niedziela, 05 lipca 2020 13:47
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Bojaźń Boża jako działanie wyczulone na Bożego Ducha - Pat Holloran

  Przekazywanie dokładnego słowa wymaga pokory, miłości, dziękczynienia i bojaźni Pana. Ten, kto prorokuje, mówi ku zbudowaniu, pocieszeniu i napomnieniu. Wiem, że pewnego dnia stanę przed Jezusem Chrystusem, by zdać sprawę z każdego słowa, które wypowiedziałem. Przy wielu okolicznościach wspominam, że mam po swojej prawej stronie anielskiego skrybę, który zapisuje każde słowo wygłoszone przeze mnie jako proroka Pana. Zaczęło się to, od kiedy zostałem chrześcijaninem i zacząłem poruszać się w obdarowaniu proroczym. Widzę, że pisze w pięknym niebieskim kolorze. Gdy Pan pokazał mi ten atrament, zdałem sobie sprawę, że coś jest dla Niego ważne. Alleluja! Ale gdy byłem początkujący, gdy „raczkowałem” w sferze proroczej, czasami widziałem, jak niebieski atrament zamienia się w szary. Zapytałem więc Pana, co to oznacza. Odpowiedział: „Niebieski atrament jest z nieba, oznacza, że wypowiadasz Moją wolę, a szary – że prorokujesz z siebie”. Natychmiast pokutowałem ze swojej pychy i zobaczyłem, jak Jezus zmywa te strony w Księdze Pamięci swoją krwią. Szare notatki zostały wymazane na wieki. Zapytałem potem siebie: „Jak wiele razy jeszcze On będzie musiał to dla mnie robić?”. Wtedy naprawdę zrozumiałem, że jeśli mam być prorokiem Pana, muszę mieć bojaźń Bożą i być pewny, że każde słowo prorocze, które wypowiadam, pochodzi od Ojca, a nie ze mnie!  

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Chciałbym podkreślić, że kiedy ktoś ogłasza, czy to w namaszczeniu proroczym, czy jako prorok w ramach pięciorakiej służby, musi dokładnie przekazywać słowo Pana. Do tego potrzeba bojaźni Bożej.

Zbyt wielu proroków pozbawionych jej przekazywało słowa prorocze ze swej duszy [a nie ducha - przyp.red.], przynosząc ludziom potępienie albo emocjonalną śmierć. Niektórzy z ich powodu nawet rozważali samobójstwo. Nie przesadzam.

Powiedzmy sobie szczerze: Ciało Chrystusa potrzebuje żyć w bojaźni Bożej, aby mieć autorytet, cieszyć się panowaniem i zamieniać każdy kryzys w zwycięstwo. Osoba posługująca obdarowaniem proroczym powinna mieć świadomość, że pewnego dnia będzie musiała przed Jezusem Chrystusem zdać sprawę z każdego wypowiedzianego słowa. Dlatego informuję ludzi, że sam fakt bycia prorokiem nie oznacza, iż wszystko, co mówią, jest właściwe. Przekazywanie dokładnego słowa wymaga pokory, miłości, dziękczynienia i bojaźni Pana. Ten, kto prorokuje, mówi ku zbudowaniu, pocieszeniu i napomnieniu. Wiem, że pewnego dnia stanę przed Jezusem Chrystusem, by zdać sprawę z każdego słowa, które wypowiedziałem.

Przy wielu okolicznościach wspominam, że mam po swojej prawej stronie anielskiego skrybę, który zapisuje każde słowo wygłoszone przeze mnie jako proroka Pana. Zaczęło się to, od kiedy zostałem chrześcijaninem i zacząłem poruszać się w obdarowaniu proroczym. Widzę, że pisze w pięknym niebieskim kolorze. Gdy Pan pokazał mi ten atrament, zdałem sobie sprawę, że coś jest dla Niego ważne. Alleluja! Ale gdy byłem początkujący, gdy „raczkowałem” w sferze proroczej, czasami widziałem, jak niebieski atrament zamienia się w szary. Zapytałem więc Pana, co to oznacza. Odpowiedział:

Niebieski atrament jest z nieba, oznacza, że wypowiadasz Moją wolę, a szary – że prorokujesz z siebie”.

Natychmiast pokutowałem ze swojej pychy i zobaczyłem, jak Jezus zmywa te strony w Księdze Pamięci swoją krwią. Szare notatki zostały wymazane na wieki. Zapytałem potem siebie: „Jak wiele razy jeszcze On będzie musiał to dla mnie robić?”. Wtedy naprawdę zrozumiałem, że jeśli mam być prorokiem Pana, muszę mieć bojaźń Bożą i być pewny, że każde słowo prorocze, które wypowiadam, pochodzi od Ojca, a nie ze mnie!

Amos mówi w trzecim rozdziale, siódmym wersecie swojej księgi: „Bo Pan Bóg nie uczyni niczego, jeśli nie objawi swego zamiaru sługom swym, prorokom”. Sam fakt, że ktoś posiada proroczy płaszcz lub powołanie czy obdarowanie nie oznacza, że przyjmuje świeżą mannę. Jeśli nie kochasz służenia, otrzymasz jedynie stare rzeczy, jedynie to, co wyprodukuje twoja dusza.

