niedziela, 27 października 2019 13:48
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Otrzymywanie od Boga cudu, którego potrzebujesz: jak myślenie i mówienie kreuje naszą rzeczywistość – Kenneth Hagin

  To, o czym myślimy, ma niesłychane znaczenie. Niewłaściwe myśli często są powodem tego, że wierni chorują, mimo że wielu się za nich modli i nakłada ręce. Nie mogą przyjąć uzdrowienia, ponieważ ich myśli stają na przeszkodzie. Nieraz już widziałem jak ludzie, na których nakładałem ręce i modliłem się, momentalnie wracali do zdrowia. Niektórzy z nich składali świadectwa dwa lub trzy dni po tej modlitwie, opowiadając o tym, jak ból zupełnie ich opuścił. Ja jednak słuchając ich wyznania od razu mogłem powiedzieć, że ich choroba wróci. Oni wciąż nie przestali myśleć, wierzyć i mówić negatywnie, tym samym ściągając na siebie ponownie te same niedomagania. To w listach Nowego Testamentu powinniśmy odkryć, co należy do nas jako chrześcijan, kim jesteśmy, jak Bóg patrzy na nas i co On o nas myśli.  

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Nowy Testament powiada: „Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości” (II Tym 1:7). On dał nam „ducha mocy, miłości i trzeźwego myślenia” (wg. tłumaczenia BT). Chwała Bogu! Należymy do Bożej rodziny. Jesteśmy dziećmi Boga. Wiara, miłość i moc należą do nas. Zamiast wyznawać wątpliwości i obawy, wyznawajmy wiarę, miłość i moc. Wyznawajmy to, co mówi Słowo, a wtedy nasza wiara będzie się umacniała i wzrastała.

Gdy rozprawiamy o naszych słabościach czy chorobach, wtedy otwarcie wyznajemy, że Słowo Boże nie mówi prawdy i że Bóg tego Słowa nie wypełnił. A co właściwie Bóg mówi o chorobach? On mówi: „ Jego [Jezusa] sińce uleczyły was” (1 Piotra 2:24). On także powiada: „On niemoce nasze wziął na siebie i choroby nasze poniósł” (Mateusza 8:17).

T.L. Osborn w jednej ze swych książek o uzdrawianiu chorych i wypędzaniu demonów napisał: „ wyznanie choroby jest jak podpisanie zaświadczenia odbioru przesyłki poleconej . Diabeł ma poświadczenie tego, że tę chorobę przyjąłeś”. Zamiast wyznawać, że On wziął na siebie twoje słabości i choroby, byś ty nie musiał ich dźwigać, ty wyznajesz, że wciąż sam te choroby nosisz.

Bóg zawsze wprowadzał mnie bardzo pomału w nowe odkrycia duchowe. W Boże sprawy nie można wgłębić się inaczej, jak tylko za pośrednictwem naszego wewnętrznego człowieka (czyli serca, ducha); trzeba niemal na uboczu pozostawić nasz umysł.

Osobiste świadectwo

Urodziłem się dwiema poważnymi organicznymi wadami serca. Lekarze powiedzieli mi, że każde z tych uszkodzeń z osobna było wystarczające, by doprowadzić mnie do wczesnej śmierci. Moje ciało było praktycznie sparaliżowane, a krew miała blado pomarańczowy kolor. Białe krwinki „zjadały” czerwone, aż wreszcie medycyna w żaden sposób nie mogła tego procesu zatrzymać. Kiedy wypijałem szklankę wody, wtedy – jak wykazywały badania – woda nie przechodziła prosto do żołądka jak powinna, ale rozlewała się po całej lewej stronie mojej klatki piersiowej. Dopiero po jakimś czasie spływała do żołądka. Spytałem mojego lekarza o przyczynę tego niedomagania.

- Twoja klatka piersiowa, synu – odpowiedział – jest nierozwinięta i zdeformowana. W normalnej klatce piersiowej pewne kanały są zawsze zamknięte, a inne otwarte; w twojej wszystkie są otwarte.
Żadna operacja ani leki nie są w stanie zlikwidować tego zdeformowania, może jedynie Bóg.

