poniedziałek, 29 kwietnia 2013 10:17
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Lekcja na pustyni - Ana Mendez Ferrell

Lekcja na pustyni - Ana Mendez Ferrell morguefile.com
Bóg nauczył mnie innej ważnej lekcji w moim duchowym życiu na podstawie ścieżki służby Jezusa. Pełen Ducha, zaczął On swoją służbę od pobytu na pustyni, a także od sławnej konfrontacji z szatanem. Dlaczego? Ważne było, żeby nauczył się triumfować nad diabłem. Podobnie my, bez względu na rodzaj służby, musimy zdobyć pozycję w Jezusie i zająć odpowiednie miejsce w walce, by stać się zwycięzcami w naszym chrześcijańskim życiu.

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

ZALEŻNOŚĆ OD DUCHOWEGO ŚWIATA

Mateusz tak relacjonuje pierwszą rundę tej wielkiej bitwy pomiędzy Jezusem i kusicielem:

„Wtedy Jezus został poprowadzony przez Ducha na pustynię, aby być kuszonym przez diabła. Po poszczeniu przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy, był głodny. Kusiciel przyszedł do Niego i powiedział: Jeżeli jesteś Synem Bożym, powiedz tym kamieniom, żeby stały się chlebem. Jezus odpowiedział: Napisane: 'Człowiek żyje nie tylko chlebem, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Boga'. (Mat 4:1-4)"

Chleb, którym szatan kusi wygłodniałego Jezusa reprezentuje zależność od świata, życie w nim, jego potrzeby – ziemskie pragnienia. Pierwsza pokusą, także dla nas, jest prowadzenie życia zgodnie z prawami i pragnieniami tego świata, a nie dostosowywanie się do Królestwa Bożego.

Jezus zasadził zalążek duchowego królestwa pośrodku ziemskiej rzeczywistości. To królestwo nie jest rządzone ludzkimi brakami, takimi jak fizyczny głód, ani też prawami, które mają ziemskie ograniczenia. Królestwo Chrystusa jest zarządzane stwórczym Słowem Boga.

Jezus ogłasza, że Słowo Boga ma najwyższy autorytet w Jego życiu i tak odpowiada na pierwszy diabelski atak. Podjął decyzję, by odeprzeć szatana, czerpiąc z duchowych źródeł i nie dać się pokonać przez pokusę polegania na ziemskim, cielesnym pokarmie. Dokonując tego wyboru, Jezus pokazuje Swą chęć prowadzenia życia według zasad, które są całkowicie sprzeczne z prawami naturalnymi. Ogłasza, że Jego życie jest całkowicie podtrzymywane i ochraniane przez Słowo Boga.

Pierwszym krokiem do zwycięstwa jest zatem decyzja w naszych sercach i przyjęcie postawy, która mówi diabłu, że żyjemy i zależymy w stu procentach od Bożego Słowa, które jest niezawodne, wszechpotężne, nieograniczone i wieczne. Nie może być to wybór oparty jedynie na jakiejś dogmatyce lub na Słowie wyrytym w naszej pamięci. Musi być raczej oparty na fakcie, że Słowo nasyciło naszego ducha, jest wiedzą objawioną najgłębszym częściom naszej istoty. Odniesiemy sukces w konfrontacji z szatanem tylko wtedy, gdy będziemy wiedzieć w naszej duszy, że niebo i ziemia przeminą, ale objawione Boże Słowo nigdy nie przeminie.

Jesteś pod przekleństwem, jeśli nadal myślisz, że twoje utrzymanie zależy od twojej własnej siły lub źródeł materialnych. Pamiętaj, że Bóg przeklął człowieka, wypędzając Adama i Ewę z ogrodu i powiedział im: „W pocie czoła będziesz zdobywał jedzenie" (1 Mojż 3:19). Naturalnie, „Chrystus zbawił nas z przekleństwa prawa, stając się przekleństwem za nas, bo jest napisane: Przeklęty jest każdy, kto jest powieszony na drzewie" (Gal 3:13), lecz jeśli ciągle [mentalnie] skupiasz się na zależności od zaopatrzenia płynącego z tego świata, [to] pozostajesz w przekleństwie i diabeł zje pył, którym jesteś. Będzie Ciebie okradał i pochłonie ziemię, na której siejesz. Ponieważ rzucasz swe ziarno pomiędzy ciernie i osty, nie zobaczysz owocu.

