poniedziałek, 20 lutego 2012 23:49
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Dlaczego ludzie chorują? - Dmitrij Haritonowicz cz.1

Ciekawy wywiad z baptystą, który otrzymał dar Ducha Świętego. Bóg używa go w znakach i cudach na Ukrainie. W rozmowie dowiesz się o jego doświadczeniu w chodzeniu z Bogiem. | Cześć pierwsza. Zapraszamy na kolejne, które będziemy sukcesywnie zamieszczać.

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Już wkrótce minie 30 lat od momentu, w którym Dmitrij Haritonowicz Bierieziuk rozpoczął działalność w służbie dla Boga usługując bezcennym darem. Pan uzdrowił przez jego ręce tysiące chorych ludzi.

Główny redaktor „Błagowiestnika” odwiedził brata Bierieziuka i przeprowadził z nim wywiad. Rozmowa dotyczyła wielu zagadnień z życia duchowego: począwszy od metod walki z siłami zła, a na problemach w rodzinie i małżeństwie skończywszy. Każdy, kto szczerze pragnie być bliżej Pana, znajdzie w tym artykule wiele ciekawych informacji korzystnych dla duchowego wzrostu.

 

WIKTOR KOTOWSKI (główny redaktor): Nasz świat przeżywa trudne czasy, niestabilność polityczną, ciężki kryzys ekonomiczny, niepewność przyszłości. Sporo przykrości sprawiają nam choroby. Naukowcy twierdzą, że w naszym kraju nie ma ani jednej osoby całkowicie zdrowej wśród dorosłych obywateli. Niekiedy wysokie koszty leczenia uniemożliwiają chorym pozbycie się najprostszych dolegliwości, nie mówiąc już o ciężkich chorobach, nad którymi oficjalna medycyna rozkłada tylko bezradnie ręce. Bóg oczywiście ma moc, by uzdrowić każdą chorobę. Są też ludzie, których używa, aby uzdrawiać innych. Jednak nie każdy wierzący ma taką możliwość. Biblia twierdzi, że trzeba mieć szczególny dar od Pana. Nasi czytelnicy pytają: „Czy obdarowanie przez Boga nie jest przypadkiem związane z jakimiś szczególnymi zdolnościami człowieka, który otrzymuje dar?” Chciałbym, bracie, byś powiedział naszym czytelnikom czy posiadasz jakieś nadprzyrodzone zdolności, dzięki którym dokonują się te cudowne uzdrowienia?

DMITRIJ: Żadnych nadprzyrodzonych zdolności nie posiadam. Jestem zwykłym wierzącym, jestem tylko świadkiem Chwały Bożej i nie wiem dlaczego Pan wybrał właśnie mnie, ale jestem Mu za to wdzięczny.

WIKTOR: Czy chcesz powiedzieć, że uzdrowienie człowieka takim nadprzyrodzonym sposobem ani trochę nie zależy od Twoich zdolności czy szczególnej chęci?

DMITRIJ: Tak.

WIKTOR: W jaki sposób Pan daje Ci zrozumieć swoją wolę o uzdrowieniu?

DMITRIJ: Klękam na kolana, zaczynam się modlić i Bóg objawia mi. Czytam duszę jak książkę. Wystarczy spotkać się z człowiekiem i już wiem, jaki ma grzech, co robi, o czym marzy, czego oczekuje. Niedawno byliśmy w Polsce i odwiedzaliśmy wierzących; jest tam jeden brat, kaznodzieja, bardzo znana osoba. Spotkaliśmy się, a Bóg od razu pokazał mi jego serce. Nawet trochę się speszyłem, brat miał bowiem poważne grzechy. Co wtedy robić? Przecież Bóg pokazuje serca nie dla zabawy, chce je leczyć. Wtedy zaczynam mówić: „Czy wiesz, bracie, są takie grzechy w ludziach…, ile robią krzywdy, ile dzieci Bożych straciło łaskę i jaka kara czeka na tych grzeszników?” W taki sposób przeprowadzam lekką, pozornie niezobowiązującą rozmowę. A ta osoba słucha i zastanawia się. Powiedziałem do niego: „Przez ten grzech ludzie nie będą mieli sukcesu ani w pracy, ani w życiu osobistym.” Mówiłem do niego, mówiłem, a później on zwrócił się do mnie: „Wiesz co, bracie, chodź ze mną” i prowadzi mnie przez miasto, później za miasto, później drogą do lasu. Droga już się skończyła, a my wciąż idziemy lasem. Było to na wiosnę, a są akurat wtedy kałuże, błoto, wilgotny mech. Prowadzi mnie, prowadzi, a potem pada twarzą w mech i zaczyna płakać: „Mój drogi bracie, ja mam wszystkie te grzechy, o których mówiłeś, otworzyłeś moje serce. Ciebie przysłał tutaj Bóg, żeby wybawić mnie z tego bagna i teraz będę wyciągał wszystkie grzechy z mojej duszy, wszystko takim jakim jest.”

