niedziela, 08 lipca 2018 09:18
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Zmiany, które Bóg chce wprowadzić do swego Kościoła cz.2 - Johannes Wöhr

Zrozumiałem, że to, w czym żyjemy, to jeszcze nie jest Kościół Jezusa, którego bramy piekieł nie przemogą. My potrzebujemy Kościoła, który zwycięża. Zaczyna się on od naszej osobistej jedności wewnętrznej. Zaczyna się od naszej przyjaźni. Zaczyna się od czegoś, co całkowicie straciliśmy – od tego, że mamy braterstwo. Kto ma braterstwo? Gdzie są liderzy, którzy nie są sami? Gdzie jest prawdziwe braterstwo, w którym jest więcej niż 4-5 osób, które są naprawdę razem – na takim poziomie, który możemy wyczytać w historii Dawida i Jonatana. Bo Jezus powiedział: „Nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś życie kładzie za przyjaciół. A gdzie jest taki poziom w dzisiejszym Kościele?

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Ważne myśli z części pierwszej:

 

A więc – po pierwsze – punkt z Biblii. Kiedy patrzysz na niebo, na Boży Tron, na to, jak jest opisany w Księdze Objawienia, to widzisz, że Tron otoczony jest przez 24 starszych. Tak? Więc sam Bóg otacza swój Tron starszymi. Pomysł, według którego ktoś zaczyna zasiadać w Radzie Bożej lub też zaczyna być częścią Rady Pana, jest oparty na tym, że Bóg ma starszych, którzy Go otaczają. To jest niebiański plan na to, jak powinno działać coś, co dziś zwiemy przywództwem (liderami). Jeżeli chcemy mieć prawdziwe przyjaźnie, to musimy przede wszystkim zmienić swoje pomysły na temat przywództwa , bo większość dzisiejszych kościołów zbudowana jest na nauczycielach, ewangelistach i pastorach. Zaczynamy od ewangelizowania ludzi, a następnie musimy ich ponauczać. Potem idą do kościoła, gdzie jest pastor karmiący owce za pomocą głoszeń, doradztwa duchowego itd. I zawsze budujemy system oparty na hierarchii, gdzie działa koncepcja piramidy. Mamy przywództwo, które rozchodzi się od czubka – pastora seniora, pod którym są starsi kościoła, a potem reszta. Ten model nie pochodzi z biblijnego Kościoła. Tak naprawdę został zapoczątkowany przez Ignacego Antiochejskiego, około 100 lat po Chrystusie.

Paweł i Piotr pisali o czymś zupełnie innym. Opisywali model przywództwa, który był oparty na starszych (gr. presbiteros) – w liczbie mnogiej. Piotr, o którym wszyscy wiemy, że był apostołem, bo Jezus sam go do tego powołał, pisze w liście do innych starszych Kościoła i mówi: „Piszę jako współstarszy” (gr. sunpresbiteros) – jeden ze starszych wśród was (1 Piotra 5:1). Chce powiedzieć kilka rzeczy. Tam widzimy, że starszeństwo wykonuje pracę pasterską. Starsi – w licznie mnogiej – wykonują też pracę, którą określamy jako praca biskupa. To znaczy pełnią aspekt opiekowania się Kościołem. To, co Biblia nazywa byciem liderem, to praca braterska – w liczbie mnogiej – w której ludzie są na równym poziomie. Nie mamy jednego człowieka, który jest superliderem. I nie ma też nawet koncepcji: „pierwszy pośród równych” (Primus Inter Pares). Nie mamy tej koncepcji wśród starszych w niebie. Nie powinniśmy jej mieć też w Kościele na ziemi.

 

Część druga:

Marcel: A co z kościołami, gdzie jest przywództwo grupowe, ale każdy ma inną wizję? Z tego powodu niemożliwe jest pójście w jakimkolwiek kierunku. Nie ma zmian. Wszystko zostaje takie jak było.