By zdobyć zwycięstwo nad szatanem, musimy wyjść spod przekleństwa, uznając, że człowiek nie żyje samym chlebem – prawami naturalnymi – ale każdym słowem, które pochodzi z ust Boga.

 

„NIE SZUKANIE SWEGO" ZAMIAST PYCHY

Następny atak diabła, który wymierzył w Jezusa, polega na odwołaniu się do ludzkiej dumy.

„Wtedy diabeł wziął go do świętego miasta i postawił go na szczycie świątyni. Jeśli jesteś Synem Bożym – powiedział – rzuć się w dół, bo napisane jest: 'On rozkaże Swym aniołom w twej sprawie i będą cię nosili w swoich rękach, abyś nie uraził swej stopy o kamień.' Jezus odpowiedział: Napisano też: 'Nie wydawaj Pana, Swego Boga, na próbę'" (Mat 4:5-7).

Drugi atak dotyczy naszej relacji z Bogiem, naszej świętości i tego, by nie kusić Go próżnym sposobem myślenia. Jeżeli byśmy sparafrazowali rzucone tutaj wyzwanie szatana, adaptując je do naszych czasów, to brzmiałoby ono mniej więcej tak: „Użyj swojej mocy w Chrystusie, żeby być podziwianym, żeby być bogatym, żeby manipulować ludźmi, żeby działać niezależnie. W końcu jesteś święty. Tak naprawdę, to jesteś wspaniały! Jezus Cię podtrzyma, aniołowie będą do twoich usług. Czego się boisz?"

Ale Jezus trzymał się centrum woli Ojca, zamiast robić centrum świata ze Swojej osoby. Poddał się i służył Ojcu oraz innym ludziom w pokorze, w miłości, w zapieraniu się siebie, aż do śmierci. Zaprezentował z doskonałością to, co Księga Objawienia mówi o męczennikach: „Zwyciężyli [szatana, oskarżyciela] przez krew Baranka i przez słowo swego świadectwa i nie ukochali życia tak bardzo, żeby się nie cofnąć przed śmiercią" (Obj 12:11).

Jesteśmy zwycięskimi wojownikami tylko wtedy, gdy z powodu miłości ewangelii naprawdę się nauczymy zapierać się siebie. Nasze świadectwo powinno być też świadectwem wiary i chwały Boga, a nie narzekań i egoizmu. Możemy być namaszczeni do duchowej walki tylko wówczas, gdy rozumiemy, że moc do zwyciężania nie leży w nas samych, nawet w naszej ofierze z samych siebie, ale tylko w ofierze Jezusa, w Jego krwi, która została wylana za wielu (temat, który zostanie rozwinięty w następnym rozdziale).

Sprzeciwianie się diabłu jest poprzedzone poddaniem się Chrystusowi, bo jest napisane: „Poddajcie się więc Bogu, sprzeciwcie się diabłu, a ucieknie od was" (Jak 4:7).

Jezus wiedział, że autorytet, który płynął i poruszał się przez Niego pochodził z samej esencji osoby, którą był Ojciec. Płynął z powodu Jego osobistej relacji z Nim. Przebywanie ze Swym Ojcem było tym, co zaspokajało duszę Jezusa, syciło Jego kości i napełniało Go pokojem. Pomimo to wyrzekł się tego luksusu [ciągłego przebywania z Nim]. On „nie uważał równości z Bogiem, za rzecz, którą powinien zachłannie schwycić, lecz uczynił Siebie niczym", stając się jednym z ludzi. (Fil 2:6-7)

