niedziela, 22 kwietnia 2018 08:52
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Biblijny autorytet i uległość wobec innych ludzi cz.2 - Frank Viola

  Zapożyczając język od Johna Howarda Yoder'a punkt widzenia na autorytet i wzajemne poddanie, przedstawiony w tym rozdziale, może być podsumowany następująco: "daje więcej autorytetu kościołowi niż Rzym, ufa bardziej Duchowi Świętemu niż ruch zielonoświątkowy, ma więcej szacunku dla jednostki niż humanizm, stanowi, że moralne standardy są bardziej wiążące niż w purytanizmie i jest bardziej otwarty na różne sytuacje niż "Nowa Moralność”.  

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

CZĘŚĆ PIERWSZA TUTAJ

 

Autorytet oficjalny a organiczny

Co to jest autorytet organiczny? Jest to autorytet (władza), który opiera się na życiu duchowym. Autorytet organiczny jest autorytetem komunikowanym, tzn. jeśli ktoś przekazuje Boże życie poprzez słowo lub czyn to ma dostępne wsparcie i ochronę samego Pana.

Wszyscy chrześcijanie, przez cechę posiadania życia Ducha w sobie, posiadają pewną miarę autorytetu organicznego. Jest tak dlatego, że Nowy Testament łączy nas w poddaniu się jedni drugim w bojaźni Chrystusowej, lecz ci, którzy są dojrzalsi w duchowym życiu mają moc do wyrażania Bożej myśli bardziej spójnie niż cieleśni czy niedojrzali wierzący (Hebr. 5:14).

Autorytet organiczny ma swoje źródło bardziej w bezpośrednim Chrystusowym prowadzeniu niż jakimś statycznym urzędzie. Autorytet organiczny nie jest przypisany do osoby czy pozycji , nie rezyduje w samym człowieku czy urzędzie, który sprawuje - jak w przypadku oficjalnych władz.

Zamiast tego, autorytet organiczny jest zewnętrzny wobec jednostki - dlatego że należy do Chrystusa. Tylko wtedy, gdy Chrystus kieruje kogoś do świata czy do działania powoduje, że ta osoba otrzymuje wykonawstwo autorytetu. Mówiąc inaczej: ktoś ma prawo do tego, aby był słuchany i aby ludzie byli mu posłuszni tylko wtedy, gdy odzwierciedla umysł Pana. Autorytet organiczny zatem oparty jest na komunikacji i jest wtórny.

Komunikatywna natura autorytetu organicznego może być zrozumiana w obrębie metafory Ciała jaką Paweł rysuje dla Kościoła: gdy Głowa (która jest źródłem wszelkiego autorytetu) wysyła sygnał ręce, aby się ruszyła, ręka posiada autorytet Głowy. Ręka jednak nie ma autorytetu sama w sobie. Czerpie ona autorytet tylko wtedy, gdy działa zgodnie w komunikacji z Głową. Na tyle, na ile ręka reprezentuje wolę Głowy, na tyle jest wyposażona w autorytet.

Zauważ, że ruch fizycznej głowy w relacji do fizycznego ciała jest organiczny, jest oparty na człowieku jako żywym organizmie. Ta sama zasada stosuje się do duchowej Głowy i duchowego Ciała. Wierzący doświadczają duchowego autorytetu wtedy, gdy reprezentują Chrystusa swymi słowami i czynami.

Zatem autorytet organiczny jest płynny i giętki, nie jest statyczny. Autorytet organiczny jest przenoszony (jak w rodzinie - dziedziczony), a nie wymuszany na pewnym etapie. Jest oparty na duchowym życiu i służbie, nie jest więc nieodwracalną własnością.

To wyjaśnia nam przyczyny, dlaczego Piotr i Jakub jak też Paweł i Barnaba zmieniali się, jeśli chodzi o miarę duchowego autorytetu, którym dysponowali (Dz. 1:15; 2:14; 12:17, 25; 13:2,7, 13 i n.; 15:2,7, 13,22). Ponieważ autorytet organiczny nie jest sprawowany urzędowo lecz czerpany na bieżąco, wierzący nie kultywują Bożego autorytetu, ani go nie dziedziczą, nie nadają czy też zastępują. Oni muszą go reprezentować. Jest to zdecydowane rozróżnienie. Niezrozumienie tego doprowadziło do nieopisanego zamieszania i nadużyć wśród ludu Bożego.