Johannes: Rozwiązanie w postaci przywództwa nie-hierarchicznego to nie anarchia ani nawet demokracja. Bo nie może być tak, że liczymy głosy. Mamy ciebie, mamy mnie – osiągamy większość. W Królestwie Bożym nie chodzi o większość, ale o prowadzenie Ducha Świętego. Z drugiej strony, dzięki temu jest to proste. Mamy liderów (w liczbie mnogiej) działających jako starsi. Oni muszą nauczyć się słuchać Ducha Świętego wspólnie. Wtedy ktoś twierdzi, że należy iść jedną drogą, a ktoś, że inną. Wówczas musimy trwać w Obecności Pana.

To jest to, co zrobili apostołowie na pierwszym Soborze Kościoła (Dzieje Ap. 15). To jest dla mnie wspaniała historia, bo wiesz, to był ten moment, gdy żydowscy chrześcijanie ciągle twierdzili, że wszyscy poganie muszą się poddać obrzezaniu i że ważne jest przestrzeganie przepisów prawa Mojżeszowego. Pojawił się jednak Paweł i powiedział, że to wszystko nonsens. Była to wtedy wielka kłótnia i była w tym moc, która mogła podzielić Kościół. Zwołali więc starszych, wszystkich apostołów. To jest interesujące! Wcale nie „pastorów”, bo tak naprawdę to starsi wypełniają służbę pasterską. Jest to bardzo interesujące. Jak robisz studium biblijne na ten temat, to jest w tym duża moc. Zanalizowali tę sprawę, a potem, po tym jak spędzili razem czas, powiedzieli: „Postanowiliśmy – my i Duch Święty”, że ma być tak i tak. A potem – jest powiedziane – zapanował pokój w Kościele. Jest zatem wielka moc w tej jedności starszych. Musimy się jej nauczyć. Mówię Ci! Możemy się tego chwycić i mówić: „Hallelujah! Też tak chcemy!”.

Ale musimy przejść razem przez kuźnię, w której jesteś naprawdę blisko z braćmi, a Duch Święty może was zmieniać i kształtować, abyśmy się uczyli, słuchali wspólnie głosu Ducha Świętego – i przezwyciężyli ten pomysł, że w końcu jeden, „najlepszy” z nas, ma mieć ostatnie słowo.

M: To, co widzę obecnie, to że wiele ludzi stara się budować kościoły, bo widzieli gdzieś, że ktoś odniósł sukces, np. w Betel albo Hillsong czy w różnych innych kościołach, które mają wielu członków. Z tego, co rozumiem, jest plan w niebie, który należy naśladować. Nie koniecznie polega on na naśladowaniu kościołów z innych krajów. Jak zdobyć ten plan? Poprzez kuźnię, o której właśnie mówiłeś?

J: Wierzę, że jest wiele rzeczy, których musimy się nauczyć na nowo. Przede wszystkim jeśli chodzi o nasze życie praktyczne. Ale masz rację – zawsze szukaliśmy przykładów sukcesu, żeby budować tak, jak inni budowali. Chcieliśmy nauczyć się, jakie są punkty: pierwszy, drugi, trzeci,… Że jeśli zrobisz to w ten sposób, sięgniesz ludzi tak, to będzie to i tamto, itd… Po pierwsze musimy zauważyć, że w pewien sposób stało się to bożkiem, np. w przypadku gdy zwracamy uwagę na liczbę osób. Jezus nie był kierowany taką ideą. Gdy jednego dnia nakarmił 5 tyś. osób, to następnego dnia też przyszło 5 tyś. To było oczywiste, bo było to dla nich potężne świadectwo. Ale Jezus powiedział: „Przyszliście tylko dlatego, że wczoraj było jedzenie”. Tak? A następnie zaczął takie twarde głoszenie, że wszyscy się rozeszli. Według listy punktów „Jak zrobić przebudzenie” robił więc wszystko źle. Nie to, co dziś mógłbyś głosić. On ich odsyłał. A gdy ludzie odeszli, spytał się uczniów: „A co z wami? Wszyscy odchodzą… To dobry moment, żeby też sobie iść”. Wtedy wstał Piotr i powiedział coś niezwykle potężnego: „Gdzie mamy pójść? Ty masz słowa życia wiecznego”.

