niedziela, 21 maja 2017 11:50
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Co z tymi, którzy są "na zewnątrz" Kościoła? - Pat Holloran

Chociaż możemy próbować unikać konfrontacji w kościołach, zobaczymy, że taki stan rzeczy będzie trwał, tak długo jak są samolubne ambicje i motywacje u niektórych z tych, którzy chodzą do kościoła. Przykro mi mówić, że będzie trwał, ale tylko jeszcze przez krótki czas. Wierzę, że przychodzi potężny ruch reformacji, który przyniesie pokutę, pojednanie i zaleczenie starych ran, a także zamknięcie drzwi przeszłości, które przeprowadzi nasz Pan...

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Czy stoisz na zewnątrz, z daleka od tego, co dzieje się w Kościele?

Jednym z elementów, na które natrafiam coraz częściej podczas moich podróży, jest ilość ludzi, którzy podchodzą do mnie, mówiąc: „Przestałem chodzić do kościoła”. Problem polega na tym, że to zdanie zaczęło być tak często wypowiadane przez wykupionych krwią Jezusa ludzi bożych, że muszę się ich pytać: „Dlaczego?”

Nie zawsze wierzę statystykom wysyłanym mi przez innych, ale udało mi się potwierdzić, że badania wskazują, że 83% wszystkich dorosłych Amerykanów uważa się za „chrześcijan”, ale – co nie jest dziwne – większość z nich nie „chodzi do kościoła”.

Znów pojawia się pytanie: „Czemu?”

Według autorów tych ankiet, powodem, dla którego wiele osób przyznających, że są chrześcijanami, unika kościoła, są ból, zranienia i wstyd, które przyszły do ich życia przez kościół/współbraci/służbę.

Czy właśnie tego doświadczyłeś/aś? Czy to dlatego trzymasz się z daleka od zorganizowanych grup, weekendowych spotkań kościelnych? Czy to dlatego unikasz bezpośredniego spotkania z „bożymi ludźmi”?

Z całą pewnością mogę zrozumieć tego rodzaju uczucia. Będąc pastorem przez wiele lat, odkryłem, że niektórzy z najokrutniejszych ludzi na ziemi znajdują się w naszych kościołach. Nigdy nie dałem rady pojąć, skąd tyle zdrad, plotkowania, bezbożnego wytykania win, nawet manipulowania, które było przedmiotem działania innych „członków kościoła.”

Jedną z rzeczy, którą odkryłem u tych, którzy trzymają się obecnie z daleka od Kościoła, jest to, że ci ludzie nie chcą odchodzić od Boga, Jezusa Chrystusa czy Ducha Świętego, ale tak naprawdę, chcą oni uniknąć ludzi, którzy zachowują się bezbożnie względem nich podczas spotkań kościelnych.

Ale tak naprawdę, Jezus Chrystus, nasz Król, bardzo dobrze wie, przez co przechodzą ci ludzie. Zawsze zaskakiwało mnie to w przeszłości i ciągle mnie zaskakuje, że niektórzy najpodlejsi ludzie, których charakter i prawość pozostawiały wiele do życzenia, niektórzy z tendencjami do dopuszczania się przemocy, z chęcią do dokonywania szybkich osądów – znajdowali się wśród ludzi twierdzących, że są „Bożymi dziećmi”. Wiecie jednak, że to właśnie spotkało Jezusa, kiedy przyprowadzili Go przed kapłanów w Świątyni i przed Poncjusza Piłata. Zawsze uważałem za interesujący fakt, że ci, którzy Go oskarżali i składali fałszywe świadectwo, by stało się to, co chcieli, ci, którzy chcieli zniszczyć Jezusa – to koniec końców nie byli Rzymianie, ale Hebrajczycy. Jak mówi Biblia: „Był zraniony, pobity i ubiczowany” przez ludzi, którzy byli uważani za „Dzieci Boże”. Właśnie tak! Potomkowie Abrahama, ci, którym Sam Bóg dał błogosławieństwo w postaci zarządzania ziemią oraz chodzenia w bliskiej relacji z Nim – to oni właśnie nie mogli przyjąć (w większości) Syna Bożego jako Odkupiciela i Króla na wieki. Wiemy też, oczywiście, że zdrada, którą Jezus Chrystus musiał znieść ze strony jednego ze swoich, pokazuje nam dziś, że Pan rozumie, dlaczego wiele osób odrzuca przebywanie w instytucji Kościoła.

