niedziela, 02 sierpnia 2015 10:56
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Właściwa perspektywa roli Kościoła w walce - Ana Mendez Ferrell

  Walka duchowa jest wyrazem samego, pełnego współczucia serca Bożego, które nie spocznie tak długo, jak zło i niegodziwość istnieje na świecie. Współczucie jest porywającą mocą, która pozwala nam zaangażować się w najstraszliwsze bitwy i pokonać każdy typ warowni.  

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

„W końcu, bracia moi, bądźcie mocni w Panu i w potędze Jego mocy. Załóżcie całą zbroję bożą, abyście mogli stanąć przeciwko wszystkim podstępom diabła, bo walczymy nie przeciw ciału i krwi, ale przeciw zwierzchnościom, przeciw mocom, przeciw władcom ciemności tego świata, przeciw duchowym niegodziwościom w miejscach wysokich.” (Ef 6:10 - 12 )

Wśród tych, którzy służą Bogu spotykam się z opinią, że kościół nie powinien walczyć z diabłem i jego demonami, bo „wojna należy do Boga”. W związku z tym jedynym, który może walczyć z wyższymi hierarchiami ciemności jest on sam. Mówi się też, że prowadzenie walki na wysokich poziomach jest nie z Boga. Nic bardziej błędnego.

Przede wszystkim musimy zrozumieć, że diabeł, z całą domniemaną mocą, jaką niektórzy ludzie w nim widzą, jest tylko stworzeniem, a co ważniejsze upadłym duchem. W porównaniu z Bogiem, jest nie większy od muchy, którą Bóg może bez wysiłku zniszczyć jednym oddechem. Gdyby bożym planem było toczenie walki przez Niego we własnej osobie, już dawno byłoby po diable.

Zastanówmy się przez chwilę jak nieskończenie potężny Bóg jest w rzeczywistości. Ziemia w całej swej okazałości jest tylko podnóżkiem Jego stóp. Swym głosem stworzył cały wszechświat i niebiosa niebios nie są w stanie Go pomieścić. Spośród wielu rzeczy, które Biblia mówi na Jego temat jest napisane:

„Pan rządzi. Przyobleczony jest w majestat. Pan jest odziany w Swój majestat. Pan odział się i przepasał Swoją siłą. Naprawdę, świat jest stabilnie założony, nie zostanie poruszony. Twój tron jest ustanowiony od dawna. Jesteś odwieczny. Bardziej niż szum wielu wód, niż potężne przełomy morza Pan jest wielki i potężny.” (Ps 93:1,2,4 NSRV)

Jest także napisane: „Góry stopią się jak wosk przed obecnością Pana w obecności całej Ziemi” (Ps 97:5 NSRV)

Nic nie może się równać z Jego chwałą i mocą. Jedną z cech mówiących o Jego wielkości jest też ta, iż jest On sprawiedliwy, niezdolny do niesprawiedliwego. Niemożliwym jest więc, żeby zmierzył się z diabłem w walce twarzą w twarz. To byłoby bardzo niesprawiedliwe ze strony tak potężnego Boga walczyć z tak słabiutkim upadłym stworzeniem. Ponieważ to niewykonalne, zaplanował inny sposób na pokonanie diabła z zachowaniem całej chwały dla siebie.

Tym planem było, by pokonał go ktoś niewiele mniejszy od aniołów. Dlatego też Jezus, boży jednorodzony syn, stał się człowiekiem, upokarzając się, aby zniszczyć działa diabła. (Parafraza 1 Jana 3:8)

„Uczyniłeś Go niewiele mniejszym od aniołów; ukoronowałeś go chwałą i czcią i złożyłeś wszystko pod jego stopami” (Hbr 2:7-8 NSRV)

Jaka to wielka chwała i jaki wspaniały plan, aby pokonać diabła stworzeniem mniejszym niż on sam! Kiedy Jezus stał się człowiekiem i pokonał Szatana na krzyżu odniósł absolutne zwycięstwo nad nim i całą jego potęgą, od najwyższego do najniższego autorytetu w królestwie ciemności. Nie znaczy to jednak, tak jak niektórzy sądzą, że to już koniec, sprawa zamknięta i nie ma potrzeby podejmowania jakiejkolwiek walki.