Dyskusja na temat duchowego autorytetu powinna zawsze kłaść nacisk na funkcję i służbę, a nie na mistyczne pojęcie "duchowości". Powoływanie się na autorytet na podstawie czyjeś duchowości jest praktycznie tym samym co stawianie kogoś jako oficjalnej władzy. Twierdzenie o "duchowości" stanowi parawan urzędu.

Jeśli ktoś jest naprawdę duchowy, jego duchowość zamanifestuje się w sposobie życia, służby i słuchania Pana. Duchowość może być rozeznana przez innych, a nie przez natarczywe twierdzenia osoby, która przypuszcza, że ją posiada. W taki sposób, utrzymując akcent na służbie i funkcji, pomaga ochronić nowotestamentowe kościoły od kultu osoby.

Pomocne porównanie

Zauważmy pewne różnice między oficjalnym a autorytetem organicznym.

Oficjalnemu autorytetowi należy być posłusznym dopóki ten nie sprzeciwia się jakiemuś wyższemu autorytetowi (Dz. 5:29). Nowy Testament zaleca dzieciom, aby były posłuszne rodzicom (Ef. 6:1; Kol. 3:20), obywatelom, aby byli posłuszni rządzącym (Tyt 3:1) i pracownikom, aby byli posłuszni swym pracodawcom (Ef. 6:5; Kol 3:22). W przeciwieństwie do tego ludzie będący w autorytecie organicznym nigdy sami nie wymagają posłuszeństwa. Raczej starają się przekonywać innych, aby byli posłuszni woli Bożej. Z tego powodu Hebr. 13:17 wzywa nas do tego, abyśmy dawali się przekonywać (peitho) naszym przywódcom.

Listy Pawła rzucają więcej światła na ten temat. Wszystkie rozbrzmiewają nawoływaniem i prośbami. Są one zasypane językiem perswazji (więcej o tym, później).

Oficjalne władze ponoszą pełną odpowiedzialność, gdy wprowadzą w złe praktyki tych, którzy są im podlegli. W 18 rozdziale Księgi Liczb dowiadujemy się o tym, że ciężar niegodziwości spadł na barki kapłanów. Oni byli oficjalnymi autorytetami w Izraelu. W przeciwieństwie do tego autorytet organiczny nigdy nie unieważnia odpowiedzialności innych. W kościele wierzący niosą pełną odpowiedzialność za swoje działania - nawet jeśli decydują się wykonywać polecenia innych. W równym stopniu uczy to faktu, że zwiedzenie sprowadza Boski sąd (Mat. 7:1527; 16:11-12; 24:4-5; 1 Kor. 14;29; Gal 1:6-9; 2:4; Fil 3:2-19; 1 Tes. 5:21; 1 Tym 2:14; 1 Jn 3:4-10; 4:1-6). Nowy Testament nigdy nie uczy tego, że chrześcijanin posłuszny innej osobie nie jest już więcej odpowiedzialny za swoje postępowanie.

Oficjalne władze mogą być mniej dojrzałe, mniej duchowe, i mniej sprawiedliwe niż ci, nad którymi mają autorytet. Autorytet organiczny jest bezpośrednio związany z duchową dojrzałością i nie może być od niej oddzielony.

Często mówimy naszym dzieciom, aby były "posłuszne starszym", ponieważ ci, którzy są starsi (w naturalnym sensie) mają zazwyczaj bardziej dojrzałe spojrzenie. Nikt nie może mieć duchowego autorytetu, jeśli sam nie jest pod Bożym autorytetem. Pewnym znakiem większej dojrzałości jest duch służenia i dziecięca łagodność. Rozważmy następujące teksty, które nawołują nas do tego, abyśmy cenili tych, którzy posiadają obie te cechy:

A proszę was, bracia: wiecie, że domownicy Stefana byli pierwszymi wyznawcami w Achai i że poświęcili się służbie dla świętych; (1 Kor. 16:15)

proszę, ABYŚCIE I WY SIĘ PODDALI TAKIM LUDZIOM I KAŻDEMU, KTO WSPÓŁDZIAŁA I PRACUJE. (16:16)

