niedziela, 25 marca 2018 12:32
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Defragmentacja duszy cz.1 - Pat Holloran

  Opisuję rzeczywistość, w której to, co ponadnaturalne i naturalne, istnieje jako równoległe wszechświaty, jeden w ziemskich ramach czasowych, a drugi w wieczności. Ten wieczny, czyli nowe niebo i nowa ziemia, jest zawsze wokół nas. Wieczne istoty, jak święci w niebie, aniołowie i tak dalej, funkcjonują na nowej ziemi, co jest opisane w księdze Apokalipsy. Ponadnaturalne demony są zamknięte w wymiarze czasowym, tak jak my, lecz nie można ich zobaczyć inaczej, jak tylko przez dar rozróżniania duchów.  

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Czasami Bóg będzie zabierał cię w miejsca, które nie należą do sfery naturalnej. Jeśli to uczyni, powinieneś być naczyniem chętnym, by pójść za Jego rozkazem. W latach osiemdziesiątych Pan przemówił do Valerii i do mnie, że rzeczy, których będę nauczał, będą oparte na moich własnych doświadczeniach. Powiedział: „Będziesz służył, nauczał i głosił w oparciu o to, czego sam doświadczysz, a nie o doświadczenia innych”. Pomyślałem, że brzmi to cudownie, z duchową głębią, nie wiedziałem bowiem wtedy, przez co będę musiał przejść, żeby wypełnić to, co obiecał Bóg. Czasami wolałbym, żeby kto inny odkrywał te rzeczy, ale często po jakimś doświadczeniu, które wydawało mi się wyjątkowe, dowiadywałem się, że inni mieli dokładnie takie same przeżycia. To, co za chwilę opiszę, jest właśnie jednym z takich nadprzyrodzonych doświadczeń. Nazywam je fragmentacją duszy.

Wiele lat temu służyłem w Niemczech i miałem bardzo napięty grafik. Właśnie zakończyłem poranną sesje podczas seminarium i miałem zrobić sobie przerwę w pokoju. Z doświadczenia wiedziałem, że jeśli daję coś z siebie, muszę poświęcić czas na to, żeby się odnowić i na nowo wypełnić. W takich chwilach idę w jakieś odosobnione miejsce i spędzam czas sam na sam z Duchem Świętym. Częścią tego cichego czasu jest czytanie Bożego Słowa, by się nim całkowicie wypełnić i zbudować swoją wiarę.

Pismo Święte jest dla mnie źródłem prawdy. Nie czytam go z krytycznym nastawieniem, raczej cieszę się nim i delektuję. Słowo Boże jest światem, które jest w nas i popycha nas do tego, byśmy byli jak latarnia.

Czytałem więc Słowo i natknąłem się na Psalm 30:4: Panie, dobyłeś mnie z Szeolu, przywróciłeś mnie do życia spośród schodzących do grobu”. Pomyślałem sobie: ,,Cóż za ciekawa myśl, ale, Panie, co oznacza, że przywróciłeś Dawida do życia spośród schodzących do grobu?”. Zastanawiałem się, jak to możliwe, że Dawid doświadczył grobu i mimo to żył nadal. To pytanie sprawiło, że znalazłem się w sferze duchowej. Dosłownie w jednej chwili byłem w trakcie rozmowy z moją żoną i pytałem: ,Jak sądzisz, co to może oznaczać?”, a po chwili już mnie tam nie było!

Opisuję rzeczywistość, w której to, co ponadnaturalne i naturalne, istnieje jako równoległe wszechświaty, jeden w ziemskich ramach czasowych, a drugi w wieczności. Ten wieczny, czyli nowe niebo i nowa ziemia, jest zawsze wokół nas. Wieczne istoty, jak święci w niebie, aniołowie i tak dalej, funkcjonują na nowej ziemi, co jest opisane w księdze Apokalipsy. Ponadnaturalne demony są zamknięte w wymiarze czasowym, tak jak my, lecz nie można ich zobaczyć inaczej, jak tylko przez dar rozróżniania duchów.

W tamtej chwili odkryłem, że jestem w ziemi tego duchowego wymiaru, fizycznie go odbierałem, czułem jego zapach. Było tam całkowicie ciemno. Nic nie widziałem. Gdy przysunąłem sobie rękę do twarzy, nie widziałem nawet swoich palców, kompletnie nic. Słyszałem szum wiatru, odczuwałem gorące i zimne uderzenia powietrza i zewsząd dochodziły mnie jęki.