O Jezusie napisano:

„Ale On, złożywszy ofiarę za grzech raz na zawsze, zasiadł po prawicy Boga, czekając od tamtego czasu, aż Jego wrogowie zostaną złożeni jako podnóżek pod Jego stopy” (Hbr 10:12-13)

Jeżeli czeka, to zrozumiałym jest, że ktoś inny musi zająć się umieszczeniem Jego wrogów w tym miejscu i to tym kimś jest właśnie kościół.

Paweł powiedział na ten temat: „wywieść na światło to, co jest udziałem tajemnicy, która od wieków była ukryta w Bogu, który wszystko stworzył, aby władcy i autorytety w okręgach niebieskich poznały przez kościół różnorodną mądrość Boga.” (Ef 3:9,10 NSRV)

Musimy być świadomi tego, że wszystkie zwycięstwa krzyża są doskonałe i absolutne, ale Bóg deleguje Kościół, Ciało Chrystusa, do wypełnienia swojej części i wyegzekwowania tego wszystkiego, co Jezus dokonał, aby mogło to w pełni zaistnieć na całej ziemi. Przeanalizujmy taki fakt: Jezus umarł za zbawienie ludzkości. Zostało to dokonane na krzyżu i jest nieodwołalne, ale nie znaczy, że wszyscy ludzie są automatycznie zbawieni. Kościół musi głosić Ewangelię, a niewierzący muszą ją przyjąć.

Innym zwycięstwem krzyża było to, że Jezus poniósł nasze choroby i cierpienia. Jest to fakt niepodważalny i prawdziwy, ale Kościół musi się modlić i otrzymywać uzdrowienie przez wiarę, inaczej nic się nie zmieni.

Ta sama prawda stosuje się do faktu, że Jezus pokonał moc diabła, co nie jest równoznaczne z tym, że diabeł przestał istnieć i Kościół nie musi nic robić. Jak właśnie czytaliśmy, Ciało Chrystusa ma ogłosić mocom i zwierzchnościom w okręgach niebieskich, że Jezus odniósł nad nimi zwycięstwo na krzyżu oraz przejąć nad nimi autorytet.

Oczywiście to Chrystus w nas jest tym, który stacza bitwy. Właśnie w ten sposób moc Boża jest wyzwalana przeciwko diabłu. Przez modlitwę sprawiedliwego są ustanawiane prawne podstawy, dzięki którym Bóg może zacząć działać. Im większe zrozumienie, namaszczenie i autorytet w wojowniku modlitwy, tym większa będzie Boża interwencja. Bóg zawsze używał człowieka jako kanału, przez który przesyła Swoją moc.

Najpotężniejszą wojną, w której Bóg objawił swoją moc, używając człowieka jako kanału było starotestamentowe wyzwolenie Izraela z niewoli egipskiej. Bóg nie dokonał tam niczego bez udziału Mojżesza. Posłuszeństwo i odwaga tego wielkiego sługi w konfrontacji z faraonem i egipskimi bogami były decydującymi czynnikami w wyzwoleniu Izraela.

„Bez wątpienia Pan nie zrobi niczego, jeśli nie objawi swojej tajnej rady swoim sługom i prorokom” (Am 3:7)

Termin „Wojna należy do Boga” oznacza, że Duch Święty objawi swoim sługom, prorokom strategie i Słowo, które musi zostać wyswobodzone, aby odnieść zwycięstwo. To wyzwoli moc Boga nad zwierzchnościami i mocami, a święci zwyciężą. To nie kwestia mówienia: „Boże! My wszystko zostawiamy Tobie, bo nie angażujemy się w walkę z zastępami ciemności w drugim niebie.”