A cieszę się z przybycia Stefana i Fortunata, i Achaika, bo oni pod waszą nieobecność was zastąpili; (16:17)

podnieśli bowiem na duchu mnie i was. SZANUJCIE WIĘC TAKICH MĘŻÓW. (16:18)

Przyjmijcie go więc w Panu z wielką radością i MIEJCIE TAKICH LUDZI W POSZANOWANIU, (Flp. 2:29)

DLATEGO ŻE DLA SPRAWY CHRYSTUSOWEJ BYŁ BLISKI ŚMIERCI, NARAŻAJĄC NA NIEBEZPIECZEŃSTWO ŻYCIE, (2:30)

A prosimy was, bracia, ABYŚCIE DARZYLI UZNANIEM TYCH, którzy pracują wśród was, są przełożonymi waszymi w Panu i napominają was; (1 Tes. 5:12)

SZANUJCIE ICH I MIŁUJCIE JAK NAJGORĘCEJ DLA ICH PRACY. ... (5:13)

Starszym, którzy dobrze swój urząd sprawują, NALEŻY ODDAWAĆ PODWÓJNĄ CZEŚĆ, ZWŁASZCZA TYM, KTÓRZY PODJĘLI SIĘ ZWIASTOWANIA SŁOWA I NAUCZANIA. (1 Tym. 5:17)

Przeciwko starszemu skargi nie przyjmuj, chyba że jest ona oparta na zeznaniu dwu lub trzech świadków. (5:19)

Pamiętajcie na wodzów waszych, KTÓRZY WAM GŁOSILI SŁOWO BOŻE, A ROZPATRUJĄC KONIEC ICH ŻYCIA, NAŚLADUJCIE WIARĘ ICH. (Hebr. 13:7)

Bądźcie posłuszni (gr.: dajcie się przekonywać ...) przewodnikom waszym i BĄDŹCIE IM ULEGLI; ONI TO BOWIEM CZUWAJĄ NAD DUSZAMI WASZYMI I ZDADZĄ Z TEGO SPRAWĘ; niechże to czynią z radością, a nie ze wzdychaniem, gdyż to wyszłoby wam na szkodę. (Hebr. 13:17)

Podobnie młodsi, BĄDŹCIE ULEGLI STARSZYM; .. (1 Ptr. 5:5)

Widać wyraźnie, że Nowy Testament zachęca Kościół, aby szczególnie cenili tych, którzy wiernie wykonują duchową służbę. Taki szacunek jest zarówno spontaniczny jak i instynktowny, i nigdy nie powinien być absolutyzowany czy sformalizowany.

Nowotestamentowe kryteria roli modelowej zawsze są funkcjonalne, a nie formalne. O ile my sami powinniśmy cenić służbę tych, którzy złożyli swoje życie za nas, to jest śmiertelnym błędem formalne ich wyznaczanie spośród reszty wierzącej społeczności (Jest to właśnie miejsce, z którego w złym kierunku idzie nauczanie o "duchowym autorytecie" - "ochronie").

I rzeczywiście! Cześć, którą wierzący przyjmuje od Kościoła zawsze ma być zasłużona, nigdy nie jest wymagana czy zapewniona z góry. Ci, którzy naprawdę są duchowi, nie twierdzą, że mają autorytet duchowy nad innymi, ani też nie pysznią się swą duchową pracą czy dojrzałością. W rzeczywistości, ludzie, którzy głoszą takie tezy ujawniają swoją niedojrzałość! Ktoś, kto ogłasza, że jest "Bożym mężem" - czy stosuje jakieś podobne przechwałki - dowodzi jednego: nie ma żadnego autorytetu!

Wręcz przeciwnie, ci, którzy odbierają w kościele szacunek, to ludzie, którzy wykazali się jako wierne sługi. Nie w pustej retoryce, lecz w rzeczywistości (2 Kor. 8:22; 1 Tes. 1:5; 2 Tes. 3:10). Zapracowane uznanie i zaufanie kościoła są jedynie bezpiecznymi znakami duchowego autorytetu.

Ludzie posiadający oficjalną władzę mają autorytet, dopóki nie zostają usunięci ze swego delegowanego urzędu. Tak długo jak sprawują swój urząd, ich autorytet jest skuteczny bez względu na to, czy podejmują mądre, niemądre czy niesprawiedliwe decyzje. Na przykład, dopóki król Saul zasiadał na tronie Izraela, zachowywał swój autorytet. Było to prawdziwe nawet wtedy, gdy Duch Pański odstąpił od niego (1 Sam. 16:14; 24:4-6)!