Być może trwało to tylko kilka sekund, nie jestem pewien. Nagle pojawiło się tam światło błyskawicy i oświetliło wszystko dookoła. Te błyski powtarzały się regularnie.

Rozejrzałem się wokół i odkryłem, że jestem w dolinie, a po obu stronach mam łańcuchy górskie. Za mną była ogromna brama. Na zboczach były tysiące tysięcy jaskiń, a przed każdą na straży stali demoniczni wartownicy. Byli skupieni i wydawało się, że nie są mną szczególnie zainteresowani. Każdy z nich mierzył około trzech metrów wysokości, a ich skóra miała szary kolor. Ich głowy przypominały gadzie łby o żółtych oczach. Ciała strażników nie były niczym przyodziane, kulili grzbiety. Od pasa w dół byli pokryci łuskami i wydawało się, że jest to jakby ich zbroja. Ich nogi przypominały potężne nogi tyranozaura, a stopy miały cztery paluchy zakończone masywnymi pazurami. Ich ramiona też były potężne, wyglądały jak ręce ciężarowca. Ich dłonie przypominały ludzkie, tylko że były zakończone szpiczastymi pięciocentymetrowymi pazurami. Zaskoczeniem było dla mnie to, że z daleka skóra ich tułowia od pasa w górę wyglądała na gładką, lecz gdy się zbliżyłem, odkryłem, że jest bardzo pomarszczona

W żaden sposób nie byłem w stanie wydobyć z siebie głosu. W środku próbowałem wzywać imienia Jezusa Chrystusa. Sądziłem, że jeśli uda mi się to zrobić, pojawi się światło, które ujawni wszystko, co mogło być ukryte. To dziwne, lecz nie odczuwałem niebożego strachu. W zasadzie sam byłem zdziwiony tym, jak byłem spokojny .

Gdy próbowałem przemówić, po moich obu stronach pojawili się dwaj anielscy słudzy-wojownicy. Ubrani byli w wojenne stroje i mieli ponad cztery i pół metra wysokości. W lewych dłoniach trzymali złote tarcze szerokie na metr osiemdziesiąt i wysokie na dwa i pół metra. Obydwaj mieli włosy do ramion. W prawej ręce trzymali lance, również zrobione ze złota, o długości pięć i pół metra. Każda lanca miała wygrawerowane imiona Boga – sam Ojciec je tam umieścił. Trzymali również miecze umieszczone w pochwach. Wydawało się, że ich ostrza są wykonane z diamentu i że są ostre jak brzytwa. Rękojeść tej broni wykonano z czystego złota, a na końcu rączki był umieszczony rubin. Gdy aniołowie wyjmowali te miecze z pochwy, ich ostrza były otoczone świętym ogniem, który płonął z mocą pieca hutniczego.

Anielscy wojownicy byli ubrani w długie tuniki z czerwonymi pasami. Gdy zbliżało się starcie, zaczepiali poły swoich szat za te pasy, co wyglądało, jakby mieli luźne, szerokie spodnie. Wtedy właśnie zobaczyłem ich buty. Były również złote, a na ich podeszwach było coś jakby ćwieki. Wydawało się, że te buty służą do kopania wroga.

Anioł po mojej prawej stronie przemówił do mnie, chociaż jego usta w ogóle się nie poruszyły; miałem wrażenie, że słyszę jego myśli. Powiedział mi, że ta ziemia to „cień śmierci i grobu”. W każdej z tych jaskiń były rozczłonkowane dusze ludzi trzymanych w więzieniu.

Zapytałem wtedy, czy moja dusza też jest tam przetrzymywana. Odrzekł, że w istocie część mojej duszy jest w tym miejscu i że jest tam więziona już od bardzo długiego czasu. Gdy zapytałem gdzie, pojawił się promień światła i oświetlił wejście do jaskini położonej blisko szczytu góry. Wtedy anioł znowu przemówił do mnie, wyjaśniając, że obydwaj zostali posłani, by pomóc mi uwolnić moją podzieloną duszę i stać przy mnie, gdy dusza będzie się ze mną jednoczyć.

Wiedziałem, że będę musiał wspiąć się po zboczu góry, by dojść do miejsca, w którym moja dusza była przetrzymywana w niewoli. Gdy wchodziliśmy pod górę, zdziwiło mnie, że żaden demon nie zwraca na mnie uwagi. Strażnicy byli skupieni na tym, czego pilnowali wewnątrz jaskiń, przed którymi stali. Muszę przyznać, że wspinaczka nie była łatwa i czułem się bardzo zmęczony, gdy posuwaliśmy się w górę. Wiedziałem, że to jest wizja, ale byłem w tym miejscu również fizycznie. Z trudem łapałem oddech i bardzo się pociłem!

