kościoła, o sytuacji, która potrzebuje zmiany. Nie możemy wystąpić przeciwko królestwu ciemności, gdy ciemność jest w nas. Jedyną mocą, która wytworzyła światło był krzyż Jezusa. To nie Jego cudowna moc zniszczyła królestwo ciemności, ale prawdziwe światło, które zostało objawione poprzez krzyż — najwyższy wyraz miłości Ojca i Syna. Kiedy Jezus umierał, miłość została objawiona po to, aby zbawić świat. Tylko Jego śmierć na krzyżu zniszczyła imperium szatana. Światło nie objawia się przez ładne nabożeństwa czy wspaniałe cuda, ale przez pełnię i prawdziwe objawienia krzyża w wierzącym. Kościół Jezusa zapomniał o głoszeniu prawdy krzyża. Pływamy po powierzchni prawdy, kiedy mówimy ludziom, że Jezus umarł za ich grzechy, ale nie wspominamy o mocy światła, która została objawiona, kiedy On umierał na krzyżu. Światło oznacza, że nie ma ciemności, że nie ma nic ukrytego, że nie chodzimy w maskach. Światło oznacza ujawnienie każdego grzechu. Rany na ukrzyżowanym ciele Jezusa demonstrowały publiczne wystawienie naszych grzechów. W środku dnia, wobec wszystkich demonicznych zwierzchności Jezus został okryty wstydem. Nam czasem wydaje się, że ukrzyżowanie było estetycznie pięknym wydarzeniem, jak na renesansowych obrazach. Kalwaria nie była pięknym miejscem, to było miejsce dla przeklętych, bo napisane jest, że przeklęty każdy, kto zawiśnie na krzyżu. To było miejsce dla morderców i złodziei, tych, którzy byli wzgardzeni przez społeczeństwo. Każdy, kto umierał na tym miejscu był odpadkiem świata, śmieciem. To jest miłość, że Bóg dał swojego jedynego Syna. Krzyż to miejsce hańby, Jezus niósł na sobie grzech całego świata. Nie rozumiemy, co to znaczy, Biblia mówi, że gdybyśmy zrozumieli, nie ukrzyżowalibyśmy Syna Bożego. Krzyż oznacza wystawienie na jaw grzechu. Co się stało na krzyżu? Na czym polega ta miłość? Co Jezus zwyciężył dla ciebie i dla mnie? Jezus powiedział: „Ten, który zobaczył mnie, zobaczył Ojca”. Jezus był z Ojcem od początku, od zawsze. Jezus był z Ojcem, kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli. W momencie największej zdrady, kiedy człowiek oddał panowanie w ręce szatana, serce Ojca było złamane. Jego ukochana rodzina została wydarta. Grzech to nie jest coś lekkiego, jest jak nóż, który rani serce Ojca, dlatego, że przynosi śmierć, a śmierć oznacza oddzielenie. Serce Ojca jest odzierane, kiedy ktokolwiek z nas jest od Niego oddzielony.

Pewnego dnia zapytałam Ducha Świętego, dlaczego Jezus był zasmucony i płakał w ogrodzie Getsemane — przecież bliska była godzina zbawienia całego świata. Miałam objawienie. Czułam, jakbym znalazła się w tamtym miejscu i patrzyła na płaczącego Jezusa, Jego pot był jak krople krwi. Nagle zaczęłam odczuwać to, co Jezus odczuwał. Musiał stawić czoło najstraszniejszemu dniu w swoim życiu. Nie chodziło o ukrzyżowanie ciała. Do tej pory On był cały czas z Ojcem, oddychał Nim, kiedy grzech ludzkości ranił serce Ojca, Jezus wiedział o tym i był zasmucony. Bóg kochał Syna. Kiedy Jezus został ochrzczony, Ojciec otworzył niebo i zawołał: „To jest mój Syn umiłowany, w Nim mam upodobanie”. Teraz Jezus był sam. My mamy siebie nawzajem, mamy ludzi, którzy są w stanie zrozumieć nasze objawienie, a Jezus był sam. Nie było nikogo, kto by rozumiał to, co przechodzi. Nie było nikogo, kto by rozumiał serce Ojca. Uczniowie nie rozumieli nawet połowy Jego nauczań. Modlił się, bo jedyną siłą, jaką otrzymywał, była siła od Ojca. Przyjmowanie miłości od Ojca, trwanie w Nim było Jego pokarmem. Jezus, dla którego Ojciec był wszystkim, wiedział jak grzech rani serce Ojca. Powiedział: „Ojcze, oddal ode mnie ten kielich”. On nie mówił o cierpieniu fizycznym, o ukrzyżowaniu ciała. Tym kielichem, którego nie chciał wypić było przyobleczenie się w grzech całego świata. Musimy zrozumieć, że Jezus nie przyszedł do Ojca z tacą, na której był grzech ludzkości i nie powiedział: „Ojcze, oto grzech, za który umrę”. To nie był teatr. To było coś bardzo autentycznego. Jezus wiedział, że weźmie na siebie grzech ludzkości i On sam będzie musiał stanąć przed swoim ukochanym Ojcem, przed tym, który jest Jego pokarmem i powietrzem i będzie cuchnął grzechem świata. Kiedy był przyobleczony grzechem, Jego oblicze nie jaśniało. Myślę, że jego twarz wyglądała tak, jak twarz morderców, bo grzech był widoczny na Jego twarzy.

