poniedziałek, 12 września 2011 18:47
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Jezus uwolnił ją z okultyzmu!

Z książki "Wyższe Poziomy Walki Duchowej" Any Mendez Ferrell: To jest świadectwo tego, jak Bóg uratował mnie od bycia kapłanką voo-doo i powołał do Swojej służby. Miałam osiemnaście lat, kiedy Jezus osobiście zjawił się w moim pokoju. To była pora deszczowa, więc nocne niebo było zachmurzone. Przebywałam w mojej sypialni, przygotowując się do egzaminu końcowego, kiedy coś przeszkodziło mi w nauce. Zaczęłam odczuwać jak jakaś niesamowicie potężna moc ciągnie mnie w kierunku okna. Przepełniona ciekawością podeszłam, próbując zobaczyć siłę, która mnie przywoływała.

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

 

Praca u diabła

Potem zaczęła się współpraca z czarownikiem: uprawialiśmy czary, czytaliśmy z kart i, ilekroć to było możliwe, wprowadzaliśmy w czary innych ludzi.

Głosy duchów, które zawładnęły mną, z czasem stawały się coraz wyraźniejsze. Duchy te były potężne, posiadały zdolność uzdrawiania chorych, przeprowadzania uwolnień. W rzeczywistości były zwodnicze, bo to, co robiliśmy, było usuwaniem jednego ducha i zastępowanie go innym. Ludzie cieszyli się, wierząc, że są wolni, ale te duchy w końcu mściły się na nich.

 

Czarownik szybko dostrzegł moje ogromne zdolności do magii. Zaprosił mnie, bym przyłączyła się do „trójkąta mocy" wraz z inną czarownicą, która była naszą przyjaciółką. Za każdym razem ceremonie stawały się coraz potężniejsze, ofiary były coraz liczniejsze, zwierzęta, które składaliśmy, były coraz większe. Zaklęcia, jak i również demony, które opanowywały nas, były za każdym razem potężniejsze.

 

W czasie pełni księżyca chodziliśmy o północy na cmentarze, aby „wyciągać zmarłych" (mówiąc w przenośni) i czynić ich naszymi sprzymierzeńcami. Wstęp do duchowego świata i wizyty posłańców w przebraniu aniołów światłości stały się naszym chlebem powszednim. Moc, która wychodziła ze mnie (moich demonów), była za każdym razem coraz bardziej imponująca.

 

Moja osobowość zauważalnie się zmieniła, a serce było pełne nienawiści do każdego. Stałam się skrajnie agresywną osobą z nieprawdopodobną siłą fizyczną, która zadziwiała nawet mężczyzn. Byłam pełna arogancji i pogardy wobec innych. Rozwinęło się we mnie pragnienie zabijania. Chwała Bogu, nigdy nikogo nie zabiłam, ale znajdowałam przyjemność w składaniu ofiar ze zwierząt. To było jak narkotyk, odczucie mocy, którą wydzielały umierające zwierzęta.

Kiedy wzrastałam w poznaniu i wstępowałam na nowe poziomy okultyzmu, diabeł zaczął objawiać siebie takim, jakim jest. Na początku składał mi wizyty pod niesamowicie piękną postacią, posłaną, by mnie uczyć i uwodzić, bym została jego żoną. Z czasem jednak okazał się potwornym, odrażającym stworzeniem, którym w rzeczywistości był. Jego subtelność była z początku czarująca i fascynująca, potem przekształciła się w tyranię, której musiałam być posłuszna za wszelką cenę.

W razie najmniejszego oporu byłam natychmiast dręczona przez demony, które przychodziły, aby mnie biczować. Mój dom był całkowicie opętany. Duchy wchodziły i wychodziły, mieszkając w nim na stałe. Spędziłam niekończące się noce terroryzowana przez duchy, które zostały wyznaczone, by dręczyć mnie aż do wyczerpania.

Z drugiej strony zyskałam sławę, pieniądze i wpływowych przyjaciół. Zauważyłam jednak, że nie do końca to, z czego chełpił się Szatan odnośnie swojej osoby, jest prawdą. Byłam już w tym czasie po potężnej inicjacji, osiągając pozycję kapłanki voo-doo i Palo Mayombe (wysoka pozycja w kubańskiej Santerii). To dało mi autorytet, by zbliżać się do wyższej satanistycznej hierarchii, a nawet do samego Szatana. Mogłam prosić o wszystko, co było mi potrzebne do moich czarów; jednak były pewne rzeczy, których niezależnie od tego jak wiele ofiar i ceremonii odprawialiśmy, diabeł po prostu nie mógł zrobić.

 

Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że cała moc, której posiadaniem się chwalił, jest ograniczona. Były miejsca, do których po prostu nie mógł wejść i ludzie, których nie mógł dotknąć. Byłam na niego strasznie wściekła, bo w wielu wypadkach bardziej chełpił się tym, co może osiągnąć, niż faktycznie był w stanie zamanifestować w rzeczywistości. Kiedy w końcu zdał sobie sprawę, że wiem o nim coś, czego nie było mi wolno o nim wiedzieć, zdecydował się mnie zabić.

 

Pewnego popołudnia, wraz z czarownikiem, pojechaliśmy na targ czarownic w Meksyku, by nabyć kilka rzeczy potrzebnych do ceremonii. Powiedział: Chciałbym przedstawić cię Patronowi Nędzarzy - takie imię ma moc, mająca to miejsce we władzy. Wchodziliśmy w wiele zakamarków targu, aż doszliśmy do wielkiej szklanej niszy, która była pusta. Westchnął sfrustrowany i powiedział: Niedobrze, zabrali go, by się pożywił. (to znaczy, że poszli składać mu krwawe ofiary) Chciałbym, żebyś go zobaczyła, bo robi wielkie wrażenie. Ma postać dziecka bez oczu, jego oczodoły są puste, krew spływa po jego policzkach.

(Strona 3 z 6)

Magazyn