poniedziałek, 12 września 2011 18:47
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Jezus uwolnił ją z okultyzmu!

Z książki "Wyższe Poziomy Walki Duchowej" Any Mendez Ferrell: To jest świadectwo tego, jak Bóg uratował mnie od bycia kapłanką voo-doo i powołał do Swojej służby. Miałam osiemnaście lat, kiedy Jezus osobiście zjawił się w moim pokoju. To była pora deszczowa, więc nocne niebo było zachmurzone. Przebywałam w mojej sypialni, przygotowując się do egzaminu końcowego, kiedy coś przeszkodziło mi w nauce. Zaczęłam odczuwać jak jakaś niesamowicie potężna moc ciągnie mnie w kierunku okna. Przepełniona ciekawością podeszłam, próbując zobaczyć siłę, która mnie przywoływała.

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Diabelska ceremonia

Zaplanowaliśmy ceremonię mojej inicjacji, bazującej głównie na składaniu ofiarach ze zwierząt opisanych w Trzeciej Księdze Mojżeszowej. Osoba przechodząca inicjację musiała koniecznie być kąpana we krwi, co według czarnoksiężnika, reprezentowało krew przelaną w zadośćuczynieniu. Kiedy przybyłam do jego domu ubrana w mój biały ceremonialny strój, czekał na mnie odziany w długą czarną szatę z czerwonym kołnierzem; jego asystent był ubrany w ten sam sposób.

Na środku pokoju stał długi stół nakryty czarnym płaszczem. Na każdym jego rogu ustawione były świece. Statuetka Świętej Teresy, patronki śmierci, stała na przedzie stołu. Po jednej stronie znajdował się uprzednio przygotowany kominek, laski i govies (były to zamknięte ceramiczne pojemniki, mieszkanie pomagających duchów). Laski były środkiem używanym przez ducha śmierci do komunikowania się - takie było wytłumaczenie czarnoksiężnika. Na drugim końcu stołu ustawiono wiele figurek świętych i dziewic, które wyglądały tak, jakby obserwowały ceremonię. Nie przeszkadzało mi to, bo były to te same figurki, które dawniej widywałam w kościołach katolickich. Były ze mną trzy dziewice, ich rolą było pomaganie mi i dotrzymywanie towarzystwa w trakcie inicjacji.

W końcu nadszedł czas. W tle było słychać przepiękną symfonię Wagnera. Ten rodzaj muzyki jest częścią magicznego uwodzenia. Ciemna strona duchowego świata nie używa tylko hałaśliwych dźwięków rock'n'rolla, ale także muzyki, która wabi zmysły, porusza każdą cząstkę duszy i wywołuje wzniosłe uczucia. Są to strategie wroga, by osłabiać ochronę, subtelnie penetrować i opętywać nieuważne dusze. W atmosferze obecne było potężne, zniewalające wyczekiwanie, które stwarzało pragnienie kontynuacji ceremonii.

 

Czarownik zaczął przywoływać moce duchowe, które miały uczestniczyć w mojej inicjacji. Następnie, po serii zaklęć, wziął chleb i wino i podał mi je jako symbol paktu. Powoli zaczął się zmieniać, inna osobowość zaczęła przemawiać teraz przez niego, wciąż jednak z magiczną i subtelną fascynacją.

Potem wziął ptaki ofiarne, dwa koguty i dwa białe gołębie. Krwią kogutów obmył wizerunki świętych i dziewic, przywołując odpowiadające im imiona bogów afrykańskich, które każda z nich reprezentowała. Następnie obciął głowy gołębiom i rozlał nade mną ich życiodajny płyn. Zanim to się stało, towarzyszące mi dziewczęta odprowadziły mnie do oddzielnego pokoju, rozebrały i owinęły jak mumię, przygotowując do ceremonii pogrzebowej. Kiedy już byłam owinięta w pogrzebowe bandaże, zaniosły mnie z powrotem i położyły na stole nakrytym długim, czarnym płaszczem - symbolizował on moją trumnę.

 

Czarownik przeszedł do czytania katolickiej liturgii pogrzebowej, przywołał ducha śmierci, aby przyszedł do mnie, następnie zakończył, mówiąc: Ana Mendez! Spoczywaj w pokoju! Potem zgasił światło, tylko cztery świece otaczające moją trumnę były wciąż zapalone. Zostałam sama w pokoju z moimi dziewczętami, unieruchomiona z powodu krępujących mnie bandaży. Czułam intensywny strach, a jednocześnie doświadczałam nieznanych mi, niezwykłych emocji.

Przez długi czas jedyną rzeczą, którą słyszałam było tykanie zegara. Nagle poczułam jak niezwykła siła zawładnęła mną i natychmiast znalazłam się poza swoim ciałem, unosząc się pośrodku pokoju. W tym momencie laski, oparte o kominek powstały bez niczyjej pomocy i zaczęły delikatnie stukać o podłogę, jakby w tempie marsza. Byłam oszołomiona, patrząc na to z góry. Nagle z wizerunku świętej Teresy zaczęła się wyłaniać postać z czarnego dymu, z rozpostartymi kościstymi dłońmi. Miała długie, postrzępione włosy i makabryczną twarz. Ostrymi szpiczastymi paznokciami utorowała sobie drogę do mojego ciała, które nadal leżało na stole. Chciałam krzyczeć, zatrzymać to, ale nie byłam w stanie zrobić niczego ze względu na pozycję, w jakiej znajdował się mój duch. W ciągu kilku sekund, zatopiła się we mnie i nie mogłam już jej widzieć. Później inne postacie wyszły z kominka - były bladozielone, one także weszły do mojego ciała.

W tej chwili mój duch powrócił do ciała, czułam silny przepływ mocy, przechodzący przez każdą komórkę. Miałam wrażenie, że jestem naładowana jak wysokowoltowa bateria. Magnetyzm, który teraz mnie napełniał, przyciągnął laski, które ułożyły się w kształcie krzyża nad moimi piersiami, a szpony niewidzialnego ptaka chwyciły mój mózg. Jedna z moich panien wydała z siebie przeciągły, agonalny krzyk i powiedziała: Oni pociągają moja duszę, zabierają mnie. Wtedy nagle do pokoju wszedł czarownik i podczas, gdy jego asystent zajął się dziewczyną, on przystąpił do przeprowadzania moich narodzin na nowo. W symboliczny sposób naśladował akuszerkę wyciągającą dziecko z łona matki. W ten sposób ściągnął mnie ze stołu. Następnie powiedział: Teraz narodziłaś się na nowo, urodziłaś się dla mocy magii. Potem ochrzcił mnie nowym imieniem.

 

Opuściliśmy ceremonię, ale ja nie byłam już więcej sobą. Od tego dnia zostałam całkowicie opętana przez moc, która kierowała moimi krokami w świecie okultyzmu. Zostałam straszliwie zwiedziona, moja dusza była w przymierzu z diabłem. Oczywiście nikt ci nie powie, że to z szatanem zawarłeś przymierze. Będą cię przekonywać, że zajmują się białą magią, więc takie ceremonie są nieszkodliwe, a tylko naśladowcy Lucyfera zaangażowani są w czarną magię. Czarownik powiedział, że nasze przymierze zawarte zostało tylko z duchami światła, które pochodzą od tych pięknych świętych i dziewic, których misją jest niesienie nam pomocy w naszym codziennym chodzeniu po tej ziemi. Stopniowo zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie była to prawda, ale zdanie, które wciąż rozbrzmiewało echem w mojej głowie brzmiało: Kiedy wchodzisz na tę ścieżkę, nie ma z niej wyjścia.

(Strona 2 z 6)

Magazyn