Im bardziej zbliżaliśmy się do szczytu góry (a wydawało się, że to trwa kilka godzin), tym silniejsze stawały się powiewy wiatru i odczuwałem coraz większe gorąco. To mnie zaskoczyło, ponieważ w przypadku tych nielicznych gór, na które udało mi się wspiąć w sferze naturalnej, temperatura zazwyczaj spadała wraz z wysokością.

Gdy zalazłem sie jakieś dwadzieścia metrów przed wejściem do właściwej jaskini, demoniczny strażnik zaczął stawać się coraz większy. Wyglądało na to, że szykuje się do ataku. Gdy opuszczał swoją lancę (pamiętaj, wróg wszystko podrabia), po raz kolejny spróbowałem wezwać Pana na pomoc. Zanim jednak udało mi się wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, chyba największy anielski sługa-wojownik, jakiego kiedykolwiek spotkałem, pojawił się tam i zmiótł złego. Zajęło mu to dosłownie dwie-trzy sekundy. Następnie anioł zniknął z demonicznym strażnikiem, który był już związany.

Przez to wszystko zacząłem tracić równowagę i niemal spadłem w dół zbocza. Anioł po mojej lewej stronie chwycił mnie delikatną, ale bardzo wielką dłonią. Byłem zdziwiony, że nie zająłem nawet połowy jego dłoni. Słowo mówi nam, że aniołowie będą nas nosić na rękach. W Psalmie 91:11-12 czytamy: „Bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień”. Czy nie jest ciekawe, że kiedy doświadczymy prawdy Słowa w osobisty sposób, zmienia się nasze nastawienie i inaczej patrzymy na dany wiersz następnym razem?

Gdy mogłem już podejść do wejścia do groty, odkryłem, że jest groźnie wyglądająca, potężna brama. Jej skrzydła były naszpikowane ostrymi jak brzytwa metalowymi szpikulcami zwróconymi na zewnątrz. Za nimi była ukryta dziurka na klucz. Gdybym próbował się przez nią przedostać, mógłbym się bardzo poranić, ale nawet nie miałem klucza. W tym momencie anioł po mojej prawej stronie chwycił moje prawe ramię i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem, że trzymam w ręku zestaw starych kluczy.

Anioł zaczął je przeglądać, a kiedy znalazł ten, którego szukał, sięgnął ręką między metalowymi szpikulcami, umieścił klucz w dziurce i przekręcił go. W tym momencie łańcuchy, na których brama wisiała jak na zawiasach, rozkruszyły się. Próbowałem otworzyć wrota, ale nie miałem wystarczająco dużo siły. Obawiałem się, że nadzieję się na szpikulce, wahałem się, czy naprzeć na bramę swoim ciałem, żeby ją unieść do góry. Wtedy anioł po mojej lewej stronie wyjął swój miecz i przeciął nim żelazną bramę. Byłem zaskoczony, patrząc, jak ta przeszkoda rozpada się na tysiące małych kawałków.

Przez długi czas, kiedy wspinałem się na zbocze góry, zastanawiałem się, co robią tam aniołowie. Nie wydawało się, że trwa jakaś bitwa, ponieważ nieświęci stróże nie zwracali na mnie uwagi. Teraz jednak stało się oczywiste, że bez pomocy aniołów moja podróż skończyłaby się porażką. Cały czas mnie chronili, dbając o to, bym się nie potknął ani nie spadł w dół. Ponieważ byli duchami, mogli teraz przeniknąć bramę, która powstrzymywała mnie przed wejściem do jaskini.

Gdy wszedłem do środka, w odległości pięciu metrów zobaczyłem przed sobą ceglany mur mający półtora metra wysokości i rozpięty od jednej ściany jaskini do drugiej. Był pokryty mchem, szlamem i czymś w rodzaju smoły. Czułem okropny smród, w jaskini było wilgotno i gorąco. Wszędzie nieustannie unosiła się para. Podłoga pieczary była jakby gliniana, a przy tym bardzo śliska. Gdy robiłem krok, moja stopa zanurzała się na jakieś dziesięć-piętnaście centymetrów, co utrudniało chodzenie.