Wiem, co to znaczy cuchnąć grzechem, bo byłam uratowana z głębi piekieł. Siedziałam głęboko w okultyzmie, straciłam jasność umysłu i przebywałam w szpitalu psychiatrycznym. Całkowicie straciłam zmysły przez moce demoniczne. Kiedy Jezus przyszedł do mnie, światło jego obecności wypełniło salę. Pozwolił mi zobaczyć brud grzechu i poczuć jego smród. Tego dnia zobaczyłam twarz śmierci we mnie. Jezus miał stanąć przed swoim ukochanym Ojcem, wziąć nóż grzechu i zrobić to, co widział wielokrotnie — przebić serce Ojca. Miał zobaczyć odwróconą twarz Ojca, miał przeżyć oddzielenie. Grzech to nie jest coś błahego, nienawidzenie siebie nawzajem nie jest błahostką, odwracanie się od siebie nawzajem, denominacja przeciwko denominacji, używanie kazalnicy po to, aby niszczyć innych, to nie jest święta rzecz. Nie możemy nazywać siebie świętymi, podczas gdy jesteśmy wypełnieni ciemnością. To jest miłość, że On sam przeżył nasze smutki. Miłość może być objawiona poprzez przyjście do krzyża. To krzyż objawia miłość.

W Kol 2,2 czytamy: „aby ich serca doznały pokrzepienia, aby zostali w miłości pouczeni, ku osiągnięciu całego bogactwa pełni zrozumienia, ku głębszemu poznaniu tajemnicy Boga — to jest Chrystusa”. Złączeni razem w miłości, zespoleni w niej, możemy zrozumieć tajemnicę Boga Ojca, Jezusa, w którym są ukryte wszystkie skarby mądrości i zrozumienia. Krzyż to nie tylko miejsce zbawienia, ale też wezwania Ciała Chrystusa do współuczestniczenia w Jego cierpieniu. Biblia mówi, że błogosławieni są ci, którzy współuczestniczą w Jego cierpieniu. Paweł powiedział, że ten chwilowy ucisk jest niczym w porównaniu do chwały, która ma się objawić. Kościół od lat próbuje uciec od krzyża. Są różne doktryny, które głoszą, że jesteśmy synami króla i nie musimy cierpieć, bo Jezus cierpiał za nas. Jeśli chcesz w to wierzyć, wierz, ale Jezus powiedział, a Jan napisał w Objawieniu, że widział kilka tronów, na których zasiadali ci, którzy mogli osądzać, bo ten, kto cierpi z Jezusem będzie władał z Jezusem. Jest moc, która wytwarza światło, gdy Duch Boży i duch człowieka są zespolone w zrozumieniu tajemnicy krzyża. Paweł modlił się trzy razy, aby posłaniec diabła był usunięty, a Pan przemówił do niego: „Wystarczy ci mojej łaski, dlatego, że kiedy będziesz cierpiał i trwał w słabości, moc mojej chwały spocznie na tobie”. Ponadnaturalne zrozumienie przychodzi, kiedy ośmielamy się wejść w miejsce krzyża. Wielu ludzi chce wejść w przedsionki w niebie, żeby chwalić i uwielbiać, ale pomija drzwi, o których Bóg mówi, że są jedyne. Te drzwi to ołtarz cierpienia. Jezus powiedział: „Ja Jestem drzwiami, Ja Jestem tym, który przyszedł z nieba, Ja Jestem chlebem, a kto go będzie spożywał, będzie miał życie wieczne. Chlebem jest moje ciało złożone za ciebie”. To jest twarda mowa, po której wielu odeszło. Ale ci, którzy trwają w Nim, pozostaną z Nim. W niebie jest 12 tronów naprzeciwko Tronu Chwały, tronów tych, którzy cierpią razem z Nim. Biblia mówi, że ten, kto cierpi z Panem, będzie z Nim sprawował władzę. To jest przywilej być uczestnikiem cierpień Jezusa.