W takiej sytuacji nie było dla mnie szans na wyzdrowienie za wyjątkiem miłosierdzia Bożego. Zacząłem czytać starą metodystyczną Biblię mojej babci. Nazywałem tę Biblię metodystyczną ponieważ babcia została zbawiona [i] niemal sto lat temu na wielkim nabożeństwie ewangelizacyjnym organizowanym przez metodystów w Tennessee.

Odkryłem, że Słowo Boże ma coś do powiedzenia na temat mojej choroby i mojego niedomagania. Słowo to mówi: „Jego since uleczyły was”. Ja jednak wciąż leżałem w łóżku ze zniekształconym sercem i atakami serca dwa lub trzy razy dziennie.

Dolna część mojego ciała była zupełnie sparaliżowana. Przez piętnaście i pół miesiąca byłem całkowicie przykuty do łóżka i pod kontrolą najlepszych lekarzy w Ameryce (niektórzy z nich byli pracownikami Kliniki Mayo [ii] ).

Nie myśl ani przez chwilę, że się nie modliłem. Często modliłem się w nocy, a wiele razy nawet przez całą noc. Spędzałem na modlitwie długie godziny. Nie, nie chcę tu umniejszać wagi modlitwy, lecz tylko podkreślić, że modlitwa to jeszcze nie wszystko. Potrzebna jest także wiara. [Na tej podstawie Kenneth został uzdrowiony w roku 1934 i dożył 85 lat, mimo lekarskiej diagnozy, że umrze przed 17 rokiem życia].

Wiara

Nasz problem polega na tym, że wiele się modlimy, ale nie wierzymy (nie działamy w wierze), a taka modlitwa nie przynosi żadnych rezultatów. Nigdzie w Biblii nie jest napisane, że Jezus albo ktoś inny powiedział, że sama modlitwa może wszystko zmienić. Jezus powiedział natomiast: „Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam” (Mk 11,24). A także: „I wszystko, o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie” (Mat 21,22).

Chrześcijanie mawiają: „Ja naprawdę wierzę, że modlitwa ma wielką moc”. To jeszcze nic nie znaczy. Jeśli pojedziesz do Tybetu, to spotkasz się tam z religią starszą niż chrześcijaństwo. Kapłani modlą się tam na zmianę, a wierni modlą się nieustannie. Kiedy jeden kapłan modli się przez określoną ilość godzin, wtedy na jego miejsce przychodzi inny, a po jakimś czasie znowu inny; i tak bez końca zanoszą modły do swojego boga.

Oczywiście, nie modlą się do prawdziwego Boga. Kapłan modli się: „Przebacz nam nasze grzechy, to, co uczyniliśmy, to, czego nie zrobiliśmy, a powinniśmy byli zrobić”. Wstawia się w ten sposób za ludźmi swojej religii. Gdybyś zapytał tego kapłana, czy wierzy w modlitwę, on powiedziałby ci, że nie ma religii na świecie, która bardziej wierzy w modlitwę niż on. Jednak jego religia nie wyzwala ludzi z niewoli, ona niczego nie zmienia.

Kolejnym przykładem mogą być muzułmanie. Dosłownie miliony z nich o określonych porach każdego dnia odwracają się twarzą w stronę Mekki, upadają na ziemię i modlą się do Mahometa. Tak, oni także wierzą w moc modlitwy.

Jeszcze raz pragnę podkreślić, że nie twierdzę, iż nie powinniśmy się modlić. Chcę tylko powiedzieć, że sama modlitwa to za mało. Jeżeli wierzysz w to, co mówi Słowo Boże, to musisz także działać na jego podstawie. Módl się, a potem zacznij postępować tak, jakbyś został wysłuchany w chwili, gdy się modliłeś. Do tego trzeba czegoś więcej niż tylko modlitwy.

