niedziela, 25 października 2015 20:05
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Pełnia życia i całkowite uzdrowienie przychodzi tylko w relacji z Jezusem - Ela Świerczyńska

Mamy taką obietnicę, daną nam przez Jezusa: „Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam” (Mateusza 7:7). Niestety nie mamy obietnicy, że już wszystko znaleźliśmy i wystarczy to ogłaszać. Nie szukaj też „guru”, żeby się za ciebie pomodlił, ale zawsze i w każdej sytuacji szukaj Boga Biblii, całym sercem i z pełnią pasji, aż stanie się coś ponadnaturalnego – złożył obietnicę, że Go znajdziemy i jej dotrzymuje. Sposób, w jaki to robi jest indywidualny dla każdego człowieka, ale za każdym razem przynosi w sobie coś świeżego. Nie jesteśmy zobowiązani do znania wszystkich odpowiedzi z góry. Częścią „szukania” jest też zadawanie pytań Bogu i sprawdzanie odpowiedzi przez pryzmat Słowa Bożego.

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Od prawie 20 lat nie tylko wierzę, ale także widzę, że Bóg Biblii jest Bogiem czyniącym cuda – dziś, tak samo jak w czasach Jezusa. Doświadczałam tego na własnej skórze i wyliczanie wszystkich świadectw ponadnaturalnego bożego działania zajęłoby mi tak godzinkę minimum. Nie trzeba być do tego supermanem pobożności – wszystko dzieje się tylko i wyłącznie dzięki ofierze Jezusa. Lecz naprawdę, poprzez modlitwę i otwieranie się na prowadzenie Jego Ducha, potrafimy zmienić sytuacje o 180 stopni, widzimy, że cofają się choroby, ludzie przeżywają uwolnienie i koszmary, które ich dręczyły, odchodzą. Doświadczają tego w pewien sposób wszyscy, którzy przyjęli prawdę, że Bóg jest dobrym, kochającym Ojcem i ma dobre plany, co do naszego życia. Że nie chce, byśmy akceptowali cierpienie i zło nas otaczające, ale czerpali siłę do zmiany życia z ofiary Jezusa, bo „On nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie (…) on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni.” (Izajasza 53:4-5). Kiedy rezygnujesz ze swoich pomysłów na dobre życie i naprawdę szczerze prosisz Jezusa, by wszedł do twojego życia jako realnie działający Mesjasz, gdy prosisz, by całkowicie w nim zapanował, zaczynasz doświadczać ponadnaturalnej mocy, która zaczyna wypierać wszystkie ciemne rzeczy z twojego życia, a następnie z życia rodziny lub wspólnoty, społeczeństwa, które cię otacza. Jeżeli czegoś takiego nie doświadczyłeś, to znaczy, że nawet jeśli modliłeś się w przeszłości jakąś formułką modlitewną, nie zaprosiłeś jeszcze świadomie Jezusa, by stał się Panem twojego życia i nie pozwoliłeś, by otworzył ci serce na niebiańską rzeczywistość Królestwa Bożego.

Nie widziałam jednak przez te wszystkie lata dwóch identycznych historii doświadczenia przemiany życia przez Boga. Każda historia trochę się różni. Nie ma dwóch takich samych uzdrowień, czy uwolnień. Dwóch takich samych powołań, ścieżek do wejścia w pełnię tego, co zaplanował. Nasz Bóg wymyka się przepisom i definicjom. Śmiem twierdzić, że robi to celowo.

Nasz Bóg działa na rozmaite sposoby. Sama doświadczyłam poprawy zdrowia i uczestniczyłam w spotkaniach, po których u innych osób różne choroby się cofały, dzięki modlitwie ogłaszania Bożego Słowa oraz zanurzaniu się w uwielbieniu Jezusa. Znam przypadek kobiety, która była niewierząca, do chwili gdy ktoś się o nią pomodlił. Przeżyła wtedy tak zwany „cud stwórczy” – nie miała kawałka kości w kręgosłupie, a po ogólnej modlitwie kość się w nim pojawiła w sposób nadprzyrodzony. Nie miała żadnej wiary, nie była w żaden sposób „przygotowana” duchowo do przyjęcia uzdrowienia fizycznego. Osoba modląca się o nią nie była żadnym „mistrzem modlitwy”. To uzdrowienie bardzo mocno przyciągnęło ją do Boga i przemieniło całe jej życie, ale – jak powiada – mimo że jej uzdrowienie fizyczne, po ludzku wielki problem, trwało sekundę, to pewne rzeczy w jej duszy, teoretycznie bardzo płytkie, potrzebowały wielu lat otwierania się na Boga i Jego słowo, by mogły się faktycznie zmienić – zaakceptować i w pełni przyjąć zwycięstwo, które Jezus wywalczył dla nas na krzyżu.