Z drugiej strony, autorytet organiczny działa tylko wtedy, gdy wyrażany jest Chrystus. Jeśli więc wierzący zachęca kościół do czegoś, co nie jest odzwierciedleniem woli Głowy (nawet jeśli nie narusza to zapisanego prawa Bożego), to nie ma autorytetu, aby być popartym. Tylko Jezus Chrystus ma autorytet i tylko to, co wypływa z Jego woli, niesie ze sobą autorytet.

Oficjalne władze praktycznie zawsze są ustawiane hierarchicznie. Autorytet organiczny nigdy nie odnosi się do hierarchii (Mat. 20:25-28, Łuk. 22:25-27). W rzeczywistości autorytet organiczny jest zawsze wypaczany i zniekształcany, gdy zostaje sprzymierzony z hierarchią. Jak to już widzieliśmy, myślenie hierarchiczne jest nieobecne w Piśmie, ponieważ praktycznie zawsze rani Bożych ludzi.

W skrócie: władza organiczna nie spływa z góry w dół, ani nie funkcjonuje w łańcuchu poleceń na hierarchiczną modłę. Równocześnie nie działa ona także z dołu do góry, tzn.: nie przepływa ona od osoby do kościoła. Ponieważ nawet jeśli kościół decyduje się przekazać komuś autorytet do jakiegoś szczególnego zadania to i tak brak jest temu komuś autorytetu, jeśli nie odzwierciedla umysłu Chrystusa.

Autorytet organiczny zawsze działa z wnętrza na zewnątrz. Gdy zamieszkujący w człowieku Chrystus prowadzi wierzącego czy kościół, aby mówił lub działał, to jest to poparte przez autorytet Głowy! On jest jedynym autorytetem, który istnieje we wszechświecie. Jezus Chrystus, reprezentowany przez zamieszkującego w nas Ducha, jest wyłączną studnią wody żywej, podstawą i źródłem wszelkiego autorytetu i nie ma już żadnej "ochrony" nad Jego Głową!

Przyczyny problemu przywództwa we współczesnym kościele wyrastają z nieprzyzwoicie prostego stosowania struktur oficjalnej władzy do relacji duchowych. To błędne podejście ma swoje korzenie w pojmowaniu władzy jako instrumentu jednoosobowego. Jednak przenoszenie wzorców oficjalnej władzy do chrześcijańskiego zgromadzenia, czy jakiejkolwiek innej organicznej sfery relacji (np. małżeństwa) jest poważnym błędem.

Wzajemne poddanie zawsze jest formowane w miłości

Zawsze, gdy wierzący sprawuje autorytet organiczny w kościele, dobrze jest, abyśmy to rozpoznawali. Sprzeciwianie się takiemu autorytetowi jest buntem przeciwko Chrystusowi, ponieważ nie istnieje autorytet bez Jezusa Chrystusa jako jego Autora. W konsekwencji, odrzucenie czyjegoś słowa, gdy ten wyraża myśl Chrystusową, jest odrzuceniem autorytetu Pana.

O ile duchowe posłuszeństwo zawsze jest zakorzenione w naszym poddaniu Bogu, to jest ono również oprawione w miłość. Miłość zawsze jest otwarta na słuchanie tego, co inni mają do powiedzenia, a równocześnie jest gotowa do tego, aby upomnieć innych, gdy ci słabną.

Miłość odrzuca duchowość typu "zrób to sam", "wolny strzelec" czy "samotna gwiazda", lecz raczej ceni sobie współzależność Ciała. Miłość zdaje sobie sprawę z tego, że skoro wszyscy jesteśmy członkami jedni drugich i mamy wszyscy ten sam rodowód, nasze działania mają głęboki wpływ na innych. Miłość ubolewa nad indywidualistycznym, prywatnym chrześcijaństwem, lecz potwierdza, że potrzebuje innych członków Chrystusa.