Często czujemy się nieswojo, gdy przez długi okres czasu jesteśmy otoczeni przez nienawróconych ludzi. Pragniemy relacji z kimś, kto mówi naszym językiem, językiem Ducha. Szukamy chrześcijan, żeby móc z nimi porozmawiać. Ale pomyśl o sytuacji, w jakiej znalazł się Jezus, kiedy mierzył się z szatanem na pustyni. Nie miał nikogo, z kim mógł porozmawiać. Pomimo to, w swoim zapieraniu się samego siebie, znalazł moc do polegania na Ojcu w Duchu Świętym i to pozwoliło mu oprzeć się pokusom szatana w ciele. To na tej [duchowej] zależności od Ojca jest oparte Jego zwycięskie życie. Pokazał, że „Ten, który mnie posłał jest Tym, na którym można polegać" (Jn 8:26).

Dlatego, że Jezus poddał się pod wolę Ojca, zamiast prowadzić życie skupione na sobie, diabeł nie mógł Go dotknąć w najdrobniejszy nawet sposób. Z pewnością Jezus mógłby rozsławić swoje własne imię, zajmując się tysiącami potrzeb, z którymi się zetknął w czasie służby, ale skupił się tylko na tym, co usłyszał od Ojca: "Nic nie robię od siebie, ale mówię tylko to, czego nauczył mnie mój Ojciec" (werset 28).

Tłumy ludzi były zgromadzone przy sadzawce Bethezda, czekając na to, aż anioł zstąpi i poruszy wody, jednakże Jezus uzdrowił tylko jednego paralityka (patrz Jana 5:1-8).

Kiedy ludzie przyszli, by Mu powiedzieć, że Jego przyjaciel, Łazarz, jest chory, Jezus mógł natychmiast wyruszyć, by go uzdrowić, trafiając w moment, gdy jego choroba wzbudzała jeszcze największe zainteresowanie. Zamiast tak zrobić, spokojnie czekał dwa dni, szukając Bożego celu i pozostawał czuły na prowadzenie Ojca.

To bardzo smutne widzieć tylu ludzi tak uwikłanych w światowe rzeczy, że nie mają czasu słuchać Bożego głosu. Dużo prościej jest iść do pastora i powiedzieć mu, żeby się modlił o kierunek w życiu, niż klęczeć w pełnej ognia modlitwie, aż Bóg pozwoli nam samym wejść w miejsce Najświętsze i poznać Jego doskonałą wolę, kiedy będziemy już z Nim twarzą w twarz.

Prawdziwe zwycięstwo jest właśnie w tym: w słuchaniu Go!

Opieranie się diabłu wymaga wielkiej determinacji.

Pewnego dnia kilka lat temu Pan pokazał mi, jak łatwo pozwalamy, by każda trudność, którą diabeł wymyśla i pragnie zesłać do naszego życia, spychała nas z właściwego kursu. Problem tkwi w tym, że nie jesteśmy do końca zmęczeni wrogiem naszych dusz. Kiedy Duch Święty pierwszy raz włożył to objawienie do mego serca, zareagowałam ostro i spytałam Go: „Jak to? Nie pokazuję jeszcze, że jestem zmęczona szatanem, mój Panie? Przecież nie toleruję niczego, co on robi!"

Pan odpowiedział: „Na pewno go nie tolerujesz – to prawda – ale nie jesteś zmęczona. Zmęczenie szatanem prowadzi do duchowej gwałtowności o takiej mocy, że wypowiadasz wojnę temu, który cię gnębi, wojnę aż na śmierć. Jesteś zdecydowana zwyciężyć, bez względu na cenę." Widzisz, nie byłam na tyle zmęczona diabłem, żeby chcieć wypowiedzieć mu wojnę absolutną i przyjąć w moim życiu radykalne zmiany, których wymaga deklaracja wojny.

Jezus powiedział: „Od dni Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebios cierpi gwałt i gwałtowny człowiek bierze je siłą" (Mat 11:12, NASB).

