To jest różnica pomiędzy ludźmi, którzy już się narodzili z Ducha oraz tymi, którzy są na etapie rodzenia się dla Królestwa. Jeśli twierdzę, że prowadzi mnie Duch Święty, a tak naprawdę ciągle sama spełniam swoje pomysły, to nie będzie mogło ze mnie popłynąć to piękno, które On chce przeze mnie tworzyć. Nie daję Mu pozwolenia. Trzymam się za mocno swojej starej formy. Oblubienica w Pieśni nad Pieśniami zwraca się do Oblubieńca: „Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy!”. Nie możesz biec o własnych siłach. Nie możesz pobiec w sposób duchowy, jeśli On cię nie pociągnie.To jest kwestia decyzji i zwrócenia się do Niego z prośbą o to. 

Dziś chciałam długo i filozoficznie, ale będzie raczej krótko i konkretnie na temat tego, co czuję, że Bóg mówi do Kościoła.

Bóg jest stwórcą formy, ale nie lubi sytuacji, w której forma zaczyna panować nad nami. W Biblii jest piękna obietnica dotycząca Ducha Świętego, w której kryje się także pewne wyzwanie.

„A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli;” (Jana 7:37)

Duch Święty, który mieszka w nas, wierzących, jest jak rzeka wody żywej. Jest dynamiczny. Nie ogarniemy go umysłem. Nie ogarniemy Go naszymi planami. Słyszałam wiele głoszeń na ten temat, ale ciekawie to ostatnio określił Bill Johnson – Duch Święty jest jak rzeka, a nie jezioro. Chce przez Ciebie przepływać. Wpływać i zmieniać twoje życie. Wypływać i zmieniać życie innych.

Ale Duch Święty jest dżentelmenem i szanuje naszą wolną wolę. Musimy Mu na zmiany pozwolić. I jest to decyzja, którą podejmujemy każdego dnia.

Swoją decyzją możesz podtrzymać w swoim życiu różne stare formy – stare myśli, nawyki, nieprzebaczenie, stare obawy i strach – lub też powiedzieć dziś Duchowi Świętemu, że bez względu na wszystko ufasz Mu i pozwalasz we wszelkie stare formy ingerować, zmieniać twoje życie i działać tak, jak On chce. Bo On chce nasze życie zmieniać i kształtować według Swojej doskonałej woli.

Tu chodzi o zmianę i skok w nieznane – w Jego głębię. Ale nie chodzi o zmianę na siłę na podstawie moich cielesnych wysiłków. Chodzi o zmianę dokonywaną przez Niego samego w relacji szczerości i zaufania.

Gdy się na Niego tak otwierasz codziennie, czasem zaskakują cię tematy, które On chce posprzątać w Twoim życiu.

Czasem okazuje się, że miałeś różne złudzenia i wierzyłeś w kłamstwa na temat siebie samego lub też tego, kim jest Bóg. Duch Święty te rozrywa te stare sposoby myślenia, pozwala Ci nie tylko zobaczyć, ale także odczuć całym sobą biblijną prawdę o Tobie i o Nim – a wtedy, gdy zgadzasz się na Jego ingerencję, różne problemy mogą rozwiązać się same, bo ich przyczyna tkwiła w stylu myślenia.

Czasem okazuje się, że to, co od Boga dostałeś lub też to, co dla Niego robisz stało się dla Ciebie ograniczającą formą. Jest to szeroki temat. Bóg jest dobrym Ojcem i daje nam naszych upragnionych Izaaków, ale nie chce, żeby Izaak stał się naszym nowym bogiem i przyczyną zguby. Wszelkie tytuły do jakich się dorasta w świecie chrześcijańskim – ewangelista, pastor, prorok, apostoł, biskup, lider służby – są tak naprawdę tytułami, które mają nam pomagać służyć innym. Jeśli w jakikolwiek sposób nas oddzielają od innych i ograniczają, Bóg będzie przeciwko nim walczył, żeby nas uwolnić.

„A nikt nie wstawia w starą szatę łaty z sukna nowego, bo taka łata ściąga cały materiał i rozdarcie staje się gorsze. I nie wlewają wina młodego do starych bukłaków, bo inaczej bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki niszczeją. Ale młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a wtedy zachowuje się jedno i drugie.” (Mat 9:16-19)

Może się okazać, że twoja tożsamość jako chrześcijanina jest zbudowana na uczynkach, które czynisz, a nie na relacji, którą masz z Bogiem Ojcem. Nasze pomysły, nawet najlepsze, nie zawsze są Bożymi pomysłami. Jezus dlatego też mówił nam o potrzebie krzyżowania ciała każdego dnia. To polega na odrzucaniu moich pomysłów na budowanie Mu Królestwa – i szukaniu Jego pomysłów, otwieraniu się na Jego prowadzenie codziennie.

To często wydaje się straszne, ale jest tak naprawdę uwalniające.

