niedziela, 08 stycznia 2017 12:24
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Jak działa wiara? Świadectwo uzdrowienia z bezpłodności - Victor Lorenzo

Przez prawie 4 lata próbowaliśmy działać, otwierając się na wszystkie nowe metody z tego obszaru, ale pewnego dnia po wizycie w jego biurze powiedział, że doszliśmy do granic możliwości medycznych i nic, co dostarcza nauka, nie pomoże nam w zajściu w ciążę. (...) Wracaliśmy do domu i moja żona bardzo to przeżywała. Spytała się mnie, co sądzę o adopcji. Przypomniał mi się wtedy werset, który mówi, że dzieci są błogosławieństwem Pana. Powiedziałem jej, że jeżeli nie możemy normalnie mieć dzieci, to jest to sprawa duchowa, jakieś przekleństwo, chyba że Bóg ma po prostu inne plany względem nas. Nie zamierzałem więc tak po prostu zaakceptować tego stanu. Tego dnia podjęliśmy więc decyzję, że mówimy „nie” wszystkiemu, co medycyna będzie w stanie zrobić w przyszłości i zdajemy się całkowicie na Boga.

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Opowiem wam krótko o sobie. Mam na imię Victor, jestem żonaty od 22 lat. Moja żona ma na imię Sylwia. Mamy dwójkę dzieci: Gonzalo i Melisę. Chcę powiedzieć wam coś, żeby wzbudzić waszą wiarę.

Kiedy się z Sylwią pobieraliśmy, musiałem podpisać szczególny dokument w trakcie ślubu cywilnego – w Argentynie mamy oddzielną ceremonię kościelną i cywilną. Musiałem oświadczyć, że zdaję sobie sprawę z tego, że Sylwia dostała od lekarzy diagnozę, że nie będzie mogła mieć dzieci (powiedzieli jej to, gdy miała 17 lat). W akcie ślubu musiałem podpisać, że jestem świadomy tego stanu, ponieważ w Argentynie, jeżeli kobieta zatai tę informację, jest to powód do anulowania małżeństwa. Sylwia z zawodu jest biochemikiem i w tamtych czasach pracowała z lekarzem, profesorem na Uniwersytecie w Buenos Aires, który był uznanym autorytetem w dziedzinie bezpłodności. Zaoferował nam on pomoc w leczeniu tego stanu. Przez prawie 4 lata próbowaliśmy działać, otwierając się na wszystkie nowe metody z tego obszaru, ale pewnego dnia po wizycie w jego biurze powiedział, że doszliśmy do granic możliwości medycznych i nic, co dostarcza nauka, nie pomoże nam w zajściu w ciążę. Ponieważ był jednocześnie gorąco wierzącym katolikiem dodał: „Ale wiem, że Bóg ma ostatnie słowo! Wiem, że jesteście wierzącymi, jedynie jako lekarz mówię wam, że ja nic nie mogę zrobić.”

Wracaliśmy do domu i moja żona bardzo to przeżywała. Spytała się mnie, co sądzę o adopcji. Przypomniał mi się wtedy werset, który mówi, że dzieci są błogosławieństwem Pana. Powiedziałem jej, że jeżeli nie możemy normalnie mieć dzieci, to jest to sprawa duchowa, jakieś przekleństwo, chyba że Bóg ma po prostu inne plany względem nas. Nie zamierzałem więc tak po prostu zaakceptować tego stanu. Tego dnia podjęliśmy więc decyzję, że mówimy „nie” wszystkiemu, co medycyna będzie w stanie zrobić w przyszłości i zdajemy się całkowicie na Boga.