W Kol 1,24 czytamy: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół”. Nie ma miłości bez poznania głębi krzyża. Doskonale wiemy jak miło odnosić się do siebie nawzajem, jak mieć społeczność przy stole, ale to nie ma nic wspólnego z miłością. Miłością jest, że Bóg dał swojego jedynego Syna. Kościół jest pogrążony w gromadzeniu dla siebie. Widać to nawet podczas zbierania kolekty. Ludzie bardzo trzymają swoje pieniądze, podczas gdy istnieją narody, które umierają z głodu za Bogiem. Nie chcemy iść na krzyż, który mówi: oddam swoje życie za ciebie. Miłość nie patrzy na cenę, miłość daje wszystko. Osoba, która kocha najpierw myśli o tym, kto najbardziej potrzebuje w kościele. W Ameryce Łacińskiej jest wiele cierpienia i głodu. Ludzie chodzą do wielkich kościołów i wychodzą głodni. Nie będą jeść w ciągu dnia, bo nie mają nic do jedzenia. Ludzie tam nie dbają o siebie nawzajem, nikt nikogo nie pyta o jego potrzeby. Jezus powiedział: „Ten, kto ma dwa płaszcze niech odda jeden temu, który potrzebuje”. Jeśli ktoś ma dwie szaty, to jest raczej biedną osobą, więc nawet ci biedni mogą innym pomagać. Kościołowi, który mówi, że jest światłością świata, nie przyjdzie do głowy zapytać o potrzeby innych. Moje serce jest złamane za każdym razem, kiedy widzę misjonarza zmagającego się z niedostatkiem i biedą. Ludzie w kościołach wierzą, że są synami Bożymi i zasługują na piękne samochody i wielkie domy, podczas gdy ci, którzy składają swoje życie, aby zbawić innych, mieszkają w małych domach i siedząc przy pustym stole wołają do Boga, aby zmiłował się nad nimi i przysłał im jedzenie dla dzieci. Kościele! Gdzie jest ewangelia Jezusa z Nazaretu, tego, który przyszedł i oddał wszystko? Kochajcie siebie nawzajem — jedno przykazanie wam daję, abyście się wzajemnie miłowali. Miłość najpierw myśli o drugiej osobie. Kiedy zaczniesz myśleć o innych zamiast koncentrować się na sobie, znajdziesz się w miejscu, w którym powiesz, że właściwie nie pamiętasz, co to znaczy narzekać. Lata będą mijać, a ty będziesz czuł się zaspokojony i usatysfakcjonowany. Nie możemy pokonać ciemności ciemnością w nas. W Liście Jana czytamy, że jeśli przychodzimy do światła — mamy społeczność z sobą nawzajem.

