Wyświetla wpisy wg etykiety: pokuta
Nasze pełne wysiłku próby dążenia do świętości wydają się warte zachodu, ale skrywają w sobie pewną ujemną stronę. Jeśli wierzymy, że wszystko, co otrzymujemy, mamy jedynie dzięki własnym wysiłkom, będziemy się bali z nich zrezygnować. Stanowi to pewną formę uzależnienia. Zaczniemy się martwić, że jeśli przestaniemy robić to, co robimy, nasze potrzeby nie zostaną zaspokojone. W nasze życie wedrze się strach - jeśli nie wykonamy pracy dla Boga, On nie okaże nam swojej miłości i nie zatroszczy się o nas. Wpadniemy w kierat: wypada zrobić to, powinienem zrobić tamto. Stracimy wszelką radość, a Bóg zostanie zredukowany do roli nadzorcy, któremu musimy być posłuszni, jeśli chcemy, aby nasze potrzeby zostały zaspokojone. Kiedy taki sposób myślenia się w nas zakorzeni, nie przyjdzie nam nawet do głowy, że Jedyny Bóg oferuje nam bezpłatnie dobre dary, które mogą zaspokoić każda naszą potrzebę. Nasza duma i arogancja domagają się, abyśmy zasłużyli na prawo do istnienia.
niedziela, 01 lipca 2018 12:28
Jezus nigdy nie przeskakiwał procesu pokuty. Jego celem nie było obejście tego procesu, poprzez kuszenie ludzkiej psyche za pomocą całej listy „chrześcijańskich bonusów”, które są powiązane z przyjściem do Pana. Używał miecza wobec wywyższającej się duszy i nie przejmował się, czy ludzie się obrażą przez słowo, które wypowiedział. Czy był okrutny, czy miał twarde, nieczułe serce, czy był osobą pozbawioną wrażliwości? Absolutnie nie! Przecież umarł za nas! On po prostu wiedział, że skutek upadku pierwszego człowieka musiał zostać odwrócony – z tego powodu przyszedł na Ziemię – ale w tym celu ludzka psyche musi umrzeć, a nie zostać jakoś ugłaskana. On wiedział, że objawienie i pokuta są częścią tego procesu. Bez odsłonięcia nowego zrozumienia, przychodzącego z nieba, liczenie na zmianę jest bez sensu.
niedziela, 06 listopada 2016 09:48
  W swej nieodrodzonej i grzesznej naturze każdy człowiek, jaki kiedykolwiek przyszedł na świat, odwrócił się plecami do Boga, swojego Ojca i do nieba, swojego domu. Każdy krok oddala go od Boga i nieba. Gdy tak idzie, światło jest za nim, a cienie przed nim. Z każdym krokiem cienie robią się dłuższe i ciemniejsze. Każdy krok przybliża go do końca – do grobu, do piekła, do nieskończonej ciemności i utraconej wieczności. Każdy człowiek, który obrał tę drogę, musi zrobić jedną rzecz. Musi zatrzymać się, zmienić zdanie, zmienić kierunek, odwrócić twarz, odwrócić się plecami do cieni i stanąć twarzą do światła.  
niedziela, 13 marca 2016 15:38

Magazyn