„Rozwiane złudzenia Bożego uzdrowienia”

Dr. Charles S. Price, kongregacjonalista i pastor olbrzymiego kościoła w Lodi w Kaliforni, pojechał do San Jose, by zebrać krytyczny materiał przeciwko nabożeństwom ewangelizacyjnym prowadzonym tam siostrę [Aimee] McPherson. Niektórzy z członków jego kościoła twierdzili, że zostali tam uzdrowieni. Pewien stary Szwed z jego kościoła, który był kaleką i bez przerwy zażywał tabakę, pojechał na jedno z tych nabożeństw i jego także Bóg tam uzdrowił.

Dr. Price pracował w swym różanym ogrodzie, gdy usłyszał, że ktoś idzie po chodniku i śpiewa. Zobaczył, że był to ten stary Szwed, dozorca jego kościoła, który szedł zupełnie normalnie, jakby nigdy nie był kaleką. Stary człowiek odezwał się:

- Alleluja, doktorze Price, Pan mnie uzdrowił!

- Czyżby? Istotnie, wyglądasz z całkiem nieźle – opowiedział Dr Price.

- Powiem nawet więcej, doktorze, Bóg także napełnił mnie Duchem Świętym i zacząłem modlić się innymi językami. Zostałem przy tym wyzwolony z nałogu zażywania tabaki.

Dr. Price powiedział do siebie samego: „Biedny starzec, ma niezupełnie dobrze w głowie. Zwyczajnie go oszukali”. Jednakże coraz więcej osób jeździło na nabożeństwa, wracając z zaskakującymi wieściami, więc doktor nie mógł się już dłużej opierać. Postanowił, że sam tam pojedzie, zobaczy wszystko na własne oczy i zawróci swoich wiernych z powrotem na właściwe tory.

Na wieczorne nabożeństwo na nadchodzącą niedzielę zaplanował kazanie pod tytułem: „Rozwiane złudzenia Bożego uzdrowienia”. Jego artykuł pod tym samym tytułem miał się także ukazać w ich gazecie. Na początku tygodnia dr Price pojechał do San Jose, gdzie zamierzał pozostać na kilku nabożeństwach. Pierwsze spotkanie, na które przybył, wydało mu się całkiem dobre i pomyślał: „Nie ma w tym nic złego”.

Następnego wieczoru na nabożeństwie zobaczył go jakiś znajomy kaznodzieja, prezbiterianin i zaprosił go, by podszedł z nim do podium. Niechętnie zgodził się. W opinii dr Price’a kazanie, które wygłosiła Aimee McPherson tego dnia było najlepszym, jakie do tej pory usłyszał w życiu. Po zakończonym kazaniu siostra McPherson poprosiła o powstanie wszystkich tych, którzy pragnęliby się na nowo narodzić. Dr Price wstał. Jego znajomy zaczął ciągnąć go za skraj płaszcza mówiąc mu, by usiadł, bo najwidoczniej źle zrozumiał ewangelistkę. Ona mówiła do tych, którzy jeszcze nie byli zbawieni. Dr Price odpowiedział, że on nigdy sam dotąd nie przyjął zbawienia. Tego wieczoru przyjął Jezusa jako swojego Zbawiciela i Pana, a także został napełniony Duchem Świętym.

Zamiast występować przeciwko Bożemu uzdrowieniu odtąd zaczął je rozgłaszać. (…)

To, o czym myślimy, ma niesłychane znaczenie

Ogromna większość chrześcijan nie postępuje w świetle poznania, które otrzymali. Modlą się: „Boże spraw to... Boże uczyń tamto...”. Bóg niczego nie zrobi dopóki oni nie będą postępować zgodnie z duchową wiedzą, którą posiadają. Lecz kiedy tylko zaczną zgodnie z nią postępować, otrzymają to, o co prosili.

Kiedy leżałem ciężko chory w łóżku, moja rodzina myślała, że postradałem zmysły bo bez przerwy czytałem Biblię. Sprowadzili nawet mojego lekarza, dr Robinsona, aby ostrzegł mnie, że jeśli nadal będę tak ciągle czytał Biblię to stracę rozum. Wielu wierzącym wyszłoby to na dobre, gdyby mogli pozbyć się swojego naturalnego rozumowania, a w to miejsce przyjąć duchowy umysł.