Tamtego dnia zrozumiałam zasadę, która dała mi największe zwycięstwa nad diabłem. Zostałam wypełniona duchową gwałtownością lub też tak zwanym „świętym gniewem". Wytyczyłam diabłu granicę i zdecydowałam się go zwyciężać całkowicie, gdziekolwiek bym go spotkała. Tamtego dnia diabeł został powiadomiony, że jeśli odważy się zadrzeć ze mną, zamierzam go stratować z całą siłą Bożego Ducha, wysłać przed boski trybunał na sąd z powodu najdrobniejszej rzeczy, którą mi zrobił, pobić Słowem Bożym i krwią Baranka, użyć całej armii aniołów, którą Chrystus zostawił do mojej dyspozycji, by toczyć wojnę i wykończyć diabła! Nie zamierzałam już więcej spędzać nocy dręczona przeciwnościami zesłanymi przez szatana. Postanowiłam spać głęboko, oddawać chwalę Bogu i powierzać siebie w Jego ręce. Od tamtego dnia to szatan był tym, który miał kłopoty.

Cierpliwość jest owocem Ducha. Zatem diabeł nie może mieć cierpliwości! A kiedy widzi, że jesteś zdecydowany do toczenia wojny z nim, a nie - że wierzysz jego kłamstwom - to ta sytuacja niszczy jego królestwo. Ucieknie od Ciebie z niecierpliwością, szybciej niż możesz sobie wyobrazić.

 

UWIELBIENIE JAKO WALKA

Trzecia pokusa wymierzona w Jezusa na pustyni jest związana z uwielbieniem.

„Ponownie diabeł wziął Go na bardzo wysoką górę i pokazał mu wszystkie królestwa świata i ich splendor. Wszystko to Ci dam – powiedział – jeśli oddasz mi pokłon i uwielbisz mnie. Jezus odpowiedział: Odejdź ode mnie, szatanie! Bo napisano: 'Uwielbiaj Pana, twojego Boga i służ tylko Jemu.' Wtedy diabeł go opuścił i aniołowie przyszli i usługiwali Mu" (Mat 4:8-11).

Skupienie się na uwielbieniu Boga odciąga naszą uwagę od ludzkiej tendencji do szukania wielkości w tym świecie, od pragnienia bycia widzianym i czczonym przez ludzi, od szukania uznania.

Tak wielu ludzi strasznie cierpi, kiedy nie są chwaleni za to, co zrobili. Spędzają swoje życie na szukaniu tytułów nadawanych im przez świat, a czasem nawet przez Kościół. Opierają własną tożsamość i godność osobistą na uznaniu innych. Ale w ten sposób pozostają wrażliwi na demoniczne upokorzenie i są stale pokonywani przez diabła, bo w tym świecie chwała jest jak kwiat – dziś jest, a następnego dnia znika.

Jezus, na przekór takiej postawie, wyraźnie określił źródła Swej siły i zwycięstwa, kiedy powiedział „Uwielbiaj Pana, swego Boga i służ tylko Jemu" (Mat 4:10).

Chwała i uwielbienie Boga znajdują się wśród najpotężniejszych broni w walce duchowej. Psalm 34 jest jednym z fragmentów, który najbardziej mi usłużył na mojej chrześcijańskiej drodze i pozwolił mi widzieć wielkie cuda. Król Dawid napisał ten psalm podczas jednego z najtrudniejszych momentów w swym życiu. Był zupełnie samotny, prześladowany przez Saula, który chciał go zabić. Abimelech, król Filistynów, wcześniej pomagał Dawidowi, ale teraz odwrócił się od niego i odprawił go od siebie. Żony Dawida zostały uprowadzone, a On nie miał nic do jedzenia. Sytuacja nie mogła być bardziej zniechęcająca.

