sobota, 05 kwietnia 2014 12:01
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Koncentruj się na Bożej Obecności - Bill Johnson

Koncentruj się na Bożej Obecności - Bill Johnson morguefile.com
Jest bardzo silne powiązanie pomiędzy tym, czego jesteś świadomy, a tym, co z siebie wyswobadzasz. (...) Co myślisz w tej miękkości twojego serca? Miękkość twojego serca otwiera twój umysł na to, by otrzymywać impresje Boga, myśli Boga, drogi Boga. (...) Jezus powiedział Janowi po prostu: "Janie! Zacznij patrzeć na to, co robię! Przestań patrzeć na to, czego nie robię.(...) Ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, a głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, ubogim opowiadana jest ewangelia. A błogosławiony jest ten, który się mną nie zgorszy." (...) Żyjemy w odpowiedzi na to, co robi ciemność, podczas gdy mieliśmy daną taką misję, by wejść w system i złamać moce ciemności!

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

„I donieśli Janowi uczniowie jego o tym wszystkim. Wtedy Jan, przywoławszy dwóch spośród uczniów swoich, posłał ich do Pana i kazał go zapytać: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego oczekiwać mamy?” (Łk 7:18)

Czy ktoś pamięta jak Jan sam prorokował kim był Jezus? Rozumiecie to? Kiedy Jan zobaczył Jezusa nad brzegiem Jordanu powiedział: „Oto baranek boży, który gładzi grzechy świata”. „To właśnie On! Znalazłem Go! On jest Mesjaszem!” (parafraza). Teraz minęło trochę czasu, jest w więzieniu i wysyła dwóch uczniów, żeby się spytali Jezusa, czy On naprawdę jest Tym, którego wszyscy oczekiwali. Co się stało? Jan jest w więzieniu – to się właśnie stało! Dla kogo przygotowywał drogę? Dla Tego, który „wyprowadza więźniów na wolność”. To był opis pracy Mesjasza.

„Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność…” (Łk 4:18)

Jezus mówił, że Duch Pański jest nad Nim, by przywracał ślepym wzrok, a więźniów wypuszczał na wolność – a Jan jest w więzieniu! Jezus robi tu coś niezwykłego. Nie podaje Janowi listy biblijnych dowodów na to, że jest Mesjaszem, ale mówi: „Powiedzcie Janowi, co widzieliście i słyszeliście: Ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, a głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, ubogim opowiadana jest ewangelia.” (Łk 7:22).

Jakiej odpowiedzi udzielił Janowi? Powiedział jedynie: „Janie! Popatrz tutaj! Przestań patrzeć na to, czego nie robię.” Czego Jezus nie robił? Nie uwalniał Jana z więzienia… Za każdym razem kiedy karmimy się tym (koncentrujemy na tym), czego Bóg nie robi, podkopujemy własne zaufanie do Pana. Co się dzieje? Pomyślcie przez chwilę uczciwie. Mamy taki rejestr: modliłem się o to i o tamto, i nie zadziałało. Trzymamy na sobie taki ciężar tego, co nie zadziałało w naszym życiu i pozwalamy, by definiował on naszą kolejną modlitwę. Definiuje on sposób, w jaki się modlimy. Co gorsza definiuje sposób, w jaki myślimy. Definiuje sposób, w jaki wchodzimy w pewną sytuację. Myślimy: „O rety! Mam nadzieję, że teraz to zadziała. Wiem, że nie zadziałało wcześniej. Nie zadziałało już kilka razy”. I wszystko jest kształtowane na podstawie naszego doświadczenia, podczas gdy ma być kształtowane na podstawie autorytetu Pisma (Słowa Bożego). Autorytet Pisma mówi: [Ci, którzy uwierzyli] „Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją” (Mk 16:18). Tam nie ma napisane: „stanie się tak, jeśli będziesz mieć szczęście” lub „jeżeli będziesz mieć dobry dzień, to przyjdzie przełom”. Tam jest napisane, że oni „wyzdrowieją”.