Wierzę, że jednym z powodów, dla którego tylu ludzi, którzy postanowili trzymać się z dala od Kościoła, nie straciło wiary/zasad jest to, że wiedzą, że Jezus Chrystus rozumie przez co przechodzą. To jest zagadka, z którą stoimy dziś twarzą w twarz. Chociaż wielu ludzi wie, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, że jest On jedyną drogą do Boga Ojca, że Jego śmierć i zmartwychwstanie otworzyły drzwi, które są dostępne dla całego rodzaju ludzkiego, tych, którzy oddają życie Jezusowi Chrystusowi – to ci sami ludzie mają trudności w „spędzaniu czasu” z tymi, których nazywamy „chrześcijanami”.

W trakcie 20 lat pastorowania razem z żoną odkryłem, że prawie 100% tych, którzy atakują innych świętych w imię Jezusa Chrystusa, to ludzie, którzy jedynie udają, którzy są nie tylko spaczeni w swoim myśleniu, ale jednocześnie pełni grzechu. Tak – pełni grzechu. Jak inaczej można wytłumaczyć ten brak bojaźni Bożej, brak posłuszeństwa przykazaniu „kochajcie się wzajemnie” i spiskowanie za czyimiś plecami, których sam byłem świadkiem, w sytuacjach gdy powstawał podział pomiędzy braćmi?

Chociaż możemy próbować unikać konfrontacji w kościołach, zobaczymy, że taki stan rzeczy będzie trwał, tak długo jak są samolubne ambicje i motywacje u niektórych z tych, którzy chodzą do kościoła. Przykro mi mówić, że będzie trwał, ale tylko jeszcze przez krótki czas. Wierzę, że przychodzi potężny ruch reformacji, który przyniesie pokutę, pojednanie i zaleczenie starych ran, a także zamknięcie drzwi przeszłości, które przeprowadzi nasz Pan, aby Jego ludzie weszli w poznanie Królestwa Nieba na tej ziemi oraz by stali się częścią solidnego fundamentu, umożliwiającego takie Boże działanie.

Widzicie, być może największym darem, którzy Boży ludzie posiadają to ten, by być wprowadzanymi przez Bożego Ducha we „wszelką prawdę”, a także by stawać się takimi mocnymi w swoim poznaniu, że to, co dostajemy przez osobistą relację z Królem Królów będzie wartościowe, intymne, a On zawsze będzie z nami. Ta wiedza nigdy nie usunie daru przebywania z Nim i naszego uznania tej prawdy, że jest to relacja stała, przymierze wieczne!

Z tego powodu wiem (nawet na podstawie mojego życia), że ludzie którzy obecnie są „poza murami kościoła” osiągają determinację, by dalej żyć na podstawie tego, w co wierzą i że ta wiara przyciągnie ich z powrotem do wspólnot, kontaktów, relacji z innymi, którzy mają podobny sposób myślenia.

Popatrzmy jak znowu zaczną się łączyć, by zdobyć jeszcze więcej zrozumienia życia z Królem, poznając jeszcze bardziej Jego Słowo i Jego Nauczania lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Wtedy i ja, i ty zobaczymy światło od Pana, które przychodzi w tych czasach poszukiwania zrozumienia, a także nową wolność, które nie pozwoli, by miłość Jezusa Chrystusa była odrzucana na bok.

Wszyscy więc skupmy się znów na Bogu, na Jezusie Chrystusie i na Duchu Świętym, a przestańmy zwracać uwagę na innych, którzy myślą, że są Bożym wyborem. Jak mówiliśmy w czasach gdy byłem mały: „dowód kryje się w puddingu” (trochę jak polskie „poznasz Stachu po zapachu” – przyp. tłum.). To znaczy, że i ja, i ty mamy patrzeć na owoc, którym jest życie drugiej osoby. I szczerze mówiąc, jeżeli będziemy patrzeć na owoc w naszym własnym życiu, to też pomoże nam to odkryć, czy naprawdę należymy do Boga, czy tylko do siebie samych.

Wszyscy, którzy jesteśmy i poza, i wewnątrz czterech ścian [kościołów], próbujmy na nowo [relacji] z Bogiem, Jezusem i Duchem Świętym – i popatrzmy, czy znajdziemy odpowiedź, która usunie stare przekleństwo, które jest nazywane: „strzelaniem do swoich”.

Bóg zasiada na Swym Tronie, Jego Syn dał nam polecenie, byśmy się wzajemnie kochali. Mówię wam dziś, że jeśli nie potraficie kochać (nie lubić – ale kochać) świętych nabytych krwią Jezusa Chrystusa, Bożych świętych pokrytych Jego Krwią, to może być tak, że nawet nie narodziliście się na nowo. Ups!

 

Źródło: post Pata Hollorana z 20.09.2013

Tłumaczenie: Ela Świerczyńska, ekipa otwarteniebo24.pl

Więcej: PATHOLLORAN.COM

Magazyn

Muzyka i Filmy

Trzecia Godzina Dnia