Gdy zajrzałem poza mur, spotkała mnie wielka niespodzianka. Do tylnej ściany pieczary była przykuta osoba ważąca nie więcej niż czterdzieści pięć kilo. Jej oczy były zapadnięte, a włosy długie i matowe. Gdy podszedłem bliżej do ceglanego muru, pomieszczenie rozświetliła błyskawica i mogłem lepiej się przyjrzeć. Wtedy odkryłem, że patrzę na siebie! Patrzyłem na cień siebie samego, ważyłem dużo mniej i wyglądało na to, że nie myłem się od lat. Moje ubranie było zabrudzone, podarte i o wiele na mnie za duże.

Oczy miałem puste, tak jakbym od dawna nic nie jadł. Szczerze mówiąc, na pierwszy rzut oka sądziłem, że moja dusza już nie żyje albo jest bliska śmierci. Gdy zdałem sobie sprawę, że to naprawdę część mnie, mojej duszy, uczuć, osobowości, wszystkiego, co sprawia, że jestem Patem Holloranem, próbowałem pokonać ten mur, żeby uwolnić siebie. Jednak ciężar atmosfery w pieczarze sprawił, że nie byłem w stanie wspiąć się na mur. Anioł po mojej lewej stronie podał mi łom. Zacząłem zdrapywać cały szlam, którym był pokryty mur, żeby dostać się do zaprawy spajającej cegły. Wtedy natknąłem się na kolejną niespodziankę - cegły były ze złota. Oto przede mną stał mur zrobiony ze złotych cegieł, który powstrzymywał mnie przed uwolnieniem siebie samego. Pragnienie, by się uwolnić, było w tym momencie dla mnie najważniejsze.

Udało mi się w końcu zrobić wyrwę w murze i dotrzeć do siebie samego. Anioł po mojej prawej stronie trzymał pęk kluczy – wybrał jeden i podał mi go. Otworzyłem kajdany, które przykuwały ręce, pas, kostki i szyję mojej duszy do ściany. Wtedy rozpadły się na wiele kawałków. Po uwolnieniu kostek, zanim łańcuchy się rozpadły, zauważyłem, że miały na sobie napis: „Wina i wstyd”. Gdy puścił ostatni łańcuch, moja dusza osunęła się, a ja chwyciłem ją, by nie dopuścić do jej upadku. Kiedy trzymałem samego siebie, moje oczy wypełniły się łzami. Tuliłem swoją duszę w ramionach jak małe dziecko. Tak bardzo chciałem, żeby wszystko było dobrze.

Zapewniam cię: jeśli Pan zastępów posyła swoich aniołów do pomocy, wszystko będzie dobrze i każda potrzeba zostanie zaspokojona. Tak samo było w tym przypadku. Anioł po mojej lewej stronie wręczył mi manierkę pełną czystej wody. Podałem ją duszy do picia, otarłem również jej twarz, ręce i stopy. Łzy obficie płynęły po mojej twarzy. Słyszałem, jak w kółko powtarzam: „Jak to się stało?”.

Wziąłem te część swojej duszy na ramię i wyniosłem z jaskini. Gdy szliśmy w dół, odkryłem, że z każdym krokiem to, co niosę, coraz bardziej wchodzi do mojego ciała. Zacząłem ogłaszać, kim są dla mnie Bóg, Jezus Chrystus i Duch Święty. Do czasu, gdy zeszliśmy w dolinę, moja dusza i ja byliśmy już jednym. W tym momencie pojawiło się we mnie światło, które roztaczało się na trzy metry wokół. Wtedy przypomniały mi się słowa, które wiele lat wcześniej powiedział mój dobry przyjaciel: „Patrick, wiedziałeś, że ciemność jest sceną dla twojego światła?”. Ta prawda musi być obecna w duchu każdego wierzącego.

Gdy zszedłem z góry na dno doliny, odkryłem coś, czego nie zauważyłem, gdy wspinałem się pod gorę. Na dnie doliny biegła ścieżka. Wyglądało na to, że jest zrobiona z lśniących pokruszonych pereł. Ta ścieżka wskazywała wyjście. Widziałem ponad nią ogromne światło rozświetlające horyzont. Wiedziałem, że na końcu tej świetlanej ścieżki znajdę Pana Jezusa Chrystusa!

Anioł po mojej prawej stronie poinstruował mnie, żebym teraz poszedł tym szlakiem. Gdy spytałem go o złoto, które zostało w jaskini, powiedział mi, że to dziedzictwo i błogosławieństwo skradzione mojej rodzinie na przestrzeni pokoleń. Potem przemówił do mnie: „Tak mówi Pan: Przystańcie na drogach i patrzcie, pytajcie się o odwieczne ścieżki, która to jest droga do dobrego, i chodźcie nią, a znajdziecie odpoczynek dla waszej duszy!”.