WIKTOR: Chwała Panu!

DMITRIJ: I powiem wam, że takie wydarzenia czasami mają miejsce. Niby pracował dla Boga, ale szatan związał go łańcuchem.

Opowiem jeszcze jedno zdarzenie. Było to w Polsce: pojechaliśmy do pewnej siostry, która przez wiele lat leżała chora, była sparaliżowana. Już tyle różnych osób modliło się o nią, tylu braci przyjeżdżało. Bracia byli nawet z Ameryki, ponieważ mąż jej tam emigrował i zarabiał dużo pieniędzy, a jeżeli któryś z sąsiadów wracał do Polski, kierował ich, aby odwiedzili żonę i pomodlili się o jej uzdrowienie. Znajomy brat mówił: „Jeśli chcesz, odwiedź ją, ale tam taka sprawa…, już wszyscy tam byli”. Słuchałem głosu brata i zarazem głosu szatana. Od razu zrozumiałem, że z tą siostrą dobrze popracował szatan i teraz mocno ją trzyma w swoich kajdanach. Brat powiedział tak: „Jak chcesz – możesz iść, jeśli nie, nie trzeba. I tak to nic nie da.” Mówię więc do niego: „Wiesz, bracie, pójdę do tej siostry, ale mam jeden warunek.” „Jaki?” – pyta. „Zanim zaczniemy modlić się o uzdrowienie – odpowiadam – musimy odszukać korzeń choroby.” I podaję mu werset z Pisma: „Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który wyrasta do góry, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni” (Hebr. 12:15). Mówię do niego: „Jest taki korzeń, który siedzi na wierzchu, a jest taki, co siedzi głęboko i to w taki sposób, że robi wielką krzywdę. Trzeba go wyrwać, a wtedy wszystko będzie w porządku.” „W takim razie, idziemy” – mówi brat. I poszliśmy do niej, a ona siedziała na wózku więc zaczęliśmy rozmowę. Wskazałem tylko na jeden jej grzech, a dalej zaczęła wyznawać sama. Chwała Bogu! Powiedziała: „Słyszę, że Chrystus jest tutaj obecny, nie mogę ukryć się przed Nim!” Po pokucie poczuła ulgę w swoim sercu. Odpowiedziałem jej: „Chwała Bogu! Jeżeli czujesz ulgę w sercu – wstawaj i idź!”, a ona podniosła się i poszła. Alleluja!

WIKTOR: Bracie Mitia, proponuję zanalizować, co to jest choroba z duchowego punktu widzenia?

DMITRIJ: Kiedy Jezus uzdrowił kobietę, która miała ducha niemocy, była zgarbiona i nie mogła się wyprostować, powiedział: „A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, czy nie należało uwolnić od tych więzów (…)?” (Łk.13:16). Lekarze postawiliby tylko diagnozę: reumatyzm i koniec, a Chrystus stwierdził: „szatan ją uwięził”. W Piśmie Świętym jest wiele miejsc, które mówią o tym, że choroba jest od szatana. Jest ich wielu, tych służących szatana, bardzo wielu.

WIKTOR: Czy nie od złych duchów pochodzą choroby?

DMITRIJ: Oczywiście. Są choroby od duchów, ale są też po prostu choroby ciała. Nawet podam przykład: znam braci, którzy wypędzali demony z innego brata. Była to choroba podobna do padaczki: wywija człowieka i rzuca o ziemię. Wypędzają, wypędzają, a nic się nie dzieje. Kiedy przyjechałem i pomodliłem się, Bóg pokazał mi, że „nie ma w nim żadnego demona”. Pytam: „Posłuchaj, bracie, może kiedyś uderzyłeś się w głowę?” Odpowiada: „No tak, kiedyś jechałem na rowerze i chciałem przejechać pod szlabanem.” „Od kiedy masz takie napady?” – „Od razu się zaczęło, dwa, może trzy tygodnie później”. Po takim wypadku jest potrzebne uzdrowienie ciała, ale może wystąpić również choroba psychiczna. A bracia nakazywali: „Wyjdź demonie! Wyjdź demonie!” Później sami się śmiali. Tak to wygląda, kiedy bez objawienia zabiera się do takich spraw.

WIKTOR: Jak wyglądają demony chorób? Czy miałeś okazję zobaczyć je? Niektórzy twierdzą, że wyglądają jak żywe stworzenia, mają organy ruchu, głowę i oczy.

DMITRIJ: Też słyszałem o tym, ale nie widzę ich. Bóg pokazuje mi po prostu, jaką chorobę ma osoba, przyczyny tej choroby i gdzie trzeba nałożyć ręce. Bóg mówi również, w jaki sposób mam zastosować władzę duchową. Przepływa przeze mnie moc Pana i zaczynam działać.