Zdawałem sobie sprawę skąd czerpałem zdrowie i siły, dlatego nie zaniechałem moich studiów Słowa Bożego. Gdyby chrześcijanie przestali poświęcać czas na polowania, wyprawy na ryby czy inne rozrywki, a gorliwiej zapragnęli poznać duchowe sprawy Boże, wtedy znacznie wzbogaciłoby się ich chrześcijańskie życie.

Po swoim nowym narodzeniu zrozumiałem, że obowiązuje mnie teraz Nowy Testament, który zajął miejsce Starego. Dlatego też większość czasu spędzałem na rozważaniach Nowego Testamentu, a zwłaszcza listów. Moje kazania w większości także oparte są o listy, ponieważ w nich odkrywamy to kim i czym jesteśmy w Chrystusie. Pragnę wiernie trzymać się wyznawania tych faktów biblijnych, gdyż tego rodzaju wyznanie prowadzi zawsze do naszego zwycięstwa, a klęski szatana.

Wielu pastorów, ewangelistów i świeckich członków kościoła poświęca swój czas czemu innemu niż rozważaniu uprzywilejowanej pozycji chrześcijanina, co prędzej czy później ujawnia się w braku pozytywnego i zwycięskiego wyznania w ich ustach.

Znałem kaznodzieję, który o niczym innym nie nauczał, oprócz proroctwa, a ponadto zawsze rozwlekał się nad wszystkim co negatywne i błędne. Wierni z jego kościoła w końcu mieli tego dość i poszukali sobie innego zgromadzenia. Umierając, kaznodzieja ten przechodził okropne męki fizyczne [co nie oznacza, że nie był zbawiony, ale że Boża wola w jego życiu nie mogła się do końca zamanifestować z powodu braku przyjęcia innych Bożych prawd i silnej koncentracji na elementach negatywnych, bezbożnych]. O proroctwie można głosić w taki sposób, że jest to błogosławieństwem dla wierzących, ale można też uczynić z tego przekleństwo, jak to było w jego przypadku.

Podobnie przedstawia się sprawa z demonami. Jeśli ktoś podkreśla w swym nauczaniu fakt, że mamy nad nimi władzę, to przynosi to błogosławieństwo jemu i słuchającym. Lecz jeśli nie głosi się całej prawdy, wtedy można śmiertelnie przestraszyć wiernych, mówiąc o demonach. Chwała Bogu, że chrześcijanie nie muszą drżeć przed nimi ani się ich bać.

Jeśli żyjemy w świetle listów z Nowego Testamentu, to będziemy nieustannie kroczyć w zwycięstwie. Paweł wymienił wiele przeciwności, z którymi możemy się spotkać w życiu, a potem podsumował to mówiąc: „Ale w tym wszystkim jesteśmy więcej niż zwycięzcami” (Rzym 8,37 KJV).

Zastanawiające jest to, że kiedy nauczam o umyśle, zaraz niektórzy słuchacze zaczynają się niepokoić, myśląc że ten temat poruszany jest tylko przez sektę zwaną Christian Science [lub że jest to niebiblijne przejmowanie się psychologią]. Trzeba jednak pamiętać, że Biblia ma wiele do powiedzenia na temat umysłu. W Księdze Izajasza 26,3 czytamy: „Temu, którego umysł jest stały, zachowujesz pokój...”. Słowo uczy nas o tym, że mamy „umysł Chrystusowy” (I Kor 2,16). W Liście do Filipian 4,8 znajdujemy słowa: „Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały”.