Więc co się dzieje z osobą, która pozostaje pod wrażeniem czasu, kiedy nie miała przełomu? Trzyma się tego, karmi tym swoje serce i [czasem] takiej osobie się zdaje, że to pomaga jej/mu utrzymać pokorę… To nie jest prawdziwa pokora! To jest poniżenie i niewiara! Niestety, niewiara bardzo często nam się miesza z pokorą! Brak wiary ma taki smak, który jest – co przykre – łudząco podobny do pokory, a nią nie jest! Fałszywa pokora nie pozwoli Ci wejść w twoje powołanie! Prawdziwa pokora nigdy nie przeszkodzi Ci w nie wejść.

Mogę więc stać się osobą, która jest świadoma tej tragedii i tamtej – „O! Czytaliście dzisiejsze gazety? Widzieliście co się stało? Znowu kogoś straciliśmy. Czy słyszeliście o wirusie, który się tu i tu rozprzestrzenia? Świńska grypa! Nie jeść wieprzowiny!...” Wszystko to ma miejsce - a my żyjemy w odpowiedzi na to, co robi ciemność, podczas gdy mieliśmy daną taką misję, by wejść w system i złamać moce ciemności! Ale żeby zrobić to skutecznie, nie możemy po prostu tam w posłuszeństwie iść – działamy dużo potężniej, jeśli tam idziemy będąc świadomymi (skoncentrowanymi na) Obecności Bożej. Czy jest to dla was objawienie?

Musimy jakoś pozostawać świadomymi Boga, świadomymi otwartego nad nami nieba! Świadomymi Boga, który jest większy niż cokolwiek, czego się kiedykolwiek baliśmy!

Dlaczego? Bo coś się dzieje, gdy chodzimy w świadomości Boga. Wypróbujcie to! Pojedźcie z rodziną na obiad do restauracji. Posiedźcie chwilę w samochodzie, upewniając się, że jesteście świadomi Obecności Boga na was. Nie róbcie nic dziwnego, nie wpadajcie w odpały, ale po prostu pójdźcie jeść. I co się stanie? Mówię wam! Raz za razem będziesz widzieć, że wchodzisz w jakąś atmosferę i ją zmieniasz. Czemu? Bo to, czego jesteś świadom, jest uwalniane przez twoją obecność w danym miejscu. Dlatego możesz wyczuć, gdy do pokoju wejdzie osoba z depresją. Bo to, czego jest on/ona świadoma jest uwalniane jako zapach w atmosferze.

I to nas znów przenosi do tematu modlenia się o rzeczy, na które Bóg już wcześniej odpowiedział. Jeśli będę się wciąż modlił o otwarte niebo, a Pismo mówi, że już jest nade mną otwarte [przez Jezusa], to jak mam się cieszyć z odpowiedzi [która nigdy nie przyjdzie]? Będę się musiał nauczyć cieszyć tym, że potrafię się o to modlić z dyscypliną. I tak przychodzi do nas wywyższanie formy nad mocą.