Trzy tygodnie później mój ojciec wezwał nas do swojego biura. Mój ojciec był pastorem baptystycznym, obecnie jest prezbiterem naczelnym Kościoła Baptystów w Argentynie. Teraz można mówić, że jest mocnym charyzmatycznym wierzącym, ale wówczas nasz kościół dopiero się otwierał na nowe wymiary w rozumieniu Boga i tego jak działa Jego Duch. Wezwał nas wtedy do biura i stwierdził: „Bóg mi powiedział, że będę dziadkiem. Będziecie mieli dziecko i to będzie chłopak. Urodzi się w czerwcu przyszłego roku – to znaczy za 15 miesięcy”. Przyjęliśmy to słowo i wróciliśmy z Sylwią do domu. Spytałem się jej: „Wierzysz w to?”. Odpowiedziała: „Tak! Musimy coś z tym zrobić!” Poza przyjemną pracą domową, która nas czekała, zastanawialiśmy się, jakie kroki mamy jeszcze podjąć. Położyłem ręce na jej brzuchu i zacząłem ogłaszać, że jest w ciąży, a następnie wybraliśmy imię, które chłopiec będzie nosił. W następny weekend poszliśmy na spotkanie z naszym zborem – i bardzo silnie poczułem od Boga, że każe mi ogłosić przed wszystkimi, że Sylwia jest w ciąży. Podszedłem na przód i powiedziałem: „Tato, muszę coś ogłosić kościołowi”. Ojciec wiedział, że bywam trochę szalony, więc się zmartwił: „Co ty zamierzasz powiedzieć?”. Odpowiedziałem: „Ogłoszę, że Sylwia jest w ciąży!”. „A jest?” – spytał. „Nie. To znaczy w pewien sposób jest, bo sam powiedziałeś, że za 15 miesięcy urodzi dziecko!” Ojciec powiedział: „Odbiło ci!”. Ale i tak stanąłem przed zborem i powiedziałem: „Chcę wam wszystkim powiedzieć, że Sylwia jest w ciąży!”. Wielu ludzi z kościoła modliło się o to, więc ludzie zaczęli się cieszyć i klaskać. Mój kolega siedzący w pierwszym rzędzie spytał się wtedy: „A kiedy dziecko się urodzi?”, a ja na to odpowiedziałem: „W czerwcu przyszłego roku - za 15 miesięcy!”. Ludzie zaczęli się śmiać, a ktoś powiedział: „O, to prawie tak samo jak u słonia”. Ale dla mnie to było niezdrowo cyniczne, więc zgromiłem ten komentarz i powiedziałem ludziom: „Jeżeli za 15 miesięcy nie stanę tu przed wami z moim dzieckiem i nie będziemy z Sylwią świętować życia, to przestanę być liderem jakiegokolwiek rodzaju w wśród was – ale jeżeli stanę tu z moim dzieckiem, to wszyscy będziecie musieli pokutować z niewiary”.

17 czerwca tego roku (2007 – przyp. red.) Gonzalo skończył 18 lat. Dokładnie 15 miesięcy po tym, jak dostaliśmy od Pana słowo, nasz syn przyszedł na świat.

W ten sposób łamiesz rzeczy, które cię ograniczają i poruszasz się w wierze. Wiara nie jest czekaniem, by coś się wydarzyło. Wiara polega na podejmowaniu działania, które pokazuje, w co wierzysz. Wiara jest pewnością, że coś się wydarzy (patrz Hbr 11:1). Wiara sprawia, że podejmujesz ryzyko! Biblia mówi w Psalmach: „Wykrzykujcie na cześć Pana”, „Krzyczcie do Boga! Wejdźcie na szczyt góry i ogłoście jak dobry jest Pan”. My mamy przyjść do światła i być światłem. Mamy oświecać świat. Ludzie mają nas rozpoznawać. Świat nas ma widzieć. Ma widzieć, kim jesteś w Chrystusie. Nie wolno nam się gdzieś chować w ciemności.

 

Źródło: fragment głoszenia „Die Zukunft der Gemeinde”, wygłoszonego przez Victora Lorenzo 30.6.2007 r. na seminarium w Konstanz. Więcej: km-null.de

Tłumaczenie: otwarteniebo24.pl

Magazyn