To, o czym myślimy, ma niesłychane znaczenie. Niewłaściwe myśli często są powodem tego, że wierni chorują, mimo że wielu się za nich modli i nakłada ręce. Nie mogą przyjąć uzdrowienia, ponieważ ich myśli stają na przeszkodzie. Nieraz już widziałem jak ludzie, na których nakładałem ręce i modliłem się, momentalnie wracali do zdrowia. Niektórzy z nich składali świadectwa dwa lub trzy dni po tej modlitwie, opowiadając o tym, jak ból zupełnie ich opuścił. Ja jednak słuchając ich wyznania od razu mogłem powiedzieć, że ich choroba wróci. Oni wciąż nie przestali myśleć, wierzyć i mówić negatywnie, tym samym ściągając na siebie ponownie te same niedomagania. To w listach Nowego Testamentu powinniśmy odkryć, co należy do nas jako chrześcijan, kim jesteśmy, jak Bóg patrzy na nas i co On o nas myśli.

O wiele łatwiej jest myśleć tak, jak myśli reszta ludzi, niż tak jak myśli Bóg. Niezwykle trudno jest porzucić ludzki sposób rozumowania i trzymać się tylko tego, co mówi Bóg. Musimy rozważać i napełnić nasze myśli Słowem Bożym, a przy tym wierzyć w nie w naszych sercach. Wszyscy lekarze, którzy zajmowali się moim przypadkiem i moi przyjaciele mówili, że nie mam żadnych szans, by przeżyć swoją chorobę. Zamiast ich słuchać postanowiłem wierzyć w to, co Bóg powiedział o tym, co On już dla mnie zrobił. Oczywiście, o wiele łatwiej byłoby słuchać moich przyjaciół, lekarzy i tego, co mówiły mi moje zmysły o mojej nieuleczalnej chorobie. Wybrałem jednak Słowo Boże i do dzisiaj jestem zupełnie zdrowy.

Przyczyna tego, że wiara wielu chrześcijan jest tak słaba i nie przynosi owoców, leży w tym, że oni nigdy nie ośmielili się uwierzyć i wyznawać tego, co Bóg mówi o nich w swoim Słowie. Czy to dlatego, że oni nigdy nie czytali o tym, kim są zgodnie z Nowym Testamentem? A może dlatego że wierzący za bardzo zapatrzyli się w przeszłość i nigdy nie uświadomili sobie w pełni faktu, że mamy teraz Nowy Testament i jesteśmy nowymi stworzeniami w Chrystusie, który nas kocha i pragnie dla nas tego, co najlepsze? Czy też umysł ludzki jest za bardzo zaabsorbowany drobnymi sprawami tego świata , które w konsekwencji nie przynoszą i tak żadnego pożytku?

Codzienne wyznawanie z wiarą tego, kim Bóg Ojciec jest dla ciebie, co Jezus robi teraz dla ciebie po prawicy Ojca, oraz czego Duch Święty dokonuje w tobie, ugruntuje solidnie twoje życie wiary. Dorośniesz do poziomu, gdzie nie będziesz obawiał się żadnych okoliczności, sytuacji ani żadnego rodzaju chorób. Będziesz patrzył na życie bez lęku – jako zwycięzca. Po jakimś czasie odkryjesz, że Rzymian 8,37 spełnia się w twoim życiu, „Ale w tym wszystkim jesteśmy więcej niż zwycięzcami” (KJV). Nigdy nie staniesz się zwycięzcą dopóki nie wyznasz najpierw, że nim jesteś.

Trwanie w wierze i utrzymywanie uzdrowienia

Niewłaściwe wyznanie to oczywiście wyznanie klęski, niepowodzenia, przewagi szatana. Pewni ludzie bez przerwy rozprawiają o swoich zmaganiach z szatanem, wywyższając go tym samym. Za każdym razem gdy ktoś mówi o tym, jak diabeł go zniewala, jak dręczy go chorobą i jak przeszkadza mu w różnych dziedzinach życia - jest to wyznanie klęski i niepowodzenia .