(…)

 

Nasz autorytet

Bóg dał nam cały autorytet w Chrystusie, bo jesteśmy Jego własnym Ciałem. Ciało Chrystusa ma taką samą moc co jego głowa. Jeżeli jej nie mamy, to nie jesteśmy połączeni z prawdziwym autorytetem.

Czy ciało może powiedzieć głowie: „Nie walczę z tymi demonami, walcz sobie sam!”? Czy to nie głowa daje ciału siłę, żeby wykonać wszystko co sobie ona życzy? Niech Bóg oświeci oczy naszego rozumienia, abyśmy mogli zobaczyć bogactwa Jego chwały! Pismo mówi dalej:

i jaka jest ogromna wspaniałość Jego mocy względem nas, którzy wierzą, zgodnie z działającą Jego potężną mocą, która działała w Chrystusie kiedy podniósł Go z martwych i posadził Go po swojej prawicy i okręgach niebieskich, daleko ponad wszelką zwierzchnością i mocą i potęgą i władzą, i każdym imieniem, które zostało nadane, nie tylko w tym wieku, ale też w tych, które nadejdą. I On, złożył wszystko pod Jego stopami i dał Mu być głową nad wszystkimi rzeczami dla kościoła, który jest Jego ciałem, pełnią Jego, który wypełnia wszystko we wszystkim. (Ef 1:19-23)

Jeżeli jesteśmy pełnią Chrystusa, jak możemy mówić, że On ma cały autorytet, a my ograniczony? Ciało i głowa mają tę samą moc, jeśli są ze sobą połączone.

Jezus nie jest oddzielony od Swego kościoła, siedząc na niebieskim tronie, gdy my tu, na dole, z ograniczonym autorytetem, pozostajemy zdani na łaskę duchów terytorialnych. Jezus jest wśród nas. „W Nim poruszamy się, żyjemy i jesteśmy”. W Jezusie nie ma podziału na niebo i ziemię.

Biblia mówi:

On objawił nam tajemnicę swojej woli, zgodnie ze swoim zamiarem, który przeznaczył dla Niego, przez wzgląd na odpowiednie wykonanie jej w pełni czasów, czyli, zebranie wszystkich rzeczy w Chrystusie, tych w niebiosach i na ziemi” (Ef 1:9,10 NSRV)

Moim zdaniem wielkim błędem teologicznym jest twierdzić, że Jezus ma cały autorytet, a my go posiadamy tylko na ziemi. Chcę podkreślić: Jezus nie jest oddzielony od Swoich prawdziwych świętych.

„Ale ten kto się przyłącza do Pana jest jednym duchem z Nim.” (1 Kor 6:17)

To jest prawdziwa intymna komunia z Duchem Pana. Potwierdzeniem tej myśli jest:

„…żeby oni wszyscy byli jednym, jak Ty, Ojcze, jesteś we Mnie, a Ja w Tobie. Żeby oni także mogli być jednym w Nas, żeby świat mógł uwierzyć, że Ty Mnie posłałeś” (Jn 17:21)

Ten, który poddaje się pod całkowite panowanie i świętość Jezusa jest rzeczywiście jednym z Nim. „Jeden” nie oznacza, że Jezus jest wysoko w niebie, a my na dole, na ziemi. Jeden znaczy „jeden”. Jezus powiedział: ”Królestwo Boże jest pośród was”, co znaczyło, że jest ono w naszym duchu. Królestwo Boga ma w sobie cały autorytet Króla. Jezus powiedział Piotrowi, który jest przykładem apostolskiego autorytetu w kościele:

„I też mówię Ci, że jesteś Piotr i na tej skale zbuduję Mój kościół, a bramy Hadesu nie przemogą Go. I dam Ci klucze królestwa niebios i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” (Mt 16:18-19)

Te „klucze” są właśnie Bożym autorytetem by wpływać zarówno na ziemię, jak i na niebo. „Drzwi Hadesu” reprezentują rządowe Imperium Szatana, które jest pokonane przez kościół.