Kto z was kiedykolwiek był na jakiejś podróży misyjnej do miejsca, gdzie Bóg się porusza w potężny sposób?... Jedną z magicznych rzeczy w trakcie tych wycieczek („magiczna” to niedobre słowo, ale używam go tak czy inaczej, po to by trochę zdenerwować ludzi), jedną z magicznych rzeczy jest to, że spotkania są organizowane w dzień i w nocy, więc jesteś praktycznie zmuszony, by być świadomym Boga. „Zmuszony” to też chyba niedobre słowo, ale jest dla ciebie sprawą naturalną, że stajesz się świadomym Boga cały czas. Dlaczego? Bo widzisz tyle rzeczy, które się dzieją, że wszystkie konwersacje zaczynają krążyć dokoła otworzonych ślepych oczu, głuchych uszu, chromego człowieka, który zaczął biegać po pokoju. Narkomana, który natychmiast został uwolniony. Zdemonizowanej osoby, w której zaczął się manifestować demon, ale która natychmiast została uwolniona i teraz jest przy zdrowych zmysłach… Wszystkie te historie się powtarza. Co się dzieje? Pojawia się świadomość wymiaru ponadnaturalnego w Bogu i tobie jest prościej przekazać dalej to, czego sam jesteś świadomy. Ale kiedy wracamy do domu, do „normalnego” życia, przestawiamy się. Nie przestawiamy się na inne namaszczenie. W jakimś miejscu nie ma „większego namaszczenia”. Nie ma większego namaszczenia w Meksyku, czy Brazylii niż tu. Przestawiamy się na inne rzeczy, których zaczynamy być świadomi. Niektórzy nawet mawiają: „O! Nad tym krajem niebo jest tak wspaniale otwarte!” Pewnie jest otwarte. Ale niebo jest otwarte nade mną! Nade mną niebo jest otwarte! I kiedy spotykam drugą osobę, która ma nad sobą otwarte niebo, to wtedy, kiedy się w jakiejś sprawie zgadzamy, przychodzi autorytet do ekspansji, by wymiary nieba były otwarte w każdym miejscu, do którego jedziemy. [Dzieje się to gdy] po prostu żyjemy świadomi Bożej Obecności na nas. Żyjemy świadomi Jego celów, które przemieniają wszelkie kryzysy i niedolę. Nie możemy sobie pozwolić na to, by wrażenie wywierał na nas diabeł…

Jezus powiedział: „Idźcie i oznajmijcie Janowi, coście widzieli i słyszeli: Ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, a głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, ubogim opowiadana jest ewangelia”. (Łk 7:22)

Jezus powiedział Janowi po prostu: „Janie! Zacznij patrzeć na to, co robię! Przestań patrzeć na to, czego nie robię.”. Jeśli chcesz żyć dobrym życiem, zacznij patrzeć na to, co Jezus robi. Możesz powiedzieć: „Ale ja nie wiem, co On robi…”. To popatrz! Popatrz! Porozmawiaj z kimś! Naprawdę! Mówisz: „W naszym mieście niewiele się dzieje”. To wejdź do Internetu i poczytaj! Coś się tutaj w Betel dzieje! Coś się dzieje w Morning Star. Coś się dzieje tu i tam. Po prostu popatrz, poczytaj i usłysz dobrą nowinę – ona tu jest! To nie jest skomplikowane! Znajdź ją! Po co? Bo musisz się czymś karmić… Widzicie, Jan był w miejscu, w którym ciężko było się zachęcać. Był w więzieniu i wszystko wskazywało, że zaraz umrze. A Jezus odpowiada: „Po prostu powiedzcie Janowi, co robię”. A następne zdanie to: „A błogosławiony jest ten, który się mną nie zgorszy.” (w. 23). Nie wiem, czy widzicie w tym sens, mam nadzieję, że tak – jest bardzo silne powiązanie pomiędzy tym, czego jesteś świadomy, a tym, co z siebie wyswobadzasz.

Co myślisz w tej miękkości twojego serca? Miękkość twojego serca otwiera twój umysł na to, by otrzymywać impresje Boga, myśli Boga, drogi Boga. Drogi bożych sposobów myślenia, bożych procesów myślenia są udostępniane tym, którzy mają miękkie (czułe) serce. Tak po prostu to działa. Chodzi o to, byś pozostawał miękki w sercu. Gdy jesteś miękki, nagle staniesz się świadomy Boga. Jezus mówi: „W porządku! Nie bądź świadom więzienia, w którym się znajdujesz. Nie musisz zaprzeczać jego istnieniu, nie musisz udawać, że go nie ma, ale karm się tym, co Ja robię!” Dlaczego? Bo ten, kto się mną nie zgorszy, „jest błogosławiony”. Widzicie, za każdym razem gdy karmię się tym, czego Bóg nie robi lub nie zrobił, otwieram się na ducha zgorszenia, a duch zgorszenia w końcu doprowadzi mnie do grzechu – którym jest grzech niewiary. (…)