Czasami wystarczy krótka modlitwa, zgodzenie się na to, by wola Boża działa się „tak jak w niebie, tak i na ziemi” w naszym życiu, wystarczy ogłaszanie Bożego Słowa - i dzieją się cuda. Chwała Bogu! Ale jak coś nie działa i twoja modlitwa przypomina mantrę „jestem w niebie”, to zatrzymaj się i pomyśl, proszę! Czasem sytuacja wymaga od nas przestawienia priorytetów w życiu i szukania Boga całym swoim sercem. Mamy taką obietnicę, daną nam przez Jezusa: „Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam” (Mateusza 7:7). Niestety nie mamy obietnicy, że już wszystko znaleźliśmy i wystarczy to ogłaszać. Nie szukaj też „guru”, żeby się za ciebie pomodlił, ale zawsze i w każdej sytuacji szukaj Boga Biblii, całym sercem i z pełnią pasji, aż stanie się coś ponadnaturalnego – złożył obietnicę, że Go znajdziemy i jej dotrzymuje. Sposób, w jaki to robi jest indywidualny dla każdego człowieka, ale za każdym razem przynosi w sobie coś świeżego. Nie jesteśmy zobowiązani do znania wszystkich odpowiedzi z góry. Częścią „szukania” jest też zadawanie pytań Bogu i sprawdzanie odpowiedzi przez pryzmat Słowa Bożego. Widziałam fantastyczne modlitwy, w trakcie których po długim, bezskutecznym ogłaszaniu mocy Bożej nad problemem, ogłaszaniu wszystkich wersetów biblijnych mówiących o zwycięstwie Jezusa nad danym problemem, w końcu ktoś zadawał Bogu proste pytanie: „ale o co chodzi?” i przychodził z proroczą odpowiedzią. Tak naprawdę osoba, która ma problem, może podczas wspólnej modlitwy sama zadać Bogu pytanie – i usłyszy wtedy często odpowiedź, nawet jeśli wcześniej nie była otwarta proroczo przez Ducha Świętego (a przez takie otwarcie się na Niego wyjdzie z modlitwy z nowym kluczem do stabilnego życia z Bogiem). Ktoś może np. zobaczyć obraz lub rzecz, która jest w jego/jej życiu przeszkodą do życia w bożej pełni. „Przeszkody” bywają naprawdę różne: czasami grzechy, czasem złe wzorce wyniesione z domu, czasem wiara w twierdzenie, które jest kłamstwem (może być na swój temat, albo na temat Boga), czasem brak zaufania do Boga, a czasem coś bardzo konkretnego – jeśli chodzi o uzdrowienie, to Bóg potrafi nawet wskazać na błąd w leczeniu lub też błędy w diecie i stylu życia. Bóg jest autentycznie zainteresowany najmniejszymi detalami. Zdarzyło mi się usłyszeć na modlitwie o układ pokarmowy słowo, które kojarzyło mi się tylko z lekcji chemii, ale po przejrzeniu odpowiedniej literatury okazało się, że było trafione w 10 i że trzeba było lekko zmienić dietę, by problem się cofnął. Gorzej jakbym nie wzięła tego pod uwagę i na upartego ogłaszała, że przez krew Jezusa jest dobrze – wątpię czy faktycznie byłoby dobrze. Może tylko na podstawie wersetu: „a choćby coś zatrutego zjedli lub wypili, nic im się nie stanie” (Marka 16:18). Ale Bóg nie chce takich sytuacji i nie należy liczyć na stabilizację, jeśli ktoś tak buduje swoje życie z Nim. On chce nas wykształcić i przemienić, by nie było tak, że sami sobie jakoś krzywdę robimy, a On musi robić cud, by nas ratować. Bóg chce byśmy dbali o siebie, o swoje ciało i duszę, i ducha, bo „jesteśmy Jego świątynią” (1 Koryntian 3:15-17). Bóg chce, żebyś wyszedł na prostą i żył dobrym życiem. Bóg chce mieszkać w Tobie i przebywać z Tobą w namacalny sposób. Chcesz tego samego? Po pierwsze włącz słyszenie! Zacznij się Go pytać o wyjście z twojej sytuacji. Zacznij pytać się Go o zdanie w każdej sprawie związanej z twoim życiem. Zapragnij wejścia w relację z Nim. Módl się do momentu, aż naprawdę Go usłyszysz! On nawet bardziej pragnie byś Go usłyszał, niż ty pragniesz kontaktu z Nim.