Pan powiedział także:

„Oto daję wam autorytet by deptać po wężach, i skorpionach i po całej potędze wroga i nic was w żaden sposób nie zrani.”(Łk 10:19)

Wliczone są tu wszystkie rodzaje wężów, zaczynając od węża starodawnego z Genesis 3:14, latającego węża z Objawienia 12:9, a także wężów morskich z Izajasza 30:6 i 27:1.

Są tacy, którzy Lewiatana, straszliwego węża morskiego, nadal postrzegają jako potwora do którego nikt się nie może zbliżyć ani zniszczyć, jak jest to opisane w księdze Joba. Ale tak na prawdę Jezus pokonał każdego demona i piekielnego potwora na krzyżu Kalwarii. Teraz, będąc w autorytecie Jezusa, możemy stąpać po każdym wężu, bo tak powiedział Pan.

W rzeczywistości, kiedy w wojnie terytorialnej raz doświadczy się mocy Boga, to najstraszliwsze demony wydają się śmieszne w porównaniu z przeraźliwym majestatem i autorytetem naszego Boga. Kiedy walczymy (mam na myśli tych, których Bóg powołał na front bitewny, wrócę do tego rozróżnienia później) nie jesteśmy podobni do słabiutkich żołnierzy rzymskich w stylu postaci z obrazków w podręcznikach szkółek niedzielnych – z malutkimi mieczami i zbrojami. Nie! Jesteśmy nieskończenie potężni w Nim! Rozmiar naszego ducha, zjednoczonego z Jego duchem jest gigantyczny! Nasza zbroja jest tą samą zbroją co boża, niezniszczalna i nieprzenikalna, pełna płomieni ognia i mocy błyskawic wychodzących z niej.

„Bo broń naszej walki nie jest cielesna, lecz potężna w Bogu aby obalać warownie” (2 Kor 10:4)

Kiedy jesteśmy w stanie widzieć jak wyposażeni jesteśmy przez Boga w Jego potężną moc, to będziemy także w stanie wywołać wielki strach w szeregach diabła. Demony wierzą i, jak mówi Słowo, drżą przed Bogiem, a my jesteśmy przyodziani w Niego i nasze życia są ukryte w Jezusie Chrystusie.

Niektórzy nadal chcieliby widzieć Szatana, Lewiatana i moce terytorialne jako potężne. Tego właśnie chce Szatan by przygasić bożą armię, aby móc robić całe zło jakie chce i nie przestawać rządzić.

Lecz my nie żyjemy w czasach Joba lub Izajasza, kiedy wielki smok i wąż starodawny były postrzegane jako stworzenia niezniszczalne. Jezus odniósł tryumf nad Nimi i siedzi w pełnym autorytecie po prawicy Ojca, czekając na to, aż Jego wrogowie zostaną uczynieni jego podnóżkiem.

(…)

 

Źle zrozumiane wersety

Miałam okazję słyszeć nauczania i czytać książki autorów utrzymujących, że kościół nie ma mocy gromić Szatana. Opierają swoją teologię na wersetach z listów Judy i 2 Piotra, ale jak już widzieliśmy, Bóg dał nam wszelki autorytet by stąpać po wężach i skorpionach, tak, żeby nic nam się nie stało.

„Stąpać” znaczy umieścić pod stopami, wejść na coś, rozwalić na kawałki, zburzyć. Są to słowa o większej sile niż „zgromić”. „Zgromić” to w grece: ejpitimavw (epitimao), które ma znaczenie mocniejsze niż „upominać”. Jest używane między innymi jako prawny termin nakładający cenzurę, ograniczenie ścisłym przymierzem lub wniesienie w sądzie zarzutów przeciwko komuś.

Apostoł Juda kieruje swój list przeciwko fałszywym nauczycielom, którzy wniknęli w boży naród. Ostrzega on przed tymi, którzy są pełni niegodziwości, a przeniknęli do kościoła i pokazuje jak można ich rozpoznać. W żaden sposób nie można tego traktować jak nauczania o rzeczywistym autorytecie wierzących względem Szatana. Istotnym dla nas jest pozostać w zdrowej doktrynie i mieć w pamięci kontekst, w którym te wersety są pisane.

„Niektórzy ludzie wemknęli się niezauważeni i już dawno powinni zostać tak potępieni. Ludzie bezbożni, którzy obracają łaskę bożą w pożądliwość (zmysłowość) i zapierają się jedynego Pana, Boga i naszego Pana Jezusa Chrystusa” (Judy 1:4)

„W ten sam sposób, ci marzyciele zanieczyszczają swoje własne ciała, odrzucają autorytet i uwłaczają niebiańskim istotom. A nawet archanioł Michał, kiedy spierał się z diabłem o ciało Mojżesza, nie śmiał wypowiedzieć uwłaczającego oskarżenia przeciw niemu, ale powiedział: „Pan Cię zgromi”. Mimo wszystko Ci ludzie wypowiadają się w sposób obelżywy o rzeczach, których nie rozumieją, a rzeczy, które instynktownie, jak zwierzęta, znają przyczyniają się do ich zniszczenia.” (Judy 1:8-10)

(Werset z 2 Piotra 2:9-22 jest analogiczny do tych z Judy)

Zwróćcie uwagę, że to oczywiste, że jest to powiedziane nie do bożej armii na ziemi, ale do ludzi, którzy nawet nie są chrześcijanami. Większość z nas zna ten typ zarozumiałych ludzi, którym się zdaje, że są bogami i próbują sobie robić żarty z diabła i jego zastępów. Są ateistami, którym brakuje bojaźni bożej.

Pytanie brzmi: czy narodzony na nowo chrześcijanin ma autorytet gromić diabła? Wierzę, że jedynym, który ma moc poddać Szatana osądowi jest Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty. Ale Bóg jest także wszechwładny. Dlatego też będzie delegować nas do tego zadania, a nawet więcej niż delegować, bo teraz jest powiedziane, że „jesteśmy jednym duchem z Duchem Pana”. To JEZUS W NAS potrafi, w całym swym autorytecie i władzy, poddać diabła i zgromić go, co jest równoznaczne z podporządkowaniem go pod boską sprawiedliwość. Jezus zasiada po prawicy Ojca, „czekając od tamtego czasu, aż Jego wrogowie zostaną złożeni jako podnóżek pod Jego stopy.” (Hbr 10:13)

Wierzę także, że część misji Ducha Świętego na ziemi, to używać kościół do przypominania diabłu, że został on osądzony i pokonany. To jest właśnie znaczenie słowa „gromić”.

„Kiedy On przyjdzie, przekona świat o winie ze względu na grzech, sprawiedliwość i sąd. Ze względu na grzech, bo ludzie nie wierzą we mnie, ze względu na sprawiedliwość, bo idę do Ojca, gdzie nie będziecie mnie więcej widzieć, ze względu na sąd, bo książę tego świata teraz stoi potępiony.” A zatem to nie kościół z własnej woli rozpoczyna osądzanie diabła, ale to Duch Święty w wierzących przypomina Szatanowi, co Bóg już zrobił. To nie kwestia wrzeszczenia na diabła, ale dawania Jezusowi przez nasze modlitwy legalnego pozwolenia, by poddać Szatana pod Jego boski sąd. Wierzący, który szczerze zjednoczył swoje życie z Jezusem, jest Jego Ciałem, a także stał się większy od aniołów.

„Który będąc odblaskiem Jego chwały i wyrazem obrazu Jego osoby, podtrzymując wszystkie rzeczy przez słowo Swojej mocy, po oczyszczeniu naszych grzechów, usiadł po prawicy Majestatu na wysokości, stając się o tyle lepszym od aniołów, o ile przez dziedzictwo otrzymał wspanialsze od nich imię.” (Hbr 1:3-4)

Skoro Słowo odnosi się w ten sposób do aniołów, mamy podstawy uważać, że my, wierzący, rzeczywiście jesteśmy współdziedzicami Chrystusa, nie oddzielonymi od Niego.

Czy przypadkiem wszystkie duchy usługujące nie są posyłane, by służyć tym, którzy są dziedzicami zbawienia? Jeżeli więc Michał nie ośmielił się ogłosić diabłu przeklinającego sądu, to po pierwsze dlatego, że Szatan nie został wtedy jeszcze osądzony przez śmierć Jezusa. Po drugie, bo żaden aniołów nie jest współdziedzicem Jezusa, ani częścią Jego własnego Ciała. Po trzecie, ponieważ Jezus nigdy nie dał aniołom całkowitego autorytetu nad przeciwnikiem, w przeciwieństwie do kościoła.

 

 

Współczucie Jezusa jest powodem podjęcia walki.

Walka duchowa nie jest opcjonalnym, wybranym przez nas kierunkiem w którym Duch ma się poruszyć. To nie od nas zależy czy w nią wchodzimy czy nie. Walka duchowa nie jest też jakimś nowym trendem. Bóg powołał nas wszystkich do bycia żołnierzami, choć, oczywiście, na rozmaitych poziomach. Jesteśmy Jego armią na ziemi, a On polega na nas, że pokonamy dzieła diabła i ustanowimy Jego Królestwo.

(…)

Królestwo ciemności jest wyjątkowo okrutne i bezlitosne. Nie przebacza nikomu i nieustannie niszczy jak niekończąca się plaga.

„Jeżeli widzisz w kraju biednego w opresji oraz gwałtowną perwersję prawa i sprawiedliwości nie bądź zdumiony, bo wysoki urzędnik czuwa nad wysokim, a wyżsi urzędnicy są nad nimi” (Kaz 5:8)

Każde włókno bożego serca jest poruszone, kiedy słucha bólu torturowanego świata. Czy nie zdajemy sobie sprawy z tego jak mocno Bóg kocha świat? Może dla niektórych fakt, że miliony idą do piekła nie ma żadnego znaczenia. Może tak długo jak cieszą się swoimi wygodami i jedynie dają ofiary, by inni wykonali pracę, mają poczucie, że królestwo niebieskie zostało im zapewnione. Może oni mogą utrzymać w ten sposób pokój, ale z sercem Boga tak nie jest.

Kiedy Słowo mówi: „Jezus wziął nasz ból”, to znaczy, że Ojciec czuje w swoim sercu ból każdej osoby na powierzchni ziemi. Człowiek jest Bożym ukochanym. On kocha Go tak mocno, że dał Swego syna, aby ten wycierpiał najgorsze dręczenie, aż do śmierci.

Drogi czytelniku, powinieneś zdać sobie z czegoś sprawę: każda z nas, istot ludzkich, jest najukochańsza dla Boga. Każdego dnia Ojciec widzi jak Jego ukochany (ukochana) jest ofiarą przemocy, gwałtu, wykorzystywany, mordowany, dręczony przez straszne okrucieństwa i zło nie do pojęcia. To jest ciągle przed Jego oczami, dniem i nocą.

Wyobraź sobie jak byś się czuł, gdyby twój ukochany (lub ukochana) został na twoich oczach zabity. To właśnie każdego dnia odczuwa Bóg, kiedy widzi ból zgubionych ludzi. Czy Jezus może się wstawiać z nieba o to, by ktoś stanął razem z nim i pokonał dzieła wroga? Czy naprawdę uważasz, że Jezus nie pragnie zobaczyć Swej armii przyodzianej autorytetem i kierowanej głębokim współczuciem?

Szatan kradnie współczucie kościoła. Tylko kościół, który może zrozumieć Boży ból i czuje w swych kościach cierpienie ludzi w opresji powstanie do walki duchowej bez względu na koszty.