A więc Jezus postawił sprawę bardzo jasno. Oni nie kierowali się „odnoszeniem sukcesu”. Oni chcieli zadowolić Ojca w Niebie za pomocą tego, co robili. Musimy więc przestać patrzeć na ludzkie pomysły, na sukces.

Jeśli na przykład inwestuję moje życie i działam jak Jan Hus… Wierzę, że ten model pokazuje jego świadectwo sprzed 600 lat. W jego czasach nie przyszła żadna reformacja. Dużo ludzi mówi, że 100 lat później, kiedy przyszedł Marcin Luter i reformacja się zaczęła na dobre, był to owoc działalności Jana Husa. Ale pierwsza reformacja czasów Lutra wcale nie weszła w to wszystko, co Bóg chciał zrobić w tamtym czasie. Wierzę więc, że świadectwo Jana Husa, które ma 600 lat, teraz niesie więcej mocy niż kiedykolwiek wcześniej. Wierzę, że tak żyli ludzie tacy jak tamci – męczennicy, którzy żyli dla reformacji Kościoła, dla zmiany, by Jezus mógł dostać swój Prawdziwy Kościół. Bo Jezus powiedział: „Ja zbuduję Kościół Mój”. A ci ludzie umierali za coś innego niż to, co widzieli – za to, by inne pokolenie otrzymało świadectwo, które w tamtym czasie było tylko ich świadectwem, za to, by inne pokolenie mogło powstać, być może 600 lat później. Tak samo miał Abraham. Bóg mu powiedział: „Za 400 lat twoje potomstwo odziedziczy tę ziemię”. On inwestował w coś, czego sam nie zobaczył. Tu nie chodziło o sukces. Musimy odejść od tego pomysłu.

Wtedy dochodzimy do punktu, że istnieje pewien plan i tu też chcę się podzielić drugą częścią odpowiedzi – bardziej praktyczną. Mam dobrego przyjaciela. Spotkaliśmy się w czasach szkoły biblijnej i wszystko robiliśmy razem. Potem przeprowadziliśmy się do miasta, w którym mieszkamy teraz i zaczęliśmy razem działać, prowadzić służbę młodzieżową. On był bardziej liderem uwielbienia, a ja głoszącym. Idealne połączenie. Ale potem odkryliśmy, że na szczycie piramidy jest tylko miejsce dla jednej osoby. Zaczęliśmy ze sobą rywalizować i nasze drogi się rozeszły na 2 lata. Naprawdę przeżywaliśmy to, że coś zniszczyło naszą przyjaźń. Byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi. Nie przyjaźniliśmy się z powodu służby, bo znaliśmy się już wcześniej. Potem usiedliśmy razem i nauczyliśmy się rozmawiać o rzeczach, które nas rozdzieliły. W ciągu 8-godzinnej rozmowy Pan odnowił naszą przyjaźń, ale musieliśmy być przed sobą otwarci. I mówię ci: nie słyszałem prawie żadnej innej historii odnowienia przyjaźni wśród chrześcijan. Jest to bardzo, bardzo trudne.

Nie ma problemu, kiedy mamy ochotę się rozstać. Widzieliśmy tę moc już w I wieku w Kościele. Paweł i Barnaba się rozstali, tak? Widzimy taką dynamikę w kościele w Jerozolimie. Ale kościół jerozolimski ją przezwyciężył – schodząc się razem, żeby stać się częścią rady Ducha Świętego. Kiedy nasza przyjaźń została odnowiona, to nie było to tylko „Udało się! Hallelujah!”. Przyszła praca do wykonania. Trzeba było przyjaźń wypełnić codziennym życiem. Więc oni przeprowadzili się z żoną znów do centrum miasta i teraz mieszkamy razem w jednym budynku.

Obecnie mamy jedność z wieloma innymi osobami, mamy wielu starszych, nie tylko dla jednego kościoła domowego. To, co jest ważne, to fakt, że starsi zawsze koncentrują się na mieście, a nie na własnej grupie. Szukaliśmy więc sposobu, żeby ustanowić starszeństwo, które troszczy się o miasto – aby wyszukać takie osoby. Nie szukaliśmy tylko wewnątrz naszej grupy. Szukamy zawsze, gdzie są liderzy, którzy mają dar starszeństwa dla spraw miasta. Gromadząc te osoby, musimy nauczyć się trwać w radzie Pana. Ja wierzę, że w tym leży Boży plan.

Mamy biblijny ideał, który nazywa się Niebiańskie Jeruzalem. To nie jest miasto na ziemi, w Izraelu. Dla nas Jeruzalem jest miastem zstępującym z góry. Postępuje według pewnego wzoru. Jest to ideał, według którego można żyć.

- Większość ludzi myśli, że Nowe Jeruzalem przyjdzie pewnie kiedyś, ale dopiero gdy będzie pochwycenie Kościoła, gdy Jezus Chrystus wróci. Że jest to od nas oddalone i stanie się kiedyś, w przyszłości. Co o tym myślisz?

- Większość ludzi tak myśli, bo nie jesteśmy uczeni tych rzeczy, ale w Hebrajczyków jest napisane, że już podeszliśmy do Niebiańskiego Jeruzalem (Hbr 12:22). To nie będzie w przyszłości. Jest napisane, że już do niego podeszliśmy. Wiemy więc, że z jednej strony Nowe Jeruzalem to Kościół, z drugiej to Oblubienica Baranka – Jezusa. Wiemy z Księgi Objawienia, że zstępuje ono na ziemię. Nie ma być to związane z tym, że znikniemy stąd, z tego złego świata. Jest to coś, co przyjmujemy i wtedy ono zstępuje.

Nowe Jeruzalem jest abstrakcyjnym pojęciem. W Biblii też jest opisane abstrakcyjnie – jako sześcian. Nie pomoże nam więc mówienie, że rozwiązaniem jest Nowe Jeruzalem. Zgadzam się – jest rozwiązaniem. I tak – jest ono na teraz. Ale nie pomaga nam to w wymiarze praktycznym, nie mówi, jak sobie teraz poradzić z bliźnim, który się źle względem mnie zachowuje. Jezus mówił o Kościele 2 razy. Raz w Mateusza 16, gdy mówi: „Ja zbuduję Kościół Mój, a bramy piekła Go nie przemogą”. Za pomocą tego wersetu możemy łatwo sprawdzić, w jakim punkcie jesteśmy, jeśli chodzi o Kościół…

- I kto Go buduje…

- I kto Go buduje. Widzimy to już w słownictwie, jakiego używamy: „To jest Kościół pastora X”. Nie! To nie jest kościół pastora – nawet jak jakiegoś nazywamy dziś apostołem. To nie jest kościół człowieka. Jezus buduje Kościół swój. Ja miałem bardzo ostre spotkanie z Panem…

- Co masz na myśli?

- Czasem, gdy Pan chce cię czegoś nauczyć, to nie jest bardzo przyjemny czas. W moim przypadku było następująco. Byliśmy częścią kościoła, gdzie prawie wszystko na raz runęło. Pastor zaczął zdradzać żonę z nową dziewczyną. Od tego zaczął się kryzys. Potem mieliśmy problemy finansowe – doszło w tym kościele do przestępstw na tym tle. Rodziny się rozpadały. Przyjaźnie legły w gruzach. Było dużo nieprzebaczenia. Było dużo oskarżeń, dużo rzeczy, które dzieją się w prawie każdym kościele. Ale potem Pan przemówił do mnie poprzez ten werset i powiedział: „Ja zbuduję Kościół Mój, a bramy piekieł nie przemogą go”. Wtedy coś zrozumiałem – że zostały mi tylko dwie opcje. Pierwsza opcja jest taka, że Biblia już dłużej nie jest prawdą. Bo jak widzisz kryzys w jakimś kościele – gdy napierają bramy piekieł i ciemność zwycięża, niszcząc wszystko: niszcząc przyjaźnie, zaufanie, nasze wcześniejsze świadectwo, niszcząc jedność i pozostałe rzeczy – to nie możesz mówić, że bramy piekła były całkowicie nieskuteczne. Nie! Weszły tam! I wtedy jedna opcja to powiedzieć, że ten werset już dłużej nie jest prawdą. Ale ja tego nie przyjmuję!