Kiedy mówisz o dobrych rzeczach i o tym czego Bóg dokonuje, wtedy twoje wyznanie wywyższa Pana. Zacznijmy więc pracować nad właściwym, pozytywnym wyznaniem. Choć niektórzy nie będą rozumieli twojego życia w wierze, ty mimo wszystko powinieneś w nim trwać. (…)

Gdy nieuleczalna choroba przykuła mnie do łóżka, nikt się wtedy nade mną nie modlił o uzdrowienie. Po prostu czytałem Biblię, uwierzyłem, że jej treść jest prawdą i działałem na jej podstawie, w rezultacie czego zostałem uzdrowiony w 1934 roku. W 1939 roku, na 3 miesiące przed piątą rocznicą mojego uzdrowienia, byłem zgromadzeniu Pełnej Ewangelii. Działo się to w okresie kiedy często podróżowałem i głosiłem Słowo w wielu różnych miejscach. Podczas trwającego nabożeństwa zacząłem nagle odczuwać ostre bóle wokół mojego serca. Moje serce – na przemian – silnie drżało, to znów w ogóle przestawało bić. Zdawało mi się też, że zupełnie tracę oddech. Kaznodzieja prowadzący nabożeństwo już od dwudziestu minut modlił się za chorych i nakładał na nich ręce.

Diabeł podpowiedział mi:

- Wiesz, nigdy właściwie nie modlono się nad tobą o uzdrowienie. Podejdź do przodu i niech on się teraz za ciebie pomodli.

Bez zastanowienia wstałem, żeby podejść do przodu i poprosić o modlitwę. Nagle uświadomiłem sobie, co robię i powiedziałem:

- O co ci chodzi, diable?! Po co miałbym prosić o modlitwę? Przecież Bóg uzdrowił mnie pięć lat temu i ciągle jestem uzdrowiony.

Musisz zrozumieć, że ja przez te wszystkie lata wyznawałem, że Bóg mnie uzdrowił, a przy tym cieszyłem się dobrym zdrowiem i czułem się doskonale. Niespodziewanie szatan zaatakował mnie jakimiś symptomami i usiłował przekonać mnie, że wcale nie zostałem uzdrowiony. Po pierwsze trzeba zauważyć, że on nie miał nade mną żadnej władzy. Jedyne, co mógł zrobić, to starać się, bym uwierzył tym symptomom bardziej niż Słowu Bożemu. Ja jednakże trwałem przy swoim. Twierdziłem nadal, że Bóg mnie wysłuchał i nie przyjmowałem niczego, co by temu zaprzeczało. Nie pozwoliłem nawet, by wątpiąca myśl zagościła w mym umyśle. Wszelkie objawy choroby opuściły mnie.

Gdybym poszedł prosić o modlitwę, zamiast coś zyskać, straciłbym to, co miałem przez kilka lat. Przyznałbym wtedy swoim postępowaniem i słowami, że to, co przez tyle lat wyznawałem, nie było prawdą. W chwili, w której bym to zrobił, otworzyłbym drzwi diabłu, dając mu zwycięstwo nad sobą. Złe wyznanie przynosi nam klęskę.

Powinniśmy mówić: „W Imieniu Jezusa ogłaszam, że moja modlitwa została wysłuchana”. Może następnego dnia to się jeszcze nie zmaterializuje, ale mamy przecież postępować w wierze i trzymać się mocno naszego wyznania. Diabeł podpowiada nam czasem, że mamy pójść do jakiejś szczególnej osoby i prosić o modlitwę. Niektórzy twierdzą, że diabeł nie namawia nas do takich rzeczy, on jednak to robi. On stara się nas zwieść na taką pozycję, gdzie tracimy. Czasem nawet godzi się na pewną stratę, aby móc cię wywieść na miejsce, gdzie zdobędzie nad tobą długotrwałą przewagę. (…)

Trzymaj się niezachwianie Słowa Bożego. Rób to, co powiedział Jezus – trzymaj się mocno wyznania i staczaj dobry bój wiary. Nie pozwól diabłu wyprowadzić się z twojej mocnej pozycji.

 

Źródło: „Dobry i zły sposób myślenia” Kenneth Hagin, str. 23-29 i 36-40, książka do kupienia TUTAJ



[i] Oddała życie w pełni Jezusowi i wyznała Go Panem wg. Rzymian 10:9

[ii] Uważana za jedną z najlepszych sieci prywatnych klinik w USA

Magazyn