Miłość czasami jest słodka, dobra i miła, lecz gdy napotyka na obrzydliwość grzechu może być badawcza, waleczna i prostująca, nieugięta. Miłość jest cierpliwa, szanująca i łagodna. Nigdy nie jest natarczywa, poniżająca się czy dyktatorska. Miłość odrzuca pompę i nadęte pretensje do autorytetu. Zamiast tego jest głęboko naznaczona pokorą i łagodnością.

Miłość nie jest omdlała czy sentymentalna, lecz uprzejmie wnikliwa i rozeznająca. Miłość oferuje swoje zasoby do wykorzystania ku pomocy innym. Nigdy nie manipuluje ani nie wymusza czyjejś własnej woli. Miłość nigdy nie zmusza, nie żąda ani nie przymusza. Miłość popycha do tego, aby być "stróżem brata swego", lecz zakazuje nam postępowania, w którym stajemy się intruzami i ludźmi, którzy mieszają się w życie innych. Rzeczywiście! Zostaliśmy powołani do tego, aby reprezentować wolę Ducha Świętego jedni drugim, lecz nigdy do tego, aby zastępować Jego osobę czy Jego dzieło!

Wzajemne poddanie nie jest licencją na badanie intymnych spraw naszych współbraci, by "upewnić się", że idą właściwą drogą! Biblia nigdy nie daje takiej wolności, aby przepytywać naszych braci o to jakie są ich finansowe inwestycje, jak się kochają z żoną czy inne obszary intymności.

Tego rodzaju zbędne badanie - wykonywane pod płaszczykiem "odpowiedzialności" - jest zazwyczaj podstawowym składnikiem działania sekt. Takie myślenie zmieni ostatecznie każdą społeczność wierzących w szybkowar konformizmu (oczywiście, jeśli wierzący dobrowolnie pragną zwierzyć się drugiemu w jakiś osobistych sprawach, to jest już zupełnie inna sprawa. Lecz jest to kwestia wyboru, a nie obowiązku).

Nigdy nie wolno nam stracić z oczu faktu, że Biblia stawia bardzo wysoko osobistą swobodę chrześcijan, wolność i prywatność (Rzym 14:1-12; Gal. 5:1; Kol 2:16; Jak 4:11-12). Zatem szacunek dla tych wartości powinien być wielki wśród wierzących. Dopóki nie ma rzeczywiście dobrej przyczyny wskazującej, że brat czy siostra idą w grzech, to jest to głęboko niechrześcijańskie postępowanie, gdy ktoś grzebie i węszy w ich domowych sprawach.

Nowy Testament ostrzega nas, abyśmy nie byli ludźmi, którzy "wtrącają się w cudze sprawy"... " i mówili rzeczy, których nie należy" (1 Tym 5:12; 1 Ptr. 4:15). Z tych samych powodów, jeśli wierzący znajduje się w poważnych duchowych tarapatach - walcząc z jakimś "śmiertelnym grzechem" - miłość wymaga, aby jednocześnie starał się o pomoc Kościoła i umiał ją chętnie przyjąć.

Podsumowując: ponieważ wzajemne poddanie jest zawsze otoczone miłością, rodzi środowisko duchowego bezpieczeństwa. Wzajemne poddanie nie polega na kontroli, lecz pomocy, nigdy nie jest statyczne czy zamrożone w jakimś formalnym systemie. Jest raczej funkcjonalne, spontaniczne i organiczne. Niebezpieczeństwo wyłania się zawsze, gdy zamieniane jest na ludzką instytucję - bez względu na to, pod jaką banderą to robi! Jako chrześcijanie, mamy duchowy instynkt, aby poddawać się duchowemu autorytetowi, a kościół zawsze korzysta na tym, gdy mu się poddajemy.

Zawsze, gdy zapraszamy innych, aby wkraczali w nasze życie, pozostawiamy otwarte drzwi dla Pana, by zachęcał, motywował i ochraniał nas. Z tego powodu Przypowieści nieustannie naciskają na to, że tam, gdzie "wielu doradców" tam bezpieczeństwo (Przyp. 11:14; 15:22; 24:6). Miłość, zatem, jest Boskim parasolem, który zapewnia duchowe zabezpieczenie. Na szczęście nie jest on aż tak wąski jak niektóre serca tych, którzy się pod nim chronią. W końcowym rozliczeniu i tak to zawsze miłość przewyższa moc (Przy. 10:12; 17:9; 1 Ptr. 4:8).