Bóg przeprowadził mnie przez jedno z takich doświadczeń, gdy jako nastolatka zastanawiałam się jak to jest z działaniem w Jego namacalnej mocy. Byłam już dwa lata po wyznaniu Jezusa Panem, modliłam się językami, trafnie prorokowałam do ludzi. Na dużych spotkaniach, na których gromadziliśmy się, uwielbiając Boga, mogłam modlić się za ludzi i ich sytuacje się serio zmieniały. Na osobistej modlitwie czułam, jak Bóg we mnie działa. Duch Święty budował ze mną autentyczną relację przyjaźni, objawiał Jezusa w nowy, bliższy sposób. Ale niestety jak starałam się za drugą osobę pomodlić sama, poza spotkaniem – było ciężko, żadnej mocy za bardzo nie czułam. Badałam przyczyny i pytałam, o co chodzi. W końcu podczas jednej modlitwy Jezus dał mi taką wizję: miałam pewne swoje marzenia dotyczące przyszłości. Dotyczące życia osobistego, kariery i też tego, jak będzie wyglądała moja służba. Bóg chciał, żebym Mu je oddała – dosłownie pogrzebała je w grobie – i pozwoliła Mu działać w sposób nieplanowany, wskrzeszając i tworząc to, co On chce. Zrobiłam to wtedy i od tamtego czasu cały czas to robię. Efekty były błyskawiczne, bo zaraz po tej modlitwie zaczęłam czuć jakby wór kamieni mi z pleców spadł, a poza tym Jego głos stał się lepiej słyszalny – pokierował mnie do wyjścia z domu, na dworze wpadłam na znajomego, za którego się niespodziewanie pomodliłam i Bóg przyszedł w sposób namacalny (hurra!). A potem kazał mi wracać do domu i pomóc mamie zmywać naczynia (i tak to jest z naszym Bogiem – jest do bólu niereligijny).

Wiatr wieje, dokąd chce i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha.” (Jana 3:8)

To jest różnica pomiędzy ludźmi, którzy już się narodzili z Ducha oraz tymi, którzy są na etapie rodzenia się dla Królestwa.

Jeśli twierdzę, że prowadzi mnie Duch Święty, a tak naprawdę ciągle sama spełniam swoje pomysły, to nie będzie mogło ze mnie popłynąć to piękno, które On chce przeze mnie tworzyć. Nie daję Mu pozwolenia. Trzymam się za mocno swojej starej formy. Oblubienica w Pieśni nad Pieśniami zwraca się do Oblubieńca: „Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy!”. Nie możesz biec o własnych siłach. Nie możesz pobiec w sposób duchowy, jeśli On cię nie pociągnie.

To jest kwestia decyzji i zwrócenia się do Niego prośbą o to.

Możesz dziś płynąć zgodnie z Jego rzeką i Jego prowadzeniem, a możesz też z nim walczyć, nie nasłuchując tego, co mówi i robiąc to, co ty uważasz za słuszne. Możesz się zamknąć na Niego, wybierając swoje stare plany, swoje stare myśli i stare sposoby działania. Duch Święty nie będzie Cię do niczego zmuszał i jutro przyjdzie z tą samą łaską, aby dać Ci kolejną szansę. Duch Święty zawsze zachęca – ale ja osobiście staram się zawsze wybrać Jego szybką interwencję chirurgiczną, niż lata rehabilitacji. Lepiej rozedrzeć każdą formę i zasłonę, poświęcić mu każdego Izaaka (i pozwolić Mu go wskrzesić), stanąć przed Nim w szczerości – niż się zmagać, ciągle pielęgnując swoje pomysły na życie, w które chciałoby się też włączyć jakoś Boga.

Życzę miłego tygodnia w wolności i radości Bożego Królestwa!

Ela

Komentarze

  1. A bywa i tam, że my sami usłyszymy, że czas na zmiany, że widzimy nowy kierunek. Doświadczyłam tego, że przez kilka lat w swojej służbie czułam się jak ryba w wodzie. Poruszanie się w niej porównać mogłam do pływania motorówką: szybko, bez trudu, a Duch Święty i o falę się zatroszczył. A ostatnie 2 lata to poruszanie się wpław. Mało tego, wpław, z uczepioną motorówką, którą muszę dociągnąć do miejsca, gdzie spełnić się mają oczekiwania innych. Jakoś Boga od dawna w tych oczekiwaniach nie widzę. A ja, zamiast być słodyczą i radością dla Boga przede wszystkim, pokrzepieniem dla braci, staję się coraz bardziej zgorzkniała, sfrustrowana, zamknięta i wycofana z życia nie tylko kościelnego, ale i tego własnego.

  2. Jestem przekonana, że problemy w służbie to nie tylko robota ekipy z dołu, która uparcie rzuca kłody pod nogi, ale i wstrzymanie namaszczenia z góry. Dlaczego? Mogą to być motywacje, na które Bóg, chcąc nas uchroni, reaguje i wyhamowuje nas trochę lub całkiem (fakt, w tym, co robiłam, obrosłam już legendą i ogólnym zachwytem, a więc pycha stuka do drzwi), może być to, o czym Pani pisała, a więc szukanie tożsamości w uczynkach, a nie w Bogu. Ale i po prostu to, że Bóg chce skierować nas na nowe drogi, jego drogi. Bez oleju (czyli tego niezbędnego w służbie namaszczenia) najlepszy nawet silnik po jakimś czasie się zatrze.

  3. Potrzebowałam to przeczytać, znaleźć potwierdzenie, że nasze (czy zdaniem innych nasze) drogi, to nie Jego drogi. Do tej nagrody w górze biec należy zrzuciwszy ciężar i grzech, który nas usidla. Na starej drodze nie znajduję już posilenia. A przy nowej wierzę, że są winnice. On pociągnął, ja chcę pobiec jak Oblubienica w PnP, a że przyzwyczajenie kościoła do mojej trzyma mnie w miejscu, czas na działanie. Może radykalne, ale jednak w miłości. Bo nadal pragnę im służyć 🙂
    Wyjść ze służby teraz, kiedy jeszcze chodzę o własnych siłach, by potem, w radości być przyprowadzoną 🙂

  4. A bywa i tam, że my sami usłyszymy, że czas na zmiany, że widzimy nowy kierunek. Doświadczyłam tego, że przez kilka lat w swojej służbie czułam się jak ryba w wodzie. Poruszanie się w niej porównać mogłam do pływania motorówką: szybko, bez trudu, a Duch Święty i o falę się zatroszczył. A ostatnie 2 lata to poruszanie się wpław. Mało tego, wpław, z uczepioną motorówką, którą muