niedziela, 04 listopada 2018 13:26
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Zniszcz ograniczenia: zabij kryptonit! – John Bevere

  Jezus wyraźnie deklaruje, że Jego królestwo jest pośród nas; zatem Jego wola powinna być wypełniana na ziemi, tak jak w niebie. Tak, te wartości nie wydają się manifestować ani na makro, ani na indywidualnym poziomie. Jeśli jesteśmy szczerzy w naszych ocenach, czy dostrzegamy różnicę pomiędzy ludźmi Boga a ludźmi świata? Czy my – wyznawcy Jezusa, wyróżniamy się? Czy dajemy światło pośród tego mrocznego pokolenia?  

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Zabić kryptonit? Czy to książka o Supermanie? Nie, ale są uderzające podobieństwa pomiędzy jego historią i naszym życiem w wierze. Rozważmy je. Superman nie jest z tego świata; Boże dziecko nie jest z tego świata. Posiada nadnaturalne moce, których nie posiada normalna istota ludzka; my jesteśmy nadnaturalnie uprawomocnieni w sposób, w jaki wszyscy tego świata nie są. On walczy ze złem; my walczymy ze złem. On czerpie swą siłę ze słońca; my czerpiemy siłę z Syna. Tylko jedna rzecz może powstrzymać Supermana: kryptonit – fikcyjna, radioaktywna substancja, pochodząca z jego rodzinnej planety. Podobnie istnieje „kryptonit” zapoczątkowany na naszej rodzinnej planecie, który może zneutralizować dziecko Boże. O tak, nie wytworzył się on na ziemi, lecz tam, skąd pochodzimy. Kryptonit nie tylko zobojętnia nieziemskie umiejętności Supermana, ale także sprawia, iż jest on słabszy od zwykłego człowieka. Nasz kryptonit działa tak samo. Co jest naszym kryptonitem? Zanim odkryjemy jego tożsamość, muszę zorganizować tę historię. Największą przewagą kryptonitu nad Supermanem jest fakt, że nie jest łatwo rozpoznawalny, może więc zacząć oddziaływać bez wcześniejszego jego zidentyfikowania. Mimo że kryptonit wierzącego osłabia zarówno jednostki, jak i ciało Chrystusa, dla wielu wciąż jest niemożliwy do rozpoznania. Celem tej książki jest jego identyfikacja, odkrycie, jak się go pozbyć oraz jak dotyka nas jako, jednostkę oraz społeczność. Zacznijmy więc od pytania.

NAJWIĘKSZE PRAGNIENIE

Co jest naszym największym pragnieniem? Mówię „naszym”, bo jeśli jesteśmy prawdomówni, dla każdego z nas jest takie samo. Czy to odnoszenie sukcesów, bycie najlepszym w swojej dziedzinie, bycie popularnym, szczęśliwe małżeństwo, cieszenie się wspaniałymi przyjaźniami, zostanie częścią tętniącej życiem społeczności, radość z dobrego zdrowia czy posiadanie wystarczających środków, by zrobić cokolwiek, na co mamy ochotę? Każde z nich jest atrakcyjne, a większość nawet konieczna, ale czy to one identyfikują nasze największe pragnienie? Czy nie wiemy o ludziach, którzy mieli to wszystko, a jednak czuli pustkę? Czy nie słyszymy historii gwiazd Hollywood, prezesów zarządów, profesjonalnych atletów, liderów rządów i innych, którzy osiągnęli w życiu to, co społeczeństwo uznaje za sukces, a pomimo to uważali, że czegoś im brakuje? Przez tę pustkę część ludzi zwraca się ku narkotykom, alkoholowi, egzotycznym wyprawom bądź aferom. Reszta zwraca się w stronę religii, duchowości nowego wieku czy okultyzmu z nadzieją na wypełnienie próżni, która zżera ich od środka. Jeśli jesteśmy szczerzy, w głębi duszy wszyscy wiemy, że jest coś więcej. Prawdziwa satysfakcja, do której wzdycha każdy mężczyzna bądź kobieta, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie, może zostać odnaleziona wyłącznie w intymnej relacji z naszym Stwórcą. Nieważne, co myślisz o Bogu, On jest twoją najgłębszą tęsknotą. Zadowolenie i spełnienie, którego szukają wszystkie istoty ludzkie, może zostać znalezione jedynie w zjednoczeniu się z naszym Stwórcą. Rzeczywistym jest, że Bóg „(...) wieczność włożył w ich serca” (Koh 3,11 BW). Jako że oszustwo wzięło nad nami górę, instynktownie czujemy w sercach tęsknotę do „Króla wieków” (zob. 1 Tm 1,17). Boże Słowo odnoszące się do każdego człowieka to:

„To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,19–20).

Bóg nie jest znany każdemu człowiekowi. Jeśli mężczyzna bądź kobieta są całkowicie szczerzy, powiedzą, że na pewnym etapie życia odczuli głębokie pragnienie poznania Boga. Wszyscy instynktownie wiemy, iż jest On wszechwiedzący, wszechmocny i wszechobecny.

Wszyscy, którzy weszli w relację z Nim, wiedzą, że Jego obecność, moc, chwała i majestat są niezgłębione i nieporównywalne. Jest tak potężny, że część najmocniejszych istot wszechświata – zwanych serafinami – nieustannie jest pod wrażeniem i krzyczy o Jego niesamowitej wielkości. Te ogromne stworzenia robią to z taką pasją i siłą, że ich głosy wprawiają w ruch drzwi ogromnej przestrzeni w niebie, która przypuszczalnie mieści więcej niż miliard istnień.

Boża mądrość, zrozumienie, kreatywność, pomysłowość i wiedza są tak rozległe, iż nie mogą zostać zbadane. Najwybitniejsi naukowcy od wieków poszukiwali i studiowali tajemnice Jego stworzenia, a nigdy całkowicie nie pojęli ich złożoności i cudu. Żaden człowiek jeszcze nie zgłębił bądź nie doświadczył pełni Jego życzliwości, współczucia i miłosierdzia. Jego miłość nie ma granic.

Ciesząc się przywilejem relacji z Bogiem przez prawie czterdzieści lat, zostałem ostatnio całkowicie przytłoczony myślą o naszym Stwórcy ratującym nas z potępienia, które sami na siebie sprowadziliśmy. Dał nam – ludzkości – autorytet, by rządzić ziemią, ale oddaliśmy go Jego arcywrogowi – szatanowi i jego kohortom. Bóg, z góry wiedząc o naszej zdradzie, zarówno zaplanował, jak i był chętny zapłacić ogromną cenę, by uwolnić nas z niewoli i więzienia. Skazaliśmy się, a On dał siebie, by nas uwolnić. Zrobił to, nie łamiąc swojego Słowa, co mogło wydarzyć się tylko, jeżeli stałby się człowiekiem.

Ponieważ Najwyższy dał człowiekowi ziemię, jako Bóg nie mógł jej odzyskać – potrzebny był syn człowieka, który by tego dokonał. To mądrość narodzin Jezusa z dziewicy: stał się On stuprocentowym człowiekiem, a mając Ojca będącego Duchem Boga, nie był skażony niewolniczą naturą, w którą popadła ludzkość. Jezus był objawieniem Boga w ciele. Wiedział o potwornych cierpieniach składających się na nasz ratunek, jednak kochał tak głęboko i całkowicie, iż dobrowolnie zapłacił cenę za naszą wolność.

Cała ta książka i wiele innych tomów mogłaby opowiadać jedynie o Jego dobroci, wspaniałej miłości, mocy i majestacie. Lecz to inne pytanie napędza tę książkę.

PYTANIE, KTÓREGO SIĘ UNIKA

Prosta logika podpowiadałaby, że będąc dziećmi tak wspaniałego Boga, powinniśmy doświadczyć nadzwyczajnego życia. Nie tylko brzmi to logicznie – Pismo potwierdza to rozumowanie. Obiecano nam następujące rzeczy:

• Jego Bożą naturę,

• altruistyczny charakter,

• bezwarunkową miłość i przebaczenie,

• nieopisaną radość i pokój,

• nadnaturalną moc,

• dobrobyt,

• witalność,

• zdrowie,

• bezpieczeństwo i równowagę.

Ta lista daleka jest od wyczerpującej – jest tego więcej. Obiecano nam przecież również:

• Boską mądrość,

• wiedzę,

• zrozumienie,

• pomysłowość,

• wielką przenikliwość i kreatywność.

Wszystkie z nich stworzone są po to, by zapewnić skuteczność i sukces naszym przedsięwzięciom. Krótko – obiecano nam atrybuty, które znajdują się w niebie. Przypomnienie: Jezus wyraźnie deklaruje, że Jego królestwo jest pośród nas; zatem Jego wola powinna być wypełniana na ziemi, tak jak w niebie. Tak, te wartości nie wydają się manifestować ani na makro, ani na indywidualnym poziomie.

Jeśli jesteśmy szczerzy w naszych ocenach, czy dostrzegamy różnicę pomiędzy ludźmi Boga a ludźmi świata? Czy my – wyznawcy Jezusa, wyróżniamy się? Czy dajemy światło pośród tego mrocznego pokolenia? Biorąc pod uwagę wskaźnik rozwodów – czy jest znaczna różnica pomiędzy Kościołem a społeczeństwem? Czy cierpimy na zawiść, zazdrość, plotki, spory i podziały, które skutkują nieudanymi związkami? Czy widzimy charakter, prawość i moralność, które są dramatycznie różne od deprawacji naszego narodu? Czy istnieje różnica pomiędzy wierzącymi i niewierzącymi, biorąc pod uwagę nasze zdrowie i dobrobyt? Czy mamy obfite zasoby? Jesteśmy w stanie wyjść na spotkanie potrzebom innych i głosić Jego Ewangelię każdej osobie na całym świecie? Czy to wszystko brzmi zbyt wzniośle i dumnie? Pomyśl, że pod starym przymierzem był czas, gdy srebro było tak powszechne jak kamień i uznawane za bezwartościowe, ponieważ był jego taki nadmiar (zob. 1 Krl 10,21–27).

Wręcz przeciwnie, teraz pod nowym przymierzem często spotykam liderów służby, którzy borykają się przez ograniczone zasoby i pastorów, którzy chcą pomóc ich lokalnym społecznościom, ale nie mogą przez brak rezerw ludzkich, funduszy i innych zasobów. Czy w obu przypadkach to „na ziemi, tak jak i w niebie”? Jezus obiecuje, że gdy szukać będziemy wpierw Jego królestwa i prawości, wszystko, czego potrzebujemy, będzie nam dane. Nigdy brak źródeł nie powstrzymał Jezusa przed zrobieniem tego, co potrzebował zrobić.

Niestety, pojawiły się w Kościele skrajne nauczania na temat zamożności i pomyślności. Te niewyważone nauki sprawiły, iż ludzie zaczęli wierzyć w obfitość jako coś złego. Ale co możemy dać, gdy nie mamy nic? Gdy pozwalamy zawładnąć nami pogoni za Bożą mądrością, On powierza nam konieczną własność, by rozwijać Jego wolę na ziemi. Bóg nie jest złym przywódcą – nie prosi swych wyznawców, aby wykonywali Jego wolę bez obdarowania ich potrzebnymi narzędziami. I co ważniejsze, Bóg jest dobrym Ojcem. Chce błogosławić swe dzieci. Nie chce, by własności nami zawładnęły. To nie pieniądze, lecz „miłość pieniądza” jest podstawą wszelkiego zła. W starożytnym Izraelu był czas, kiedy w całym narodzie nie było ani jednej biednej osoby. Czytamy: „Juda i Izrael mieszkali bezpiecznie, każdy pod swoją winoroślą i pod swoim drzewem figowym, od Dan do Beer-Szeby” (1 Krl 5,5). Dan było miastem Izraela, położonym najbardziej na północ, a Beer-Szeba położonym na południe. W Piśmie jest mowa o tym, że w całym kraju nie było o kogo się troszczyć – żadna jednostka czy grupa nie potrzebowała funduszy rządu! Co wywołało taką obfitość?

W rzeczywistości to nie jedyny taki przypadek. Patrząc na Bożych ludzi ze Starego Testamentu, dostrzegamy wiele pokoleń, które rozkwitały w zdumiewający sposób – silne ekonomicznie, społecznie i militarnie. Obfitowali w źródła, jedzenie i bogactwo. Gdy doświadczali ataków militarnych, nie byli pokonywani, ale przeciwnie – byli na szczycie. Inne narody były zdziwione jakością życia, którą się cieszyli. I pamiętaj, że działo się to pod starym przymierzem, które było niższej jakości niż nowe!

Jezus jest mediatorem lepszego przymierza, które ustanowione zostało na podstawie lepszych obietnic (zob. Hbr 8,6). Jeśli przeanalizujemy Jego życie, zobaczymy liderów rządów, urzędników (poborców podatkowych), arystokratów, prostytutki, złodziei, bogatych, biednych – mówiąc prosto, lgnęli do Niego ludzie wszystkich typów. Jezus zmieniał społeczności, gdziekolwiek się udał. Nigdy nie brakowało Mu tego, co istotne, by wyjść naprzeciw jakiejkolwiek potrzebie. Jeżeli atakowana była Jego grupa, nie wynikała z tego żadna trwała szkoda, a złe sytuacje często przeradzały się w niesamowite sukcesy. Do członków wczesnego Kościoła odnoszono się jako do „Ludzi, którzy podburzają cały świat” (Dz 17,6). Im również niczego nie brakowało, jak czytamy: „Wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku” (Dz 4,33– 34). Byli tak wyjątkowi, iż często musieli przekonywać oficerów czy liderów społeczności, że nie są bogami i nie powinno się oddawać im czci. Mieszkańcy tego świata postrzegali każdego z nich jako supermana czy superwoman ich generacji. Uleczali choroby i schorzenia cierpiących. Błyszczeli pośród mrocznego pokolenia.

Mogę jeszcze raz zapytać: Czy nasz styl życia znacząco różni się od naszego społeczeństwa? Czy nasze życie świeci tak jasno, że jesteśmy postrzegani jako wyróżniający się ludzie Boga? Czy robiliśmy wymówki i przemieniliśmy naszą teologię z jasnego nauczania Pisma do wyjaśnienia, dlaczego te obietnice przeznaczone były tylko Nowemu Testamentowi i od tamtego czasu obumarły? Pisarze Nowego Testamentu dają odpowiedzi, ale my unikamy odpowiedzenia na te trudne pytania.

Co by było, gdybyśmy naprawdę posłuchali, o czym mówi nam Pismo? Nie wskazuję tutaj palcem, ale proszę jedynie, abyśmy rozważyli pytanie: czy to „Twe królestwo nadchodzi, Twoja wola będzie wypełniona na ziemi, tak jak w niebie”? Nie możemy zignorować słów Jezusa: „Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest” (Łk 17,21). Jego królestwo jest tutaj, w ciele Chrystusa. Czy żyjemy w swoim pokoleniu tak jak Jezus żył w swoim? Czyż nie jesteśmy poinstruowani: „Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował” (1 J 2,6)? Czy jesteśmy tak efektywni w dosięganiu świata, jak wczesny Kościół? Czy widzimy, jak całe regiony słyszą Słowo Boga w ciągu tylko dwóch lat (zob. Dz 19,10)? Pamiętaj, oni nie mieli Internetu, Facebooka, innych mediów społecznościowych, telewizji czy nawet radia. Jednak każdy – nie tylko w mieście czy nacji, ale cały region – usłyszał ewangelię. Czy tego oczekujemy? Bądźmy szczerzy w naszej ocenie. Unikamy problemu, mówiąc: „Bóg już tak nie działa”. Jakbyśmy szkicowali ewangelię, by sprzymierzała się z naszym stanem. Zdajemy się odsuwać – czasami nawet gardzić – od czegokolwiek, co promuje moc, siłę, sukces, obfitość, skuteczność czy zdrowie. Mówimy, iż takie przesłanie jest skrajne, niewyważone i wyrachowane. Robiąc to, właściwie chronimy siebie przed potrzebą odpowiedzenia na parę ciężkich pytań i zapewniamy sobie wymówki na nieoddziaływanie na świat ewangelią.

Więc pytanie o naszą nieefektywność rozważane jest przez wielu, jeżeli nie wszystkich. Lecz dlaczego go nie zadajemy? Dlaczego nie poszukujemy odpowiedzi? Czy może to być spowodowane faktem, iż nie chcemy odkryć kwestii, z którymi nie mamy ochoty się mierzyć? Ale gdy nie postawimy tych pytań, pozostaniemy dużo poniżej poziomu życia, które nam obiecano, i do którego zostaliśmy powołani.

Po ponad trzydziestu pięciu latach służby i zbliżając się do sześćdziesiątki, jestem gotowy i chętny odpowiedzieć na to pytanie. W rzeczywistości czuję cudowną potrzebę, by skonfrontować się z tą kwestią. Wierzę, że jeśli uczciwie odniesiemy się do tego z Jego Słowem, obiecana nam pełnia życia zostanie odblokowana. Jeżeli tak jak ja pragniesz odpowiedzi, wybierzmy się w tę duchową podróż razem. Nie będzie szybka, a czasami może być bolesna, podobna do tego, co następuje, gdy umiejętny chirurg wykonuje skomplikowaną procedurę. Lekarz dba o swego pacjenta i podejmuje konieczne kroki, by ocalić jego życie. Duch Święty dba o nas bardziej niż jakikolwiek chirurg, zarówno na indywidualnym, jak i zbiorowym poziomie. Miej to w pamięci podczas bardziej skomplikowanych rozdziałów. Efektem końcowym będzie siła, zdrowie, życie, miłość i żywotność. Wierzę, że odpowiedzi mają potencjał, aby zmienić bieg naszego życia, społeczności i tego pokolenia. Jeśli jesteś ze mną, zaczynajmy!

PODEJMIJ DZIAŁANIE

Bóg ostrzega nas w dwudziestym drugim wersecie pierwszego rozdziału Listu św. Jakuba: „Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie”. Zatem jeśli słyszymy słowo od Boga (przez Pismo, Ducha Świętego czy czyjeś nauczanie), ale nie udaje nam się wprowadzić tego w czyn, oszukaliśmy samych siebie.

Dowodem na wierzenie w coś nie jest zgadzanie się z tym, czego ktoś nas uczy, ale wprowadzaniem tego w czyn. To dlatego działania na końcu każdego rozdziału są tak ważne. Każde z nich jest pomocnym pobudzeniem, abyś podjął natychmiastową akcję, skupiając się na prawdach ujawnionych w rozdziale, który właśnie przeczytałeś. Są one zwięzłe, a ich dopełnienie nie powinno trwać zbyt długo. Jeśli poświęcisz czas na wykonanie każdego działania, wyciągniesz z tej książki dużo więcej i doświadczysz dużo głębszej przemiany w swoim życiu. Zadanie pytania, którego się unika, może być jak pójście do dentysty na wstawienie plomby. Musimy jednak znaleźć odwagę i stawić temu czoło, by otrzymać długotrwałe korzyści. Jak twoje życie wyróżnia się w świecie? Czy ludzie powiedzieliby, że żyjesz jak Jezus? Nie wzbraniaj się przed tym pytaniem. Jak zmieniłoby się twoje życie, gdybyś żył jak Jezus? Jakie przyzwyczajenia byś złamał? Jak zmieniłoby to sposób, w jaki utrzymujesz relacje z otaczającymi cię ludźmi? Co zmieniłoby się w sposobie życia z rodziną? Nie spiesz się ze spisaniem odpowiedzi na te pytania. Użyj Pisma jako przewodnika. To da ci cel, do którego możesz mierzyć. Gdy napiszesz już odpowiedzi, pomódl się za nie. Zaproś Ducha Świętego, by podkreślił jedną rzecz z twych odpowiedzi, która właśnie dokonuje się w twoim życiu. Poproś Go, aby powołał dla ciebie do życia tę jedną kwestię w sposób, który da ci siłę do zmian.

Źródło: „Zabij Kryptonit” – John Bevere, wyd. Szaron, książka do kupienia TUTAJ

Magazyn