Koszty wzajemnego poddania

Wzajemne poddanie jest radykalnie odmienne od jednostronnego podporządkowania strukturom autorytarnym. Równocześnie wzajemnie poddanie nie może być mylone z bardzo indywidualistycznym, moralnie relatywnym, tolerancyjnym egalitaryzmem, który jest naznaczony przez postmodernistyczne myślenie.

Wzajemne poddanie jest kosztowne. Przyjrzyjmy się temu: nasze ego nie lubi być poddane komukolwiek! Jako upadłe stworzenia chcemy robić to, co jest właściwe w naszych własnych oczach - bez ingerencji innych.

Tendencja do odrzucania autorytetu organicznego jest głęboko zakorzeniona w naturze Adamowej (Rzym 3:10-18). Przyjmowanie napomnienia, upomnienia, nagany od innych śmiertelników stanowi wielki krzyż do uniesienia (Przyp. 15:10; 17:10; 27:5-6; 28:23). To właśnie dlatego wzajemne poddanie służy jako antidotum na nasze buntownicze ciało, jak i na naszą kulturę bezprawia.

Korzystanie z autorytetu organicznego jest również bolesne . O ile ktoś nie jest maniakiem kontroli to zadanie karcenia innych jest zarówno trudne jak i ryzykowne. Pismo mówi nam, że urażony brat jest trudniejszy do zdobycia niż obwarowane miasto (Przyp. 18:19)! Stąd pojawia się niewygoda upominania innych połączona z obawą przed konfrontacją, które powodują, że posłuszeństwo wobec Pana w dziedzinie wyrażania Jego autorytetu jest bardzo trudne dla naszego ciała.

Znacznie łatwiej jest puścić sprawy, aby się toczyły swoimi torami. Łatwiej jest po prostu modlić się o "błądzącego" brata – znacznie trudniej napomnieć go w miłości.

To wszystko tylko podkreśla zastanawiający fakt, że miłość ma strzec wszystkich naszych relacji z innymi, ponieważ jeśli miłujemy braci to będziemy poddawać się ich radzie i napomnieniu. Podobnie też miłość pobudza nas do tego, aby przystąpić do naszego brata, który upadł w duchu łagodności, gdy potrzebuje naszej pomocy (Gal. 6:1; Jak 5:19-20).

A u podłoża wszystkiego tkwi fakt, że droga miłości to zawsze droga krzyża.

Znaczenie poznania Boga w kontekście społeczności

Ponieważ wzajemne poddanie jest otoczone miłością, jest zakorzenione w samej Bożej naturze. Bóg, ze swej natury, jest Społecznością. Jeden Bóg składa się ze społeczności trzech Osób, które wiecznie dzielą się ze sobą swym życiem (ta prawda jest historycznie określana jako Trójca).

W obrębie Boga, Ojciec przelał siebie w Syna, a w zamian Syn oddał siebie bez zastrzeżeń Ojcu, a Duch, jako Pośrednik, wylewa miłość na każdego z nich. W tym Boskim tańcu miłości nie istnieje hierarchia. Jest tylko wzajemne towarzystwo, wzajemna miłość i wzajemne poddanie. (Jn. 14:28 i 1 Kor. 11:3 nie stanowią tu zaprzeczenia tej zasady – te teksty mają na uwadze dobrowolne poddanie się Syna Ojcu w ramach Jego części ich relacji wzajemnego poddania się).

Wzajemnie dzielenie się, które konsekwentnie występuje w Bogu, jest kamieniem węgielnym miłości. W rzeczywistości, jest to dokładnie ta sama przyczyna, która pobudziła Jana do napisania, że "Bóg jest miłością" (1 Jn 4:8). Gdyby Bóg nie był społecznością, to nie byłoby przed stworzeniem nikogo, kogo mógłby kochać, ponieważ akt miłości wymaga obecności dwóch lub więcej osób.

Kościół jest społecznością Króla. Jako taki, jest powołany do odzwierciedlania obustronnych relacji miłości, które występują w Bogu. Nie ma hierarchii w Bogu i to samo dotyczy ekklesia - w jej murach jest tylko wzajemne poddanie, strzeżone przez wzajemną miłość i jest tak dlatego, że kościół żyje Boskim życiem, tym samym, które istnieje w Bogu (Jn. 6:57; 17;20-26; 2 Ptr. 1:4).