(…)

Miłość i współczucie do tych, o których wiesz, że cierpią, kształtuje serce do walki. Pozwala Ci występować przeciwko każdej władzy i zwierzchności, która wciąga miliony dusz do piekła. Jeżeli jesteśmy nieczuli na ich ból, jeżeli współczucie nie przepełnia naszych dusz, jeśli naszym pragnieniem jest szczęśliwie żyć w przytulnym domu z ładnym samochodem na podjeździe, to nie zrozumieliśmy ewangelii Jezusa. Jeżeli nasze modlitwy są skierowane tylko na potrzeby nasze i naszych bliskich, jeśli obchodzi nas tylko to co diabeł może nam zrobić, nadal bardzo potrzebujemy światła. Jeśli wykorzystujemy nauczanie albo książkę, która wpadnie nam w ręce, by się lepiej troszczyć o własne bezpieczeństwo i strzec naszego życia oraz własności, to jeszcze się nie nauczyliśmy kochać, tak jak Jezus kochał.

„To jest moje przykazanie, żebyście się kochali nawzajem, jak ja was ukochałem. Nie ma większej miłości niż ta: położyć swoje życie za swoich przyjaciół.” (Jan 15:12-13)

Walka jest ryzykowna. Ryzyko wzrasta kiedy się ją toczy bez porządku (o czym więcej powiem później). Jednak Bóg strzeże tych, którzy narażają swoje życie dla innych ludzi.

„Ktokolwiek chce zachować swoje życie, straci je, a ktokolwiek traci swoje życie, zachowa je.” (Łk 17:33)

Prawdziwa chrystusowa miłość do zgubionych kosztowała życie wielu misjonarzy i ich rodzin, a mimo to, nie przestali oni głosić. Hudson Taylor, wielki głoszący i wstawiennik Chin, stracił żonę na polu misyjnym. Wesley też stracił swoją żonę, która została zaatakowana przez demony, chcące ją zniszczyć. Mary Ethel Woodsworth straciła czwórkę swoich dzieci i została podniesiona w potężnej, cudotwórczej mocy, w której Bóg jej używał. Ileż dzieci misjonarzy nigdy nie widziało swoich rodziców, którzy zmarli na jakąś okropną chorobę w Afryce?! Historia prawdziwej ewangelii jest pełna męczenników. To wiele mężczyzn i kobiet, którzy odmawiali uznania swego życia za cenne, aż do śmierci, byleby Królestwo Boże było ustanowione.

Jak napisano w księdze Objawienia 12:11:

„I zwyciężyli go krwią baranka i słowem świadectwa swojego, i nie ukochali swojego życia, aż do śmierci.”

Konfrontacja z ciemnością kosztowała życie Szczepana, Piotra, Jakuba i prawie wszystkich apostołów, a także innych męczenników tamtych czasów. Można wypełnić wiele książek imionami dzieci bożych, którzy pokochali boże plany dla świata bardziej niż własne życie, własności i wszystko inne w ich osobistym życiu.

Walka duchowa jest wyrazem samego, pełnego współczucia serca Bożego, które nie spocznie tak długo, jak zło i niegodziwość istnieje na świecie. Współczucie jest porywającą mocą, która pozwala nam zaangażować się w najstraszliwsze bitwy i pokonać każdy typ warowni.

Postanowiłam, że bez względu na to gdzie jestem, czy w moim kraju, czy w innym narodzie, w którym Bóg pozwala mi walczyć, nie może być jednocześnie miejsca dla mnie i diabła. Jeśli Bóg daje mi naród jako pole służby, to nie pozostawię żadnego demona ani bożka nietkniętym. Nie mogę wytrzymać słysząc zdesperowany krzyk cierpiącego narodu i po prostu stać niewrażliwie ze skrzyżowanymi rękami. Nie mogę znieść dźwięku płaczącego bólu bożego serca i nie kłaść mego życia w tej sprawie, aż do śmierci. Jak dla mnie, zbyt wiele współczucia jest w moim sercu, zbyt wiele miłości do cierpiących, bym nie walczyła i nie była gotowa oddać za nich życia. Wiem też, że jest wielu innych, którzy nie pozwolą się poniżać diabłu, bo są prawdziwą armią Boga.

 

 

Magazyn