- Musi być inna odpowiedź.

- Druga opcja, która jest możliwa i która wystarcza, to że to coś, co mamy, nie jest Kościołem. Nazywamy to Kościołem, dajemy temu etykietkę Kościoła, być może ma to w sobie elementy Kościoła i mamy nadzieję, że to Kościół, bo przyzwyczailiśmy się do nazywania tego tworu Kościołem, ale to nie jest Kościół, który buduje Jezus Chrystus. Jest to bardzo radykalna odpowiedź.

Nie możemy tego wszystkiego zmieścić tu, w jednym programie, bo jest to olbrzymia sprawa i chrześcijanie ze wszystkich pokoleń, szczególnie przez ostatnie 600 lat, pracowali nad tym. Zaczynając od Johna Wycliffa, Jana Husa i wielu innych, poprzez czasy reformacji aż do ostatnich dziesięcioleci, gdy zaczął działać ruch proroczy, gdy objawione zostało nowe zrozumienie apostolstwa. Ale ciągle mamy wszystkie problemy. Prawie wszyscy, którzy idą do przodu, zdani są sami na siebie. Mamy nadzieję, że coś, co robimy, jest Kościołem, bo ktoś inny tak robi, więc zdaje się nam: „Ok! Tak właśnie się to zwykle robi!”. Ale sam fakt, że ktoś tak działa, nie znaczy, że coś należy w dany sposób robić.

Dla mnie była to odpowiedź, której potrzebowałem w tym, co robiliśmy – mimo że wszystko było robione z dobrymi intencjami, z sercem, aby przede wszystkim służyć Bogu. Ja to wiem na podstawie mojego serca i wiem, że wielu ludzi ma podobnie: my po prostu chcemy służyć Bogu – i wiemy tyle, ile wiemy. Ale zrozumiałem, że to, w czym żyjemy, to jeszcze nie jest Kościół Jezusa, którego bramy piekieł nie przemogą. My potrzebujemy Kościoła, który zwycięża. Zaczyna się on od naszej osobistej jedności wewnętrznej (wewnętrznej spójności charakteru). Zaczyna się od naszej przyjaźni. Zaczyna się od czegoś, co całkowicie straciliśmy – od tego, że mamy braterstwo. Kto ma braterstwo? Gdzie są liderzy, którzy nie są sami? Gdzie jest prawdziwe braterstwo, w którym jest więcej niż 4-5 osób, które są naprawdę razem – na takim poziomie, który możemy wyczytać w historii Dawida i Jonatana. Bo Jezus powiedział: „Nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś życie kładzie za przyjaciół. A gdzie jest taki poziom w dzisiejszym Kościele?

- Ciężko jest coś takiego dostać na niedzielnym nabożeństwie.

- Tak. Nigdy tego nie osiągniesz na niedzielnym nabożeństwie. Dlatego każdy kościół, który nie jest totalnie głupi, ma coś więcej niż tylko niedzielne nabożeństwo. Ale to ciągle za mało. Tu nie chodzi nawet o kościół organiczny. Nawet kościół domowy to za mało, bo po prostu ja jestem pierwszą osobą, która potrzebuje zmiany. Ludzie często wychodzą z typowego systemowego kościoła i przestawiają się na kościół domowy, ale wnoszą ze sobą, w swoim wnętrzu ten stary system. To trzeba zmienić.

- Dokładnie tak.

- Ale z tego, co rozumiem, taki sposób życia rodzi się tylko przez objawienie, które się dostaje, spotykając się z Bogiem, od Ducha Świętego, który do nas mówi.

- I bardzo ważne jest, że tu nie chodzi o to, żeby Duch Święty mówił coś tylko do mnie, a potem, żebym przychodził do ciebie z moim pięknym objawieniem, krzycząc: „Dalej! Musisz je przyjąć!”. Nie! Musimy nauczyć się słuchać Pana wspólnie – jako ciało. I wspólnie Go słuchając, dostajemy wspólną odpowiedź. A na podstawie wspólnej odpowiedzi nie podążamy za wizją jednego człowieka, ale za wizją Ducha Świętego.

- Gdybym był pastorem, to bardzo bym się bał wprowadzenia takiej rzeczy do „mojego” kościoła. Bał bym się, czy mnie przypadkiem nie zdejmą ze stanowiska i czy nie stracę pracy. Wiesz, myślę, że wielu pastorów będzie tak myśleć lub też będą się bali powstania anarchii. Co byś im odpowiedział?

- Przeszedłem taką samą historię. Mówię więc o czymś, czego sam nie chciałem przyjąć i doskonale to rozumiem. Miałem inne spotkanie z Panem – takie, jak wspominałem wcześniej, jedno z tych ostrych. Wewnątrz odczuwałem presję. Z jednej strony chciałem dać miejsce Duchowi Świętemu tak bardzo, jak się dało. Wchodziliśmy w prorokowanie i inne rzeczy. Byłem na to otwarty. Ale z drugiej strony, gdy robiliśmy to na dużych spotkaniach, na których mieliśmy gości i na które ludzie starali się przyprowadzić nowe osoby, to na przykład myślałem: „Dajcie spokój! Modlitwa na językach przez godzinę?! Bez interpretacji?! Nie! Tak nie wolno!”. Zawsze przychodziły mi do głowy wersety, w których było napisane, żeby każdy prorokował oddzielnie i żeby coś po modlitwie powiedzieć normalnie. Po prostu czułem się odpowiedzialny i chciałem działać zgodnie z Biblią. Ciągle chcę to robić. Ale wtedy przychodziła presja. Z jednej strony chciałem dać miejsce najbardziej szalonym rzeczom od Boga, bo sam je przyjmowałem. Z drugiej strony przychodziła ta pastorska odpowiedzialność i wtedy bardzo często zatrzymywałem przepływ Ducha Świętego. Powiedziałem: „Panie! Pomóż mi! Coś jest ze mną nie tak. Nie wiem co. Pomóż mi!”. Wtedy Pan zrobił bardzo fajną rzecz. Mieliśmy spotkanie i On mnie na nim powalił. Leżałem na podłodze. Kiedy wstałem, okazało się, że ktoś już zamknął spotkanie. Nikogo tam już nie było. Ale w trakcie tego czasu, gdy leżałem powalony przez Pana, mówił do mnie. To było trochę tak, jak kiedy Paweł spadł z konia. To było dla mnie bardzo ważne spotkanie. Pan przemówił do mnie: „Johannes! Wszystko, co nazywasz pastorowaniem jest złe”. Wszystko! Nie powiedział mi, że tylko część. Powiedział: „Wszystko, co nazywasz odpowiedzialnością, co nazywasz pastorowaniem, co nazywasz byciem w zgodzie ze Słowem – to zawsze sprzeciwia się Duchowi Świętemu”.

- Wow.

- I to zaczęło mnie zmieniać. Bo wiem, że są tysiące pastorów, którzy chcą wypełniać Bożą wolę i to nie pastorzy są „złymi ludźmi”. Wszyscy razem w Ciele Chrystusa zawsze wykonujemy rzeczy zgodnie z naszym zrozumieniem i dużo rzeczy, które robimy, opiera się Duchowi Świętemu. Wierzę, że jeśli nie zmienimy koncepcji liderstwa… – a tu nie chodzi o to, że nie mamy już więcej żadnego przywództwa, żadnych starszych. Oni są częścią wzoru, planu Nowego Jeruzalem. I ten plan zstępuje.

