Wyświetla wpisy wg etykiety: poznanie Boga
Kiedy zaczynamy wierzyć Ewangelii, nasze życie drastycznie się zmienia. Uświadamiamy sobie, że nasz stary człowiek, czyli grzeszna natura została pogrzebana z Chrystusem i zostaliśmy wzbudzeni z Chrystusem do nowego życia (Rz 6:4). Teraz nasze życie jest pełne. Niczego nam nie brakuje.
sobota, 25 lipca 2015 15:20
  A jednak, w istocie, Mojżesz powiedział Bogu: „Jeśli mam wybrać pomiędzy Twoją obecnością, a Twoim błogosławieństwem, to wybieram Twoją obecność.” Serce Mojżesza było nakierowane na to, co najlepsze. Pokierowało go do wybrania tego, co najlepsze, nawet gdy Bóg zaoferował mu to, co dobre - to, co zdrowy rozsądek i okoliczności podpowiadały jako rzecz upragnioną. Celem Mojżesza było poznać Boga w sposób intymny, osobisty. To była jego największa nagroda. Nic nie miało większej wartości i nic nie mogło go od tego odwieść… To, co Bóg mi pokazał w tej historii przemieniło moje życie. Zacząłem zmieniać punkt, w którym stawiałem akcent w moim życiu – z osiągania pewnych celów lub też błogosławieństw na intymną relację z Bogiem we własnej osobie. W ciągu lat, które od tamtej chwili upłynęły, Bóg mi udowodnił, że nie ma nic lepszego niż przyjaźń z Nim.   
niedziela, 28 czerwca 2015 11:15
  Teraz, kiedy czytałem Słowo i widziałem jak Jezus się oddzielał od innych, by iść samotnie na górę i się modlić, rozumiałem, że miał siłę to robić z powodu głodu obecności Swego Ojca. Robił to, bo był głodny relacji z Ojcem w duchowym wymiarze. Że rzeczy tego świata nie miały powabu, były ciemne, zepsute i nudne. Z tego powodu tak bardzo pragnął spotkać się Ojcem w duchu, spędzić czas oglądając Swego Ojca. Dlatego oddzielał się od świata. I takie właśnie było działanie postu w moim życiu. Stawałem się naczyniem oddzielonym od rzeczy ziemskich. Królestwo tego świata zaczęło tracić jakikolwiek urok. Apetyty ziemskie przestały mnie pociągać. Przestałem mieć pociąg do zaspokajania ich. Mój głód całkowicie się przestawił na rzeczy duchowe. Zacząłem pragnąć nasycać moje duchowe wnętrze Bogiem i namacalną Obecnością Ducha Świętego. Zacząłem pragnąć, by ogień Ducha Świętego wypalił cały żużel, wszystkie te rzeczy, które w jakikolwiek sposób przeszkadzały Bogu mieszkać we mnie z tą namacalną Obecnością.  
niedziela, 14 czerwca 2015 11:34
  „Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest - Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi.Nikogo też na ziemi nie nazywajcieojcemswoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie.Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest przewodnik wasz, Chrystus.Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym” (Mt 23:8-11)  
niedziela, 12 kwietnia 2015 10:43
„My wszyscy tedy, Z ODSŁONIĘTYM OBLICZEM, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem.” (2 Koryntian 3:18) Począwszy od małej, zwiewnej świadomości Jego Obecności, którą dostaliśmy na początku naszego chrześcijańskiego życia, aż do pełnego chwały zachwycenia, podczas oglądania Go twarzą w twarz – te wszystkie doświadczenia, które z Nim mamy, są właśnie tym, co wytwarza w nas mocne zmiany, które przemieniają nas na Jego obraz.   To jest światło: poznanie Go. Światło jest poznawaniem Jego wciąż rozwijającego się, cudownego objawienia, aż wszystko w nas jest pełne Jego królestwa i chwały, tak jak morza są pełne wody. Wiele osób powtarza, że chrześcijaństwo to nie religia, ale osobista relacja z Jezusem. To jest prawda, ale w rzeczywistości nie każdy ma tę relację. Relacja znaczy, że możesz spojrzeć komuś w oczy, trzymać go za rękę, móc kogoś uścisnąć, słyszeć jego głos, dzielić się z nim wszystkim, najgłębszymi rzeczami, które masz na sercu. Prawdziwa relacja to nie wiedza intelektualna, lub też emocja. Znać Go oznacza doświadczać Go każdego dnia. Nie tylko posiadać wiedzę o Nim, na podstawie czytanego Słowa. Prawda jest taka, że, niestety, wiele osób ma tylko religię, a nie relację z Nim.  
niedziela, 01 marca 2015 15:38
Czy modlitwa coś daje? Prawda jest taka, że od dzieciństwa jesteśmy przyzwyczajani do odmawiania modlitwy „Ojcze Nasz” przed snem, ponieważ „tak trzeba”. Z biegiem czasu, kiedy już dorastamy, trzeźwo oceniamy, że wypowiadana modlitwa chyba nie ma zbyt wiele sensu i nie przynosi efektów jako wyuczona formułka. To prawda! Bezcelowe jest zwracanie się do Boga tylko po to, by spełnić jakiś społeczny obyczaj. Z drugiej jednak strony Biblia mówi, że Ojciec szuka ludzi, którzy Go czczą w duchu i w prawdzie. Bóg jest zatem bardzo zainteresowany tym, czy się modlimy czy nie.
piątek, 11 marca 2011 15:06
Strona 2 z 2

Magazyn