Jedno z ciekawszych objawień, które przyszło do Kościoła i było omawiane w ciągu ostatnich 15 lat, to uzdrawianie rozbitej duszy jako przyczyny innych problemów. Pamiętam jak czytałam dość zagadkową opowieść Dereka Prince’a o wieloletnim zmaganiu się z nawracającym duchem depresji. Tłumaczył, że Bóg mu pokazał, że taki istnieje, a także, że musiał przeżyć bardzo radykalne uwolnienie, ponieważ była to sprawa bardziej niszcząca jego życie niż jakakolwiek istniejąca choroba fizyczna. Bóg zwrócił jego uwagę na Księgę Przysłów: „Człowiek dzielnego ducha wytrzyma chorobę, lecz ducha strapionego (ang. złamanego) kto podniesie?” (Przyp. 18:14). Depresja jest realnym problemem, który dotyka wielu ludzi i jakoś nie zawsze chce odejść po samej modlitwie ogłaszania bożej mocy lub tego, że będzie dobrze. Aktywność i praca faktycznie pomaga ograniczyć depresję, ale ciągle nie rozwiązuje to problemu. Jak powiesz osobie, która ma depresję, ze po prostu ma się wziąć do roboty lub też, że nie wierzy w Boga Biblii, bo Bóg depresji nie daje, to tylko ją dobijesz. Miałam poważne ścięcie z depresją gdy w wypadku zmarła moja koleżanka, za którą długo się modliłam i którą Bóg mi bardzo kładł na sercu. Jako dziecko wyznała Jezusa Panem, ale w chwili śmierci była nie wiadomo w jakim stanie, bo żyła – z tego co mi wiadomo – bez Boga. Ciężko mi było, bo wiedziałam, że były chwile i momenty gdy mogłam coś zrobić jeszcze inaczej i może dzięki temu jej życie skręciłoby na dobre tory. Oczywiście moi znajomi i bliscy z kościoła byli wystarczająco niemądrzy, żeby wykazać mi brak wiary i powiedzieć, że skoro mam z tego powodu doła, to znaczy, że mamy innego Boga, bo ich Bóg depresji nie daje. Oj, niedobrze! Na szczęście miałam wcześniej zbudowany fundament relacji z Duchem Świętym i mnie to wszystko nie złamało. Wiedziałam po prostu, że jak się obrażę na Boga, to nic dobrego z tego nie wyjdzie, a jak będę się na Niego otwierać i wylewać swoje serce przed Nim, to w końcu coś musi się stać - i w końcu znalazłam Bożą odpowiedź dla siebie i dla całej sytuacji. Przez te przejścia zrozumiałam też jak skomplikowanym mechanizmem jest ludzka dusza i jak działają demony depresji, więc choć kluczem jest usłyszenie Bożego głosu dla każdej sytuacji, podzielę się paroma przydatnymi wskazówkami.

Księga Izajasza zawiera ciekawy obraz, który jest pomocny w modlitwie o przełom we wnętrzu człowieka.

„ponieważ Aram, Efraim i syn Remaliasza uknuli zło przeciwko tobie, mówiąc: Wyruszmy do Judy i przestraszmy ją, i podzielmy ją między siebie, a ustanowimy w niej królem syna Tabala. Tak mówi Wszechmogący, Pan: To się nie stanie i tak nie będzie!” (Izajasza 7:5-7)

Pokazuje to pewien schemat, w jaki diabeł walczy o kontrolę nad ludzką duszą. Plan był tu taki: „wyruszmy do Judy”. Juda znaczy „chwała”. To nam mówi, że każdy atak zaczyna się od naszej chęci chwalenia Boga. Nic do nas nie podejdzie, jeśli jesteśmy autentycznie zakochani w Jezusie i przebywamy w Bożej chwale. Dlatego warto się zatrzymać, gdy czujemy wypalenie i tracimy pierwszą miłość do Jezusa. Warto jest poświęcić chwilę i rozpalić na nowo ogień miłości do Boga. Następnie pada: „przestraszmy ją”. Strach może pochodzić z przeszłości, albo wprowadzany jest przez jakieś złe doświadczenie, traumę, która może się przydarzyć, jeśli żyjemy w jakimś oddaleniu od Boga – i to podkopuje nasze zaufanie do Niego. Jeśli się temu poddajemy nasza dusza ulega złamaniu, zaczyna być pod opresją demoniczną i potrzebuje uzdrowienia. Na samym końcu ustanawiany jest w niej król-Tabal. Tabal w wolnym tłumaczeniu znaczy „zdatny do niczego”. Przychodzi poczucie bezsensu i beznadziei.