Musimy nauczyć się przyjmować plany, które schodzą na ziemię. Nauczyć się nimi żyć. To nie jest teoria. To nie pisanie książki. Tu chodzi o to, by starać się tym żyć. To robimy w Konstanz. Staramy się żyć z grupą przyjaciół tym, co przyjęliśmy, co nam objawił Duch Święty. Wówczas wzajemne przyjmowanie siebie i poddawanie się jeden pod drugiego przyniesie zupełnie inny układ niż w kościele hierarchicznym. Wówczas chodzi o lud Boży. O Armię Pana. To coś, co nazywam ludźmi – Synami Poranka, którzy oddani są Jezusowi – Gwieździe Zarannej.

Bycie razem jako ludzie Boży – a nie tworzenie budowli kościelnej albo organizacji, służby – bycie ze sobą jako przyjaciele, bracia – jeśli zaczniemy tak żyć, to wtedy Pan zacznie się w tym miejscu objawiać. Widzimy, że pierwsza rzecz, której musimy się nauczyć, to przezwyciężać oskarżenia i wszystkie złe uczucia, kiedy poruszamy się razem. Musimy nauczyć się sobie wybaczać. I to jest drugi werset, w którym Jezus mówił o Kościele.

Powiedział w Mateusza 18: „Gdy zobaczysz, że brat twój grzeszy…” – co mamy zrobić? Wpadać we frustrację? Porozmawiać z sąsiadem? Powiedzieć pastorowi? Nie! Jest napisane: „idź do swojego brata i porozmawiaj z nim. Jeśli cię posłucha, to świetnie, zdobyłeś go, jeśli cię nie posłucha, weź innego brata ze sobą”. Ten inny brat daje ci wspaniałą okazję do korekty, bo być może, to ty się mylisz, a inny brat pomaga ci zobaczyć, że nie miałeś racji. Ale potem już dłużej nie masz w sercu oskarżenia względem twojego brata. Lub też brat zostanie „pozyskany”, wtedy „Hallelujah!”, jest pozyskany! „Jeśli nie posłucha dwóch braci, to przedstaw sprawę Kościołowi. Jeśli nie posłucha Kościoła, to traktuj go jako poganina, jakby był niewierzącym”. To jest bardzo dziwne nauczanie, ale jedyne, w którym Jezus uczył o tym, jak zachowywać się w Kościele. Czy to nie fajne? Nie mówi o tym, jak będzie działała ewangelizacja, jak zrobić kurs alfa, beta, cokolwiek. On nie mówił o tych wszystkich rzeczach, które dziś robimy. On mówił o przebaczeniu, o tym, by przezwyciężać grzech między nami jako braćmi. Grzech przeciwko innemu też – gdy zobaczę, że mój brat robi coś złego. To nie tak, że widzisz, że źle robi, a potem śmiejesz się do sąsiada: „O! On zawsze tak robi!”. Nie! To nie jest decyzja, którą możemy sami podjąć. Musimy iść do brata i powiedzieć: „Słuchaj! Widziałem to i tamto. To nie jest właściwe. Wtedy ma on możliwość na to zareagować. Być może coś źle zrozumiałeś. Mówię ci w moim życiu w więcej niż 50% przypadków, w których mi się zdaję, że ktoś jest w grzechu – sam robię coś nie tak, coś źle zrozumiałem. A potem mam coś w sercu do tej osoby, bo nie działam tak, jak mówił Jezus. Jeżeli to zrobię, to jest to bardzo proste i szybkie. Gdyby wszyscy tak postępowali, to przychodziłaby na nas bojaźń Boża, bo wiedzielibyśmy, że możemy pomagać sobie nawzajem. Noszenie ciężarów sobie nawzajem, to nie jest jakieś religijne: „dam ci trochę pieniędzy, bo jesteś biedny”. To nie o to chodzi. Tu chodzi o tę interakcję, pomaganie sobie nawzajem, by przezwyciężyć grzech.