Napisane jest, że kiedy wyznajemy nasze grzechy, wierny jest Pan i przebacza nam. W 1517r. Marcin Luter zaczął reformację przybijając do drzwi 95 tez. Jedna z nich wyrażała jego sprzeciw wobec katolickiej formy spowiedzi, ze względu na okropne rzeczy, jakie miały miejsce w tym czasie w Kościele katolickim. Słowo wyznawać znaczy — wypowiadać publicznie. Kiedy się nawracałeś, ktoś musiał ci powiedzieć, że kiedy uwierzysz i wyznasz, że Jezus jest Panem, będziesz zbawiony. Co zrobiłeś? Poszedłeś do swojej komory i cichutko wyznałeś, czy stanąłeś naprzeciwko zgromadzenia i wyznałeś publicznie, że Jezus jest twoim Panem i zbawicielem. Wyznanie to przyjście do krzyża, a krzyż był publicznym wystawieniem grzechu. Kiedy wynosimy grzech na światło, diabeł jest niszczony. Większość chrześcijan cierpi dlatego, że nie wyznają swoich grzechów. Biblia mówi: wyznawajcie swoje grzechy jedni drugim (Jk 5). Czy mamy wymazać ten werset, czy mamy wystawić siebie na światło? Wielkie przebudzenia zawsze zaczynały się, kiedy Kościół decydował się wyjść z ciemności i stanąć w miejscu krzyża, uniżając się przed drugimi i wystawiając na światło samych siebie, publicznie. Prawdziwa pokora polega na tym, że rozpoznajemy swoje słabości. Nie jesteśmy tak doskonali, jak nam się wydaje, ale jesteśmy odkupieni przez krew Jezusa. Dzisiaj w Kościele myślimy, że krytykowanie braci jest w porządku, a to jest wbrew jedynemu przykazaniu, które dał nam Jezus. Musimy zdjąć swoje maski.

Ja też musiałam zdjąć swoją maskę. Wywodziłam się z religijnego środowiska, w którym wyznawaliśmy, jak święci jesteśmy, że wszystko jest w porządku. W środku moje serce było złamane na drobne kawałki, byłam pełna dumy i religijności, nienawiści i krytyki, osądzałam wszystkich i plotkowałam o każdym. Jednak nosiłam piękną maskę świętości, wydawało mi się, że jestem bardzo święta, bo nie popełniłam grzechu cudzołóstwa ani wszeteczeństwa, nie piłam, ani nie oglądałam złych filmów. To mi dawało prawo udawać przed wszystkimi, że jestem świętą służebnicą Pańską. W środku wołałam i płakałam. Nie było nikogo, komu mogłabym wyznać moje grzechy. Nie wiem, jak jest w Polsce, ale na zachodzie, jeśli wyznajesz coś, co nie zgadza się z kierunkiem kościoła, z religijnymi zasadami, to kościół bierze miecz, którym tnie cię na drobne kawałki i nie masz prawa usługiwać więcej. Kiedyś była konferencja w Meksyku, spotkanie 1200 pastorów i nauczający nagle przerwał i powiedział: „Duch Święty mówi mi, że jest tutaj przynajmniej jeden człowiek, który powiedział swemu ojcu, że popełni samobójstwo w tym tygodniu, ponieważ nie jest w stanie utrzymać bólu w sobie, nie ma z kim porozmawiać, a wszystko już w nim eksploduje. Samobójstwo wydaje mu się jedynym wyjściem”. Nauczający wywołał tego człowieka na środek, aby mu usługiwać i z 1200 pastorów 400 wyszło na to wezwanie. Jeśli zobaczyłbyś serce Ojca, widziałbyś wołanie, płacz milionów ludzi, którzy są w służbie, w kościele, ale boją się kościoła, boją się powiedzieć, że mają problem. Strach kontroluje kościół, cisza kontroluje kościół. Miliony pastorów, ludzi w służbie woła nocą w samotności: „Panie, dłużej już nie mogę, zostałem nauczony, że lider nie pokazuje swoich słabości, bo kiedy ludzie je zobaczą, też będą słabi. Panie, nie mogę już tego unieść”. Pastorzy, przynieście na nowo objawienie krzyża kościołowi. Tak mówi Jezus. Przynieście miłość, która została uwolniona z serca Ojca i żyjcie kochając siebie nawzajem.