Ale w czasie tych dręczących chwil, Dawid napisał:

„Będę się chełpił PANEM po wsze czasy; Jego chwała zawsze będzie na moich ustach. Moja dusza chlubi się PANEM, niech słyszy to udręczony i niech się cieszy. Chwalcie PANA ze mną, wywyższajmy Jego imię razem. Szukałem PANA i odpowiedział mi, uwolnił mnie od wszystkich moich lęków. Ci, którzy patrzą na niego, promienieją, ich twarze nigdy nie są pokryte wstydem. Ten biedak zawołał i PAN go usłyszał, zbawił go od wszystkich jego problemów. Anioł PANA rozbija obóz dookoła tych, którzy się go boją i uwalnia ich. Spróbujcie i zobaczcie, że PAN jest dobry, błogosławiony jest człowiek, który w Nim się chroni. Bójcie się PANA, wy, Jego święci, bo tym, którzy się go boją nie brak niczego. Lwy mogą stać się słabe i głodne, ale Tym, którym szukają PANA nie brak żadnego dobra" (Ps. 34:1-10).

Co sprawiało, że Dawid zachowywał siłę i stabilność wobec wszelkich okoliczności? Umiejętność uwielbiania i chwalenia Boga, a także wiedza, że jego bezpieczeństwo jest w Panu, a jego Bóg jest silny i potężny. Bóg, który go słyszał, Bóg, który toczył Jego bitwy i ochraniał go przed wrogami, Bóg, który był jego osłoną i warownią, broniącym go w ciężkich czasach.

Dawid nauczył się nie patrzeć na okoliczności i podnosić swego ducha do Bożej Obecności. Nauczył się widzieć i chwalić Bożą wielkość, bez względu na to, jak duży był problem. Wiedział, że „Pan jest blisko tych, których serca są złamane i ocala zmiażdżonych na duchu. Sprawiedliwy może mieć wiele problemów, ale Pan uwalnia go z nich wszystkich." (Ps 34:18-19).

Zaledwie w rok po moim nawróceniu zarabiałam na życie zajmując się eksportem dzieł sztuki artystów meksykańskich do Stanów Zjednoczonych. Przyjechał do mnie pewien amerykański kupiec, który nabył kilka eksponatów, pozostawiając mi odpowiedzialność za przeprowadzenie całej transakcji do końca, czyli aż do dostarczenia przedmiotów do miejsca przeznaczenia. Któregoś dnia kupił cenną rzeźbę z czarnego marmuru najwyższej klasy, ważącą prawie pół tony, wartość której wyceniono na około 10 000$.

W tym czasie mieszkałam w starej kamienicy, na czwartym piętrze budynku, który nie miał windy. Kiedy robotnicy przynieśli mi to ogromne marmurowe dzieło, nie mogli go w żaden sposób wnieść wyżej niż na drugie piętro. Zdecydowałam się zostawić je na półpiętrze. Była to sobota i nie mogłam nic zrobić aż do otworzenia biura obsługi w poniedziałek. Ale ponieważ kradzież takiej rzeźby graniczyła z niemożliwością, nie niepokoiłam się tym.

W niedzielę poszłam do kościoła i kiedy wróciłam, ku memu zdumieniu, rzeźba zniknęła. Poczułam się jakby mi się ziemia rozstąpiła pod nogami. Nawet po sprzedaniu wszystkiego, co miałam, nie byłabym w stanie zapłacić za to stracone dzieło. Poszłam do mojego pokoju i padłam na twarz przed Bogiem. On był jedynym, na kim mogłam polegać.

Zaczęłam go chwalić i uwielbiać, i mówić: „Dziękuję Ci, Panie, za tę wspaniałą okazję, by zobaczyć niebo otwarte i armie aniołów działające dla mnie. Dziękuję Ci, Panie, za przywilej zobaczenia Twej mocy w tak wielki sposób. Proszę Cię, Panie, żeby ta rzeźba poparzyła ręce złodziei i żeby ją zwrócili w pokucie." I znów zaczynałam go chwalić. Potem, w kościele, porozmawiałam z pastorem o mojej sytuacji i poprosiłam o wsparcie na spotkaniach modlitewnych.