- Jest bardzo dużo ludzi, którzy nas oglądają, a którzy zostali zranieni przez tzw. system kościelny, czy chciałbyś coś im powiedzieć? Może masz dla nich jakieś słowo? Może chciałbyś się za nich pomodlić?

- Chyba mogę powiedzieć jedno. Dużo ludzi, szczególnie jeśli doświadczy dużej ilości złych rzeczy i jest zranionych z powodu rzeczy, które stały się w kościele – dużo takich ludzi dochodzi do wniosku, że „robienie kościoła” to przeżytek. W zachodnim świecie jest to najszybciej rosnąca „denominacja”. Nazywana jest chrześcijanami „wysadzonymi” z Kościoła. Musimy zrozumieć, że Kościół ma być zupełnie inny od tego, który dotąd oglądaliśmy. Jezus buduje Kościół swój! Jeżeli mówimy dziś o Królestwie Bożym, to musimy zrozumieć, że Królestwo manifestuje się przez Kościół. Potrzebujemy więc Kościoła Jezusa Chrystusa. Musimy przebaczać tym, którzy grzeszą przeciwko nam. Musimy pierwsi wejść na drogę wybaczenia. W przeciwnym wypadku nie mamy prawa mówić o naszych rzeczach. Jeśli my nie mamy serca, które jest pełne przebaczenia, serca, które jest całkowicie oddane jedności Ciała Chrystusa w naszym mieście lub narodzie, to nie mamy prawa mówić o reformacji ani wykonywać kolejnych kroków, które są potrzebne.

Dlatego to, o co dużo się modlimy i o co ja naprawdę mocno modlę się do Pana, to: „Panie! Jezu, proszę, zbuduj swój Kościół i nie pozwalaj, żebym ja był w Nim przeszkodą! Zacznij ode mnie. Zacznij od mojego życia. Panie! Ja wiem, ze Ty chcesz mieć swoje Ciało w moim mieście. Stwórz swoje Ciało w moim mieście i pozwól mi być otwartym na tych, którzy nie zginają swego kolana przed bałwanami. W Imieniu Jezusa!”. Wiem, że jest to bardzo krótka modlitwa i brzmi jakby nie była bardzo potężna, ale mówię wam, to jest coś, o co dużo się modlę: „Panie! Nie pozwól mi być przeszkodą, gdy chcesz budować swój Kościół”.

Pan cię wprowadzi w wiele rzeczy – w Pismach i też w duchu. On połączy ze sobą ludzi, o których nikt by nie pomyślał, że można ich połączyć. Ja nazywam ich grupą 7000. To siedem tysięcy rozumiemy na podstawie wersetu, w którym prorok Eliasz jest na pustyni i jest całkowicie sfrustrowany. Mówi Panu: „Ja jestem jedyny, który się ostał”. Czasem, jeśli cię zranili, dużo cierpiałeś, masz wrażenie, że jesteś jedyny, że masz najgorsze życie ze wszystkich. Ale Pan mówi: „Nie! Ja przygotowałem sobie i oddzieliłem 7000 tych, którzy nie zgięli kolana przed Baalem”. Nie zgięli kolana przed tym systemem, który zwykle wypieramy dziś. W tamtym czasie jego symbolem był Baal. To 7000 znajduje się wszędzie. W większości działa gdzieś w podziemiu. Ale my możemy ich wywołać – w twoim mieście i w moim mieście. W naszym mieście wiedzieliśmy, jak to się dzieje. Pan zbierał ze sobą coraz więcej przyjaciół, żeby żyli w ten sposób. To jest nasze świadectwo – że jest to możliwe, by żyć razem jak przyjaciele, by przyjmować braterstwo, by naprawdę przyjaźnić się ze sobą i by mieć świadectwo jedności.

- Dziękuję! Dziękuję za modlitwę i za to, że byłeś w programie. Naprawdę to doceniam.

- Marcel, też dziękuję!

 

Żródło: portal nowareformacja.pl

Pełny wywiad do obejrzenia jako wideo także tutaj tutaj.

Magazyn