Gdy mamy te uczucia i przeżyliśmy taką sytuację wyznawanie „jestem w niebie” nie bardzo nam pomoże. Pomoże natomiast omówienie całej sytuacji dokładnie z drugim chrześcijaninem, albo wylanie serca przed Duchem Świętym – i poprowadzenie proroczej modlitwy, która znajduje bożą odpowiedź na tę całą sytuację. Pomoże także ogłaszanie, że cała trauma ma się cofnąć, każda część duszy ma być uwolniona, ma na nowo zrosnąć się w całość i zasiąść w Jezusie po prawicy Boga Ojca w miejscach niebieskich (żeby wnętrze człowieka mogło realnie doświadczyć stanu opisanego w Kolosan 3:1-4: „A tak, jeśliście wzbudzeni z Chrystusem, tego co w górze szukajcie, gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej; o tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi. Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu”). Czasami w trakcie tej modlitwy Bóg objawi zaskakujący korzeń całej sytuacji, lub też jaki rodzaj demona jest powiązany z danym atakiem. Czasami tylko zasygnalizuje, że to działalność demoniczna i będzie prowadził do ogłaszania wolności przez krew Jezusa. Często pokaże cały obraz lub związek przyczynowo-skutkowy, który doprowadził do danej sytuacji. Kluczem jest jednak działanie w relacji z Bogiem. Działanie prorocze, otwarte na Boży głos. Nie grzebiemy w trudnych sytuacjach, dlatego że mamy taki pomysł. Pytamy się Boga, czy jest taka potrzeba i działamy dokładnie według prowadzenia proroczego. Bóg nigdy nie pozwoli na dręczenie osoby, która ma przeżyć uwolnienie. Niczego nie robimy bez jej/jego zgody. Niczego nie robimy za szybko – a nade wszystko nastawiamy się na zanurzenie osoby w uwielbieniu i staramy się doprowadzić ją znów do stanu, w którym budzi się w niej na nowo chęć chwalenia Boga.

Bóg czasami z nami postępuje jak chirurg i wycina coś błyskawicznie. Czasami jak rehabilitant i pracuje nad jakąś sprawą stopniowo. Czasami też chce wykształcić w nas jakieś mięśnie. Nie możemy się zrażać. Musimy po prostu ufać i iść za Jego głosem. Gdy Bóg wprowadzał Izrael do Ziemi Obiecanej, powiedział, że nie wypędzi wszystkich narodów na raz, ale będzie je usuwał stopniowo, aby „dziki zwierz w ziemi się nie rozmnożył” (V Mojż 7:21). Podobnie postępuje z nami – niektóre zmiany wprowadza stopniowo, czekając aż dojrzejemy do objęcia władzy nad daną częścią naszej Ziemi Obiecanej.

W tym temacie Rony Chaves powiedział kiedyś ciekawe zdanie. Bóg chce wprowadzać różne zmiany w naszym życiu, by żyło nam się lepiej. Wszystkie zmiany mogą jednak zachodzić na dwa sposoby: ze znieczuleniem lub bez znieczulenia. To my decydujemy, którą opcję wybieramy. Jeśli chcemy ze znieczuleniem, to musimy zadbać o zanurzenie w bożej chwale. Zanurzenie, które nam pozwala błyskawicznie słyszeć Jego głos. Faktycznie takie zanurzenie w Bogu pomaga przejść przez wszelkie zmiany i każdy dół potrafi przemienić w górę chwały dla Niego.

