piątek, 03 lutego 2012 13:50
  • rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zmniejsz rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki zwiększ rozmiar czcionki

Pastor usiadł na tronie, a ktoś ze sceny kazał uwielbiać Jezusa w nim. Gdzie jest tego granica?

Sunday Adelaja Sunday Adelaja
Na konferencji w jego kościele zbudowano tron, a on publicznie przy wszystkich usiadł na tym tronie. Ktoś przez mikrofon kazał kilku tysiącom zebranych w kościele ludzi uwielbiać Jezusa, który jest w pastorze Sundayu.

Chcesz być na bieżąco? Polub nas

Drodzy fejsbukowicze, generalnie nie lubię dużo pisać, wolę mówić. A że jestem, delikatnie mówiąc, podirytowany, zamierzam tu co nie co skrobnąć. Obudziłem się dziś rano, ubrałem dzieci do przedszkola, zrobiłem co powinienem i oczywiście zajrzałem na facebooka. A tam popularny w "naszych" kręgach serwis Chrzescijanin24.pl zamieścił o to taki artykuł:  

pastor Eddie Long fot. YouTube

Eddie Long, pastor liczącego 25 tys. członków kościoła baptystycznego New Birth, został ogłoszony królem podczas niedzielnego nabożeństwa 29 stycznia. Klip YouTube przedstawiający ceremonię lotem błyskawicy rozniósł się po Internecie, wywołując liczne dyskusje. więcej>>

A teraz dlaczego jestem tak bardzo zirytowany. Na filmie dołączonym do newsa widać jak dotychczas nieznany mi rabin Ralph Messer każe usiąść biskupowi Eddiemu Longowi na krzesło, daje mu hebrajski zwój, "który jak twierdzi, udało się zachować przed zniszczeniem w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu" (chn24.pl) i każe czterem osobom podnieść krzesło i nosić biskupa, ogłaszając go królem. Na co sala ochoczo wiwatuje. 



Tak się złożyło, że ostatnio mocno przerabiałem temat podobnych zachowań (m.in chciałem zrozumieć tak zwane wywyższanie pastora kościoła Ambasada Boża w Kijowie - Sundaya Adelajy, dla którego na konferencji w jego kościele zbudowano tron, a on publicznie przy wszystkich usiadł na tym tronie. Ktoś przez mikrofon kazał kilku tysiącom zebranych w kościele ludzi uwielbiać Jezusa, który jest w pastorze Sundayu). Doszedłem do wniosku, że takie praktyki są bardzo niebiblijne i mówiąc prostym młodzieżowym językiem, są porąbane. Dlaczego? - zapytasz. A dlatego, że Jezus wyraźnie zabrania swoim uczniom kreować się na królów, mistrzów, nauczycieli. W Nowym Testamencie przetłumaczonym przez Ewangeliczny Instytut Biblijny, Ligę Biblijną w Polsce w Mat. 23:8 jest napisane: "Wy natomiast nie pozwalajcie nazywać się Rabbi. Macie jednego nauczyciela, a dla siebie nawzajem wszyscy jesteście braćmi. 10. Niech was też nie tytułują: Mistrzu. Jeden jest waszym Mistrzem - Chrystus". Kiedy odkryłem to nowe tłumaczenie, zrozumiałem pewną zależność. Jak wszyscy wiemy, "Chrystus" to nie jest nazwisko Jezusa. Słowo Chrystus znaczy "Pomazaniec" lub "Namaszczony". Wspominając owego Sundaya Adelaję i innych usługujących, miałem wrażenie, że kościelni PR-owcy, podobnie jak sami usługujący, kochają imagowo sprzedać siebie jako "pomazańców". A to siadają na tronie, a to chwalą się wielkimi cudami, które Bóg przez nich uczynił czy np. stwarzają dookoła siebie atmosferę "męża Bożego namaszczonego przez samego Boga" lub po prostu piszą w swoich książkach, że beze mnie, twojego pastora, nie osiągniesz błogosławieństwa w życiu i ile byś się nie modlił i nie pościł, odpowiedzi od Boga nie dostaniesz. Kreują się na pomazańców, być może również kochają, kiedy do nich się mówi "mężu Boży", "proszę Biskupa".