Czterdzieści osiem godzin później rzeźba, nietknięta, wróciła na swoje miejsce na półpiętrze. Pan ujawnił, kim byli złodzieje: dwaj Amerykanie i Meksykanin. Zostali aresztowani i zabrani do więzienia, w którym byliśmy w stanie podzielić się z nimi miłością Jezusa.

Napisałam listy uniewinniające złodziei. Dwaj z nich postanowili, że nie potrzebują Jezusa, ale trzeci padł na podłogę, płacząc z powodu naszego przebaczenia i przyjął Jezusa do serca. Nie wiem, co się stało z aktami więziennymi, ale ten, który przyjął Jezusa został całkowicie uwolniony, podczas gdy dwaj pozostali zostali deportowani z kraju, skazani i osadzeni w amerykańskim więzieniu.

Odebrałam ważną lekcję: zamiast się martwić, chwal Pana cały czas. Nasz Zbawiciel i Odkupiciel żyje!

Psalm 149 mówi o niezwykłej mocy chwały, która cofa działanie mocy diabelskiej:

„Chwalmy PANA. Śpiewajcie PANU nową pieśń, jego chwałę w zgromadzeniu świętych. Niech chwalą Jego imię tańcem i tworzą Mu muzykę na tamburynie i harfie. Niech chwała Boga będzie na ich ustach, a miecz obosieczny w ich rękach, by wykonać zemstę na narodach i karę na ludach, by zakuć ich królów w okowy, ich możnych skuć żelaznymi kajdanami, by ponieść przeciwko nim wyrok na nich ciążący. To jest chwała wszystkich jego świętych. Chwalmy PANA" (werset 1, 3, 6-9).

Kiedy chwalimy Boga, toczymy bardzo potężną bitwę. Kiedy podnosimy nasze ręce w uwielbieniu, są one jak miecze mające duchową moc ranić wroga. Oto duchowe znaczenie słów Dawida, że „On zaprawia me ręce do walki" (Ps 18:34). Nasz Bóg otrzymuje takie uwielbienie, kiedy zamiast padać jak bezbronne ofiary, dając się trzymać w opresji przez okoliczności, podnosimy nową pieśń, chwaląc Go z najgłębszych części naszego istnienia i wywyższając Go za Jego wielkość, moc i siłę.

 

ŻYJĄC W MOCY DUCHA

Ewangelia Łukasza zdaje ostateczną relację z bitwy między kusicielem, a Chrystusem:

„Kiedy diabeł skończył całe kuszenie, odszedł od niego, aż do właściwego czasu. Jezus powrócił do Galilei w mocy Ducha i wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy" (Łk 4:13-14).

Namaszczenie na zwycięstwo w walce duchowej przyjdzie, kiedy poddamy się Bogu, sprzeciwimy diabłu i kiedy zdecydowanie wyznaczymy mu pozycję, którą chcemy, by zajmował w naszym życiu.

Nigdy nie będziemy mieć autorytetu nad demonem, który atakuje kogoś innego, jeżeli diabeł nie będzie pokonany w naszym życiu. Z tego powodu widujemy kościoły, które są słabe, pozbawione autorytetu, pełne nieszczęść oraz ludzi, żyjących w klęsce. Zbyt wielu chrześcijan w takich kościołach nie osiągnęło takiej determinacji, by móc zwyciężyć diabła. Nie podjęło nigdy decyzji, by uchwycić się mocy Boga. Kiedy szukają odpowiedzi na problemy finansowe patrzą tylko na banki, a szukając rozwiązań kłopotów ze zdrowiem – na medycynę.

Wielcy mężowie i kobiety w historii chrześcijaństwa to Ci, którzy podjęli nieodwoływalną, niezłomną decyzję: by zająć swoją pozycję posadzonych w Chrystusie w okręgach niebieskich i nigdy nie oddać swego miejsca autorytetu wrogowi naszych dusz.

 

źródło: anamendez.pl

Książka: "Potrząśnij Niebem", więcej tutaj

Magazyn