Wystarczy tu wnieść parę poprawek – zamiast modlić się o otwarte niebo, zacznij żyć tak, jakby było nad tobą otwarte. Co by było, gdybyś myślał, że jest ono otwarte? Nie mam na myśli, że masz sobie to po prostu wyobrażać, choć to może dobry start. Nie wiem. Stań się świadom Ducha, który jest nad tobą. To, co ja lubię robić w ciągu dnia, to wybieram sobie taką chwilę, kiedy się po prostu zatrzymuje – nie modlę się, nie śpiewam, nic nie robię – ale zwracam moje uczucia miłości w Jego kierunku. Po co? Bo chcę być Go świadom.

Chcę, żebyśmy się pomodlili, ale chcę, żebyśmy się modlili o to, by Bóg pomógł nam odkryć to wszystko, na co udzielił już odpowiedzi, żeby nasze modlitwy mogły być skierowane na rzeczy, które naprawdę się liczą. By nasza świadomość Boga się zwiększała. Po pierwsze: Byśmy mieli większą świadomość odpowiedzi, które na modlitwy przyszły. Połóż swoją rękę na sercu i powiedz: „Panie! Ja chce być świadom tych odpowiedzi, których już udzieliłeś”. Módl się tak, ale musisz się zaangażować. Modlitwa, która nie rusza ciebie, nie poruszy Go… Módl się: „Panie! Ja chce być świadom tego, na co już odpowiedziałeś”. A teraz połóż rękę na inną osobę i powiedz: „Panie! Pomóż im być świadomymi tego, na co już odpowiedziałeś. Pomóż im by wiedzieli, kiedy modlą się o coś, co zostało już zrobione, żeby sobie to uświadomili, nim modlitwa się skończy.” A teraz módlcie się o to, by Pan pomógł im widzieć niebo nad nimi otwarte…

 

Źródło: głoszenie Billa Johnsona „Being Aware of His Presence” dostępne na kanale youtube tutaj

Tłumaczenie: otwarteniebo24.pl

 

główny werset w kontekście:

"zaraz potem udał się do miasta, zwanego Nain, i szli z nim uczniowie jego i mnóstwo ludu. A gdy się przybliżał do bramy miasta, oto wynoszono zmarłego, jedynego syna matki, która była wdową, a wiele ludzi z tego miasta było z nią. A gdy ją Pan zobaczył, użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz. I podszedłszy, dotknął się noszy, a ci, którzy je nieśli, stanęli. I rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię: Wstań. I podniósł się zmarły, i zaczął mówić. I oddał go jego matce. Wtedy lęk ogarnął wszystkich, i wielbili Boga, mówiąc: Prorok wielki powstał wśród nas i Bóg nawiedził lud swój. I rozeszła się o nim ta wieść po całej Judei i po całej okolicznej krainie. I donieśli Janowi uczniowie jego o tym wszystkim. Wtedy Jan, przywoławszy dwóch spośród uczniów swoich, posłał ich do Pana i kazał go zapytać: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego oczekiwać mamy? A gdy ci mężowie przybyli do niego, rzekli: Jan Chrzciciel posłał nas do ciebie z zapytaniem: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego oczekiwać mamy? W tej godzinie uleczył wielu od chorób i cierpień, i duchów złych, a wielu ślepych obdarzył wzrokiem. I odpowiadając, rzekł im: Idźcie i oznajmijcie Janowi, coście widzieli i słyszeli: Ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, a głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, ubogim opowiadana jest ewangelia. A błogosławiony jest ten, który się mną nie zgorszy.

(Łukasza 7:11-23)

 

Magazyn