Proszę więc wziąć pod uwagę, że kiedy apostoł Mateusz pisał te wersety, on de facto użył słowa "pomazaniec", nie użył zamiennika słowa "pomazaniec" czyli przetłumaczonego "Chrystus". Automatycznie nasuwa się taki wniosek: "Jeden jest waszym Mistrzem - Pomazaniec" - Jezus miał na myśli siebie. Czyli mówiąc "Niech was też nie tytułują Mistrzu", Jezus miał na myśli: nie pozwalajcie ludziom, braciom i siostrom siebie nazywać "pomazańcem". Nie róbcie niczego, co by podkreślało wasz autorytet, co by pokazywało waszą duchową wyższość nad innymi. Jezus wręcz powiedział: "dla siebie nawzajem wszyscy jesteście braćmi". Ten czy inny usługujący faktycznie może być człowiekiem postawionym przez Boga, człowiekiem, który ma swoją wagę duchową, przez którego Bóg niesamowicie działa i podlewa wiele zasadzonych owoców, ale ten czy inny usługujący, według słów Jezusa, nie powinien eksponować swojej wyższości, nie powinien stwarzać dookoła siebie atmosfery kogoś większego. Wręcz powinien zrzucić z siebie koronę króla i być jak sługa. W Łuk 23:25-26 jest napisane: "Jezus zaś powiedział im: To królowie narodów panują nad ludźmi... 26. U was ma być inaczej(!!!): Większy pośród was niech postępuje jak młodszy, a przełożony jak sługa". Pytanie brzmi: Jak postępuje sługa? Jezus daje odpowiedź: "Kto z was mając sługę zajętego przy orce lub wypasie, powie mu, gdy ten wróci z pola: Wejdź i zaraz siadaj do stołu? 8. Czy raczej nie rozkaże: Przygotuj coś na kolację, przepasz się fartuchem i usługuj mi... 10. Tak i wy gdy wykonacie wszystko, mówcie: Jesteśmy marnymi sługami, wykonaliśmy to co było naszą powinnością". Czyli sługa cały czas służy i cały czas ma postawę sługi i nigdy nie wychyla się do pozycji króla, pomazańca (zresztą pamiętając słowa Jezusa, że nie wolno czynić z siebie mistrza-pomazańca). Jego zadaniem wobec braci i sióstr jest mieć pozycję sługi. Wtedy każdy brat i siostra szanuje Cię nie dlatego, że sam wykreowałeś siebie, sam utwierdziłeś swój autorytet w danym zborze, tylko dlatego, że postawą nie jesteś kimś większym. Kiedy usługujący nie kreuje swojej pozycji, nie stwarza atmosfery wielkiego pomazańca, wtedy sam Bóg dokłada wysiłku, aby podnieść autorytet i pozycję danego usługującego. Jak tylko sami zaczynamy stwarzać dookoła siebie atmosferę pomazańca, zapominając o byciu sługą, automatycznie tracimy autorytet myśląc, że właśnie go odzyskujemy. Dlatego też Jezus powiedział: "Wielki niech będzie mały" Łuk 22:26.

 

Pytanie, co inspiruje mężów Bożych do tego, aby czynić z siebie kogoś szczególnego, kogoś, do kogo przez język ci nie przechodzi powiedzieć po imieniu lub: "bracie", "przyjacielu". Tego to już nie wiem. Może strach przed utratą władzy... Zauważmy, że biskup Eddie Long jest oskarżany o seksualne nadużycia, o machinacje finansowe oraz o to, że jest rozwiedziony i po ostatnio spadającej popularności być może pomyślał, że podreperuje swój autorytet i swoją pozycję w tym 25 tysięcznym kościele. A może jego przyzwyczajenie do "naszej charyzmatyczno- zielonoświatkowej amerykańskiej" tradycji dało się we znaki. Bóg wie jak jest. Szkoda tylko, że tożsamość braci i sióstr jest burzona, ale to już inny temat. Pragnę też nadmienić, że nie sądzę biskupa Eddiego Longa za rzekome oskarżenia o nadużycia seksualne, o rozwód czy machinacje finansowe. Nie wiem, jak jest, więc nie wtrącam się.

 

Przykro mi tylko, że "poddani" owego "króla" na tym mogą ucierpieć, a kościół gdzie rządzi "pomazaniec", może albo się rozwalić albo przekształcić się w sektę. Jeśli się nie bierze pod uwagę tak bardzo wyeksponowanych słów Jezusa, może przyjść niepowodzenie. Niech Boża łaska od tego uchroni.


Roman Horodycki
źródło: facebook.pl

Magazyn