WIKTOR: Bracie Mitia, widzimy jak wielu ludzi cierpi przez moc szatana. Powiedz mi proszę, kiedy zły duch wchodzi w człowieka, czy jest w tym wina samego człowieka? Innymi słowy: żyję na przykład czystym życiem, a on doczepił się. Czy tak może być?

DMITRIJ: Nie, tak być nie może. Opowiem jedno zdarzenie. Kiedyś przyszli do mnie i powiedzieli o jednej siostrze, że jest w niej demon. Jeżeli jest opętana, będziemy się modlić. Zainteresowałem się tym, jak ma na imię demon. Pytam go: „Zły duchu, w imieniu Jezusa Chrystusa powiedz, jak masz na imię?” i dał mi odpowiedź.

WIKTOR: Czy może odmówić odpowiedzi?

DMITRIJ: Nie! Stoi przed sługą Boga i jest zmuszony do mówienia prawdy. Po raz pierwszy spotkałem takiego ducha. Pytam: „Przez jaki grzech wszedłeś w tego człowieka?” I dał mi odpowiedź. Mówię do niego: „Czy znasz Jezusa Chrystusa?” Odpowiada: „Znam. Wyrządził mi wiele złych rzeczy.” „Jakie zło ci uczynił?” Mówi: „Oddzielił ludzi ode mnie i nie pozwala mi dotykać Jego dzieci”. „W takim razie jak wchodzisz w nie?” On odpowiada: „Spójrz na młodzież waszą, jakie ubrania nosi i jak wypełnia słowo swojego Pana.” Dalej go pytam: „Czy wiesz, gdzie jest twoje miejsce?” Odpowiada: „Wiem, gdzie jest moje miejsce. Miejsce moje jest w piekle, ale zanim tam trafię, zrobię jeszcze wiele złych rzeczy.” To dlatego widzimy zło.

WIKTOR: Powiedz, bracie, jak odbywała się ta rozmowa?

DMITRIJ: Ten duch oszpecił siostrę, wykręcił jej twarz, wszystko wykręcił i zaczął przez nią mówić, jak przez rurę, jej ustami. Ona tego nie rozumiała, nie była tego świadoma.

WIKTOR: Uważasz więc, że demon nie może wejść w człowieka, tak po prostu, bez przyczyny?

DMITRIJ: Tak. Uważam również, że choroba jest od złego ducha. Musi być jakaś przyczyna.

WIKTOR: Inny przykład: był człowiek w świecie, robił jakieś grzechy i to się w nim zagnieździło, potem taki człowiek nawrócił się i zaczął chodzić w świętości. W jaki sposób to się odbywa ? Czy jest możliwe, aby zły duch mieszkał w świętości?

DMITRIJ: Może mieszkać bardzo długo. Kiedy dusza przychodzi do Boga potrzebuje dezynfekcji, oczyszczenia, oczywiście w sensie duchowym.

WIKTOR: Czy uważa brat, że pokuta podczas kampanii ewangelizacyjnych nie wystarcza? Takich ewangelizacji, podczas których ludzie wychodzą setkami, by modlić się i pokutować?

DMITRIJ: Nie bardzo wierzę, że te setki pokutują szczerze. Jest to pokuta jednorazowa, bo gdyby to była szczera pokuta, mielibyśmy sto razy więcej wierzących, niż jest w rzeczywistości. Nie mam nic przeciwko wielkim kampaniom ewangelizacyjnym i nie mam nic przeciwko masowej wierze. Jestem jednak za tym, by kościół miał pewną duchową ochronę. Podobnie jest w pszczelim ulu, tam przy wejściu stoją strażnicy, którzy sprawdzają każdą pszczołę. Jeżeli pojawia się obca pszczoła, zabierają ją na bok, odgryzają jej skrzydła i koniec. Bardzo staranny porządek. Z każdą duszą, która się nawróciła, trzeba pracować bardzo skrupulatnie i uważnie. Nie chcę powiedzieć, że w kościołach tego się nie robi. Robią, ale nie wszędzie i często bardziej ze względów formalnych. Uważam, że podczas głębokiej rozmowy trzeba dostać objawienie od Boga, który otwiera serce człowieka i podpowiada, co robić. Jeżeli jest to kaleka duchowy lub chory, trzeba przeprowadzić – jak twierdzą lekarze – badanie duszy. Wiecie, teraz rodzi się dużo duchowych niemowląt, jest wielu takich ludzi, którzy pomagają im się narodzić, jednak zdecydowanie mniej jest niań. Dlatego niemowlęta rodzą się, ale zaraz umierają. Sądzę, że kiedy dusza przyjęła Jezusa Chrystusa i pokutowała, trzeba ją doprowadzić do tego, żeby została ochrzczona Duchem Świętym. Kiedyś przyjechały do mnie dwie kobiety oraz kierowca i przywieźli chorą. Zupełnie niewierzące osoby. Przyjechali, jak do jakiegoś czarownika, bo ktoś im powiedział, że niby uzdrawiam. Ubrane według mody, umalowane.