Anioł po mojej lewej stronie powiedział, że jeśli posłucham tych słów, będę w stanie odzyskać dla mojej linii rodzinnej skradzione pokoleniowe błogosławieństwa. Ta przygoda skończyła się tak samo nagle, jak się zaczęła. Ponownie znalazłem się w pokoju. Zacząłem pytać Pana, czego przed chwilą doświadczyłem, i Duch Święty poprowadził mnie do poniższych fragmentów (dodałem podkreślenia w niektórych wersetach)

Księga Hioba 38:17-19: „Czy wskazano ci bramy śmierci? Widziałeś drzwi do ciemności? (Gdy rozglądałem się na początku, zobaczyłem za sobą potężną bramę). Czy zgłębiłeś przestrzeń ziemi? Powiedz, czy znasz to wszystko? Gdzie jest droga do spoczynku światła? A gdzie mieszkają mroki […]? (W ostatniej części wizji widziałem świecącą ścieżkę, która wydawała się wyłożona pokruszonymi perłami pełnymi światła. Droga spoczynku światła w tej wizji to ścieżka, która wyprowadza ludzkie dusze z więzienia i doprowadza je do Pana. Tak się dzieje, ponieważ w Panu jest nasza nadzieja, przyszłość i przeznaczenie).

Psalm 23.3: [Pan] orzeźwia moją duszę. [Tłumaczenie, którym posługuje się autor, mówi: „On ożywia, przywraca mi moją duszę – przyp. tłum.]. (Gdy schodziłem z góry, z każdym krokiem moja dusza scalała się ze mną).

Psalm 23:4: Choćbym też chodził w dolinie cienia śmierci. (Musiałem iść tą doliną, podążając ścieżką światła).

Psalm 107:10, 13-14: Którzy siedzą w ciemności i w cieniu śmierci, ściśnieni będąc nędza i żelazem. (Moja dusza była przykuta do tylnej ściany jaskini żelaznymi łańcuchami). I w swoim ucisku wołali do Pana, a On ich uwolnił od trwogi. I wyprowadził ich z ciemności i mroku, a ich kajdany pokruszył. (Światło świeciło na dole doliny, a ciemności już nie było wokół mnie. Zauważcie, że łańcuchy bramy, tak samo jak kajdany przykuwające moją duszę do ściany jaskini, rozpadły się, nie pozostało z nich ani jedno ogniwo).

Psalm 142:8 (NBG): Wyprowadź z zamknięcia mą duszę, bym sławił Twoje Imię. (Gdy znosiłem moją duszę po zboczu góry, zacząłem mówić Bogu, Jezusowi Chrystusowi i Duchowi Świętemu, kim dla mnie są). Będą się mną chlubić sprawiedliwi, gdy się nade mną zmiłujesz.

Księga Izajasza 9:1: Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką, nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. (Na dnie doliny zajaśniało światło nade mną i moją duszą).

Księga Izajasza 45:2-3a Ja pójdę przed tobą i nierówności wygładzę. Skruszę miedziane podwoje i połamię żelazne zawory. Przekażę ci skarby schowane i bogactwa głęboko ukryte. (Gdy anioł otworzył bramę strzegącą wejścia do jaskini, anioł po mojej lewej stronie przeciął swoim mieczem kraty. Nie chcę też zapomnieć o złotych cegłach, które oddzielały mnie od mojej duszy. W tej jaskini było naprawdę bardzo ciemno).

Księga Izajasza 49:8b-9: [A]by rozdzielić spustoszone dziedzictwa, aby rzec więźniom: Wyjdźcie na wolność! Marniejącym w ciemnościach: Ukażcie sie! (Te sztabki złota, z których zbudowany był mur to było dziedzictwo skradzione w mojej linii rodzinnej).

Księga Izajasza 61:1-3 (Ewangelia według św. Łukasza 4:17-19): Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, i dzień pomsty naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, „by rozweselić płaczących na Syjonie”, aby im wieniec dać zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu. Nazwą ich terebintami sprawiedliwości, szczepieniem Pana dla Jego rozsławienia. (Moja dusza nie była już w więzieniu, ponieważ Pan pozwolił mi wypuścić ją na wolność).

Odkryłem wtedy, że w Słowie jest potwierdzenie moich przeżyć.

Część druga TUTAJ.

 

źródło: "Fundamenty Nadprzyrodzonego Życia", Pat Holloran, Wyd. Dawida, książka do kupienia TUTAJ

Magazyn