Nowy Testament całkiem wyraźnie używa motywu rodzinnego wobec kościoła. Kościół jest rozszerzeniem rodziny. Jest to społeczność "w cztery oczy", która dzieli się ze sobą swoimi ciężarami, wyznaje sobie nawzajem grzechy i dyskutuje ze sobą nad nierozstrzygniętymi decyzjami. W środowisku rodzinnym kościoła wzajemne poddanie kształtuje jedność i buduje miłość, dostarcza stabilności i stymuluje wzrost, a przede wszystkim nadaje bogate znaczenie życiu chrześcijańskiemu.

Inaczej mówiąc: życie chrześcijańskie nigdy nie miało być prowadzone poza tą intymną społecznością, jak też i nie może być we właściwy sposób przeżywane poza nią czy w jakimkolwiek innym otoczeniu. Ekklesia - królewska społeczność - jest naturalnym, środowiskiem chrześcijańskim.

W przeciwieństwie do tego hierarchie, podporządkowanie i odpowiedzialność, są legalistyczne i karzące. Efektem ich działania jest strach, dominacja i kontrola - te rzeczy, które były całkowicie obce pierwszemu kościołowi.

Taki sposób, przez wzajemne poddanie jest środkiem odkażającym przeciwko twardemu nikolaityzmowi (klerykalizm). Ponieważ wzajemne poddanie kładzie nacisk na „władzę by” i „władzę pośród” bardziej niż „władzę nad”. Bardziej zachęca do uprawomocniania wszystkich niż do władzy nielicznych. Bardziej kładzie nacisk na relacje niż na programy, bardziej na więzi niż oddzielenie, kontaktowanie się niż izolację; organizm bardziej niż organizację; współudział niż bierne patrzenie; całość bardziej niż fragmentację; solidarność bardziej niż indywidualizm; posługiwanie bardziej niż dominację; wzajemną zależność bardziej niż niezależność oraz wzbogacanie bardziej niż niepewność.

O ile kultura zachęca do samorealizacji, indywidualizmu, niezależności to są to wartości nie przystające do ekosystemu Nowego Testamentu. Ponieważ Bóg jest społecznością to przeznaczeniem Jego dzieci jest społeczność. Nasza nowa natura (przez odnowienie) wzywa do tego.

My, chrześcijanie, nie jesteśmy odizolowanymi jednostkami. Podobnie jak trójjedyny Bóg, na podobieństwo którego jesteśmy stworzeni, nasz gatunek należy do społecznych (Ef. 4:24; Kol 3:10). Dobrze rozwijamy się w ważnych relacjach z innymi tego samego gatunku. Współczesna doktryna o duchowym autorytecie ("ochronie") zaciemnia ten pogląd, lecz zasada wzajemnego poddania wprowadza tutaj ogromną pomoc.

Zatem, trójjedyna natura Boga służy zarówno jako źródło jak i model dla każdej ludzkiej społeczności i to w ramach relacji miłości Boga ta zasada wzajemnego poddania znajduje swoją prawdziwą wartość.

Wzajemnie poddanie nie jest zatem ludzką koncepcją. Wyrasta ona raczej ze społecznej i obustronnej natury wiecznego Boga i jest to dokładnie ta natura, do której noszenia została powołana ekklesia.

Dzięki temu wzajemne poddanie uzdalnia nas do oglądanie twarzy Chrystusa w pełnej materii i obrazie życia kościoła.

Zapożyczając język od Johna Howarda Yoder'a punkt widzenia na autorytet i wzajemne poddanie, przedstawiony w tym rozdziale, może być podsumowany następująco: "daje więcej autorytetu kościołowi niż Rzym, ufa bardziej Duchowi Świętemu niż ruch zielonoświątkowy, ma więcej szacunku dla jednostki niż humanizm, stanowi, że moralne standardy są bardziej wiążące niż w purytanizmie i jest bardziej otwarty na różne sytuacje niż "Nowa Moralność”.

 

Źródło: fragment "Pod czyim jesteś autorytetem" Frank Viola

Tłumaczenie: Piotr Zaremba

Ekipa otwarteniebo24.pl wprowadziła zmiany stylistyczne i interpunkcyjne

Magazyn