Najpierw wytłumaczyłem kim jestem, potem opowiedziałem o Bogu, o wierze, dlaczego jest potrzebny chrzest, jak bardzo kocha nas Pan, i co otrzymaliśmy od Niego. Były zdziwione: „Czy jest to możliwe, że są tacy ludzie na świecie?” „Są – odpowiadam – za pięć minut możecie być również wśród nich!” Odpowiedziały: „Tak? Chcemy!” Wówczas opowiedziałem im o raju i piekle, o Duchu Świętym i zbawieniu. „I co – mówię – chcecie, aby Pan ochrzcił was Duchem Świętym?” „Chcemy!” Pierwszym warunkiem, aby Bóg wziął osobę w swoje ramiona, jest szczera modlitwa. Później zaczęliśmy prosić o chrzest w Duchu Świętym i kiedy kontynuowaliśmy modlitwę, Bóg ochrzcił najpierw tę kobietę „przy kości”. Podniosła się z kolan pełna podziwu i powiedziała: ”Wiecie gdzie byłam?” „Gdzie byłaś siostro?” „Już wiem wszystko, byłam w niebie! Słyszałam słowa Boże: < Bóg jest! Bóg jest!>” Wykrzyknęła to tak radośnie i wybiegła na zewnątrz. Wiem, że ludzie w takim stanie mogą biegać i chwytając przechodniów za ręce wołać: „Bóg jest! Bóg jest! Widziałam go!” Ludzie pomyśleliby, że ma coś nie tak z głową. Nie było jej 10–15 minut i zacząłem się martwić, a ona wbiega zadyszana, nie mogąc złapać tchu. „Wiecie, ludzie się zmienili! Bóg jest!” „Widzicie to? Już się zmienili dla niej ludzie.” Druga kobieta patrzy na nią z przerażeniem: „Ciebie Bóg ochrzcił Duchem Świętym, a ja co mam zrobić? Też będę się modlić. Chodź, pomodlimy się!” Także i ją ochrzcił Pan. Kiedy obie zostały ochrzczone Duchem Świętym, dowiedziały się, co to jest łaska Pana. Uścisnęły się i pocałowały, a wyglądały, jak gdyby po raz pierwszy się zobaczyły. Teraz przyjaźń ich jest inna. Potem poszły do tej chorej i powiedziały: „Dzięki Bogu za Twoją chorobę. Przez to poznałyśmy Boga!” I Bóg uzdrowił wszystkie trzy kobiety. A jedna z nich powiedziała: „Co mam robić, dostaję dużo pieniędzy.” Widzicie, dopiero co poznały Boga i od razu przed nimi powstało pytanie, co zrobić z brudnymi pieniędzmi. Pytam: „Jakie pieniądze? Skąd je bierzesz?” „Pracuję w restauracji, co mam robić z takimi pieniędzmi?” Mówię: „Oddaj biednym”. Widzicie to, kiedy w człowieka wchodzi Duch Święty, człowiek osądza samego siebie. Kiedy wyjeżdżały, nie powiedziałem im nawet: ubierajcie się tak i tak, nie noście tego i tego, tego nie zażywajcie, chociaż warto było, bo dość mocno były umalowane. Po prostu zapomniałem przez te wszystkie wydarzenia, nawet nie powiedziałem im do jakiego kościoła trzeba iść. One pojechały do domu, zaczęły szukać zboru i trafiły do baptystów, a tamci zobaczyli, że się modlą językami i wiecie, co się stało?

WIKTOR: Zostały wygnane?

DMITRIJ: Tych baptystów – a było ich 20 – Bóg ochrzcił Duchem Świętym dzięki tym siostrom! Chwała Mu! Później piszą do mnie list: „Bracie, przyjeżdżaj do nas, jest nas już większa grupka.” Przyjeżdżam i nie poznaję moich znajomych kelnerek. Ubrane skromnie, w chustkach, spokojne, łagodne, po prostu nie do uwierzenia! I nie ja to zrobiłem! Zrobił to Duch Święty! Kiedy Duch Święty zajmuje serce człowieka, zaczyna nim kierować i wskazywać, co jest dobre i święte. On również chroni duszę ludzką przed demonami i siłami zła. Chwała Panu!

  

źródło: jedynaprawda.pl

  Wszyscy dobrze wiemy, że „nie toczymy walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności,…

Magazyn