 

Jak już zauważyłem, każdy chrześcijanin nosi na sobie płaszcz zbawienia. Widziałem jednak sytuacje, w których ludzie uważający się za chrześcijan mieli ten płaszcz podarty, ponieważ byli mocno uwikłani w walkę między światem, jego kulturą, wpływem i pokusami a swoimi przekonaniami, które wydawały się już zanikać. Musisz być święty, czysty i sprawiedliwy. Jeśli brama oczu Jezusa Chrystusa jest czysta, nasza też powinna taka być.

Często gdy zaczynam usługiwanie, widzę, jak dwóch aniołów wchodzi do pomieszczenia, niosąc płaszcze proroczego i apostolskiego namaszczenia. To na apostołach i prorokach opiera się kościół (ecclesia). Przypomnę jednak – jeśli jesteś w służbie, pamiętaj, że nie czerpiesz tożsamości ze swojego płaszcza. Jeśli twoja tożsamość jest w twoim płaszczu, w twojej służbie czy w twojej pracy, mówię ci: jesteś sierotą. Potrzebujesz [na przykład] duchowego ojca i duchowej matki, którzy przyjdą, wyprowadzą cię z tego miejsca i pokażą, że twoją prawdziwą tożsamością jest Chrystus w tobie, nadzieja chwały. To Chrystus jest naszą tożsamością. Gdy czerpiemy naszą tożsamość z tego, co robimy, nie jesteśmy na tyle skuteczni, by zrobić to, czego chciałby Bóg w kwestii zmiany kultury naszej ziemi, a na tym polega eklezja.

 

Chciałbym w tym miejscu przedstawić inny aspekt przychodzenia na zgromadzenia, bez względu na to, czy mówimy o nabożeństwie, konferencji czy seminarium. Widziałem w przeszłości, jak ludzie próbują rozpoznać duchy religijne w rożnych miejscach. Ja sam miałem w zwyczaju modlić się przeciwko duchom religijnym, a potem zastanawiałem się, dlaczego ludzie nie byli uwalniani. Pewnego dnia Pan powiedział mi, że tak się dzieje, ponieważ nie każda forma religii jest zła. Oczywiście, jeśli prowadzi nas Duch Święty, jest to czysta religia. Istnieje bowiem nieskażona, czysta forma religijności. Tak więc Pan powiedział do mnie: „Nie módl się nigdy więcej przeciwko duchom religijnym”. Zapytałem: „Panie, jakie jest ich imię?”. Odpowiedział mi: „Sanhedryn to miejsce, gdzie tradycje są tworzone przez człowieka, a Boże przykazania są nieskuteczne”. Mówiąc o ludzkich tradycjach, Jezus powiedział o religijnych przywódcach tamtych czasów: I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie (Mk 7:13). Nie każda tradycja lub religia jest zła. Paweł napisał do Tesaloniczan: Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu (2 Tes 2:15).

Sanhedryn w swoim legalizmie stworzył ludzką tradycję. Nazwa „Sanhedryn” pochodzi od zgromadzeń dwóch grup studiujących prawo. W tamtym czasie nazywano ich Sanhedrynem. Faryzeusze i saduceusze wspólnie ustanawiali swoje prawa i zasady i nadawali im większą wagę niż doskonałej woli Bożej, objawionej w Piśmie. Odkryłem zatem, że kiedy modliłem się przeciwko duchowi Sanhedrynu, ludzie byli uwalniani, ze mną włącznie. Zanim to się stało, myślałem o sobie, że jestem wolny, ale Pan odpowiedział: „Ha, ha! Teraz naprawdę cię uwolnię”. Od tamtej pory jestem naprawdę wolny i nadal będę się tą wolnością cieszył. Dlaczego? Ponieważ odkryłem, że swoimi słowami zakorzenionymi w Jego Słowie mogę otworzyć drzwi, których nie zamknie żaden człowiek, i zamknąć drzwi, których nikt nie otworzy.

To dzięki biblijnym słowom wiem, że mogę mieć błogosławieństwa Księgi Rodzaju 1:28 i mogę panować. Bóg obiecuje na przykład, że według swego bogactwa w Chrystusie Jezusie wspaniale zaspokoi każdą moją potrzebę (Flp 4:19). Ale kiedy mówimy: „Nie stać mnie na to”, unieważniamy ten fragment Pisma, a zatem Bóg nie może działać na podstawie swojej obietnicy. Już najwyższy czas, żebyśmy wypowiadali słowa życia i porzucili te stare przymiotniki i rzeczowniki, które mówią o przegranej, które powstrzymują nasze przeznaczenie i które sprawiają, że przedwcześnie umieramy. Miałem pewną znajomą, która mawiała do swoich krewnych: „Czasami chciałabym moc zapomnieć wszystko, co robiliście jako dzieci, i jak bardzo mnie stresowaliście!”. I dokładnie to się wydarzyło, gdy zaczęła się starzeć. Swoimi słowami doprowadziła się do demencji i do przedwczesnej śmierci.

 

źródło: Pat Holloran "Fundamenty Nadprzyrodzonego Życia", Wyd. Dawida, książka dostępna do kupienia TUTAJ

tekst w nawiasach kwadratowych - przypisy redakcji otwarteniebo24.pl