W Meksyku zaczęłam prowadzić kościół. Pewnego dnia stanęłam przed nim i wyznawałam moje grzechy. Później powiedziałam, że wszyscy, którzy chcą przyjść do światła i wyznać, mogą to zrobić. W świetle diabeł nie ma żadnej mocy nad naszym życiem. Przez cały tydzień ludzie jeden po drugim wychodzili do przodu i wyznawali swoje najokropniejsze grzechy, swoje lęki i smutki, to, co pchało ich do grzechów. Rezultatem było wielkie współczucie. Osoba, która wyznawała była w wielkim poważaniu za swoją pokorę. Kiedy schodziła z podium, ludzie podchodzili do niej mówiąc: „Bracie, nie wiedziałem, że ty się tak zmagałeś, że nosiłeś tak wielki ból w swoim życiu, chcę ci pomóc”. Więcej nie było plotkowania w kościele, bo wszyscy wiedzieli wszystko o wszystkich. Diabeł już nie mógł nikogo oskarżać. Kiedy jakaś osoba przyszła do ciebie z „sensacją” na temat kogoś trzeciego, mogłeś powiedzieć: „Wiem, wiem. On wyznał to przed całym kościołem i kościół mu przebaczył”. Biblia mówi, że mamy moc zatrzymać grzech albo przebaczyć, uwolnić. Grzech, który zachowujemy, będzie zachowany, a ten, który odpuścimy, będzie odpuszczony. Jak to się może dziać, jeśli nikt nie wyznaje swoich grzechów? Kościół musi być odkupiony przez kościół. Grzechy kościoła muszą być przebaczone przez Ciało Chrystusa.

Musimy wyjść z miejsca samozadowolenia, z ciemności, gdzie jest pełno masek i ciszy, a nie ma mocy. Możemy wykrzykiwać różne rzeczy w kościele, ale diabeł wie, kto tak naprawdę jest przybity do krzyża Chrystusa. 1 List Jana 2,4 mówi: „Kto mówi: Znam Go, a przykazań Jego nie zachowuje, kłamcą jest i nie ma w nim prawdy”. Ten, kto twierdzi, że Go zna, musi chodzić tak, jak On chodził. Chcemy mocy, chcemy być wielkimi wojownikami w Bogu, ale uciekamy od krzyża. Moc czynienia cudów nie zniszczy dzieł diabła, prorocze słowa nie zniszczą dzieł diabelskich. Jedyna rzecz, która zniszczy dzieła diabelskie, to ukrzyżowanie w Jezusie. Paweł pisze: „Z nim jestem ukrzyżowany i wszystko, co poznałem w ciele, to poznanie Jego”. Kiedy Paweł przybył do Europy, powiedział: „Nie przychodzę do was ze słowami ludzkiej mądrości, zdecydowałem, że nie będę nic wiedział, a całą moją wiedzą będzie poznanie Jezusa ukrzyżowanego”. Jest wiele religii, które uczą, jak być miłym dla siebie nawzajem, ale tylko miłość w Ciele Chrystusa może przekonać świat, miłość, która przekracza zrozumienie. Świat nie rozumie, kiedy wyrzekasz się swojego jedzenia, po to, aby dać drugiemu. Jezus powiedział: „Bądźcie jedno, tak jak Ja jestem w Ojcu, a On we Mnie”. Jezus modlił się, abyśmy byli jedno, po to, aby świat mógł poznać, że On jest od Boga.

To nie przez śpiewanie, nie przez krzyczenie, nie przez prorokowanie, ale przez kochanie, miłowanie przychodzi moc. Dojdźmy do miejsca, gdzie Ojciec objawia tajemnicę ofiary na krzyżu. Wszystko to, co łączy się z Boskością, jest w objawieniu krwi, która została przelana. Z tej ofiary możemy czerpać dużo więcej niż tylko zbawienie. Chleb, którym jest ciało Jezusa złożone w ofierze — ma moc. Przez to objawienie, a nie przez teologiczno-poznawcze słowa ludzi, którzy niewiele rozumieją, możesz doświadczyć, że zasiadasz z Chrystusem w okręgach niebieskich. Ten, który rozumie, przyjdzie i będzie zasiadać z Chrystusem, będzie jaśnieć w całej pełni. Diabeł ucieknie, bo zobaczy, że zdobyłeś to miejsce: prawdy, światła, pokory, miłości, mocy i zmartwychwstania. To jest duchowa walka — poznać Jezusa ukrzyżowanego. Ludzie w Polsce tęsknią za objawieniem mocy przychodzącej z ofiary. Mocą, która pokona śmierć, niewolę i bałwochwalstwo w Polsce będzie jedność Kościoła. Nie ma większej mocy niż moc miłości. Ten, kto rozumie, czym jest miłość, co to znaczy wyjść ze swojego samolubstwa, nigdy nie będzie pokonany.

 

Wykład na II Konferencji „Powstań Armio” — Kwiecień 2000

Zdjęcie: Obraz: Z dwóch osób uczynił jedną – Ana Mendez