Bóg chce z nas uczynić Swą Oblubienicę, bez żadnej zmazy, skazy, czy czegoś w tym rodzaju (Efezjan 5:27). Czy Bóg może nam więc pokazać na modlitwie naszą przeszłość? Oczywiście, że tak i nie warto przed tym uciekać! W momencie gdy otwieramy się na przemianę życia, według planu Boga Ojca, w relacji z Nim, On ma prawo dotknąć wszystkich rzeczy związanych z nami, więc także przeszłości. On chce przejąć kontrolę nad wszystkimi złymi rzeczami i może nas poprosić, byśmy mu daną trudną sprawę oddali. Może nam chcieć wytłumaczyć błąd w naszym postępowaniu. Nie będzie nas jednak nigdy dręczył, ani potępiał. Jedyny smutek jaki może przyjść, to „smutek ku upamiętaniu” (2 Kor 7:9-10). W rodzinnej relacji normalne jest, że czasem powracamy do przeszłości, żeby się lepiej zrozumieć i zbudować stabilniejszą przyszłość. Normalne jest, że czasem rozumiem, że coś było z mojej strony nie tak i mówię „przepraszam”. Tak samo jest z Bogiem. Czasem czegoś dotyka, nagle rozumiem coś, czego nie rozumiałam wcześniej i wtedy mówię Mu „przepraszam”. Jest to naturalny wyraz miłości i chęci poprawy, a nie samopotępienie. Niestety w wielu rodzinach było to traktowane jako wyraz poniżenia i źle nam się kojarzy. Czasem wynieśliśmy zły obraz ojca i relacja z Bogiem Ojcem nam się źle kojarzy. Trzeba to jednak w szczerości przynieść i oddać Bogu. Niebezpieczna jest sytuacja, w której tylko staram się wyprzeć z pamięci wszystkie złe rzeczy, które miały miejsce w moim życiu, a nie oddaję ich Bogu – by mógł rozmawiać o nich ze mną, pokazywać dalsze złe sposoby działania, które przez nie przyszły i by mógł uczyć mnie jak do pewnych rzeczy już nigdy nie wrócić. Takie wyparcie zwykle prowadzi tylko do jeszcze gorszych komplikacji w życiu. Krew Jezusa zawsze oczyści mnie z każdego grzechu, który oddałam Bogu, ale Jego Duch nigdy nie zrobi ze mnie marionetki pozbawionej woli. Chce mnie aktywnie nauczyć, skąd pewne rzeczy przychodzą i jak kształcić moją wolną wolę, by ich unikać. A robi to przede wszystkim przez relację i będzie działał na rozmaite sposoby, bez utartych schematów i przepisów.

To, co wiem na pewno po wszystkich latach życia z Bogiem Biblii, Bogiem cudów i Panem przełomów: Bóg chce byśmy byli szczęśliwi i żyli pełnią naszego życia. Po to nam je dał. Bóg absolutnie nie chce, byśmy cierpieli. Ale tu chodzi o coś więcej niż uzdrowienie, uwolnienie, „szczęście”, nasza osobista ulga i spełnianie dalszych naszych pragnień w postaci willi na Hawajach. Priorytetem wszystkich Bożych działań jest indywidualna relacja z każdym człowiekiem.

Człowiek został stworzony do relacji z Bogiem. Bez tej relacji nie będzie prawdziwego szczęścia, mimo zdrowia, fajnej rodziny i kasy. Z tą relacją szczęście będzie przychodzić, nawet jeśli nie wszystko w naszym życiu zmienia się błyskawicznie na lepsze i nawet jeśli będziemy musieli przejść przez kilka dolin na swej drodze. Jak mówił Dawid: „Lecz moim szczęściem być blisko Boga.” (Psalm 73:28). Jeśli chcesz osiągnąć uzdrowienie, uwolnienie, szeroko rozumiane „szczęście”, jakiekolwiek bezpieczeństwo, czy kasę, a nawet bez cienia samolubstwa chcesz zbudować coś dobrego dla ogółu społeczeństwa – ale nie pragniesz codziennie trwać w relacji z Nim, to sam się ograbiasz z podstawowego sensu twojego życia. Ryzykujesz, że w którymś momencie zbłądzisz i skończysz jak Saul, który mimo swych „dobrych” pomysłów w końcu usłyszał: „posłuszeństwo jest lepsze niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani” (1 Samuela 15:22). Bóg zawsze mówi do każdego z nas „miłości chcę, a nie ofiary i poznania Boga, a nie całopaleń” (Ozeasza 6:6). Tego właśnie pragnie Bóg – byśmy naprawdę poznali Go. I to jest klucz do naszej pełni.

 

źródło: Ela Świerczyńska, tekst autorski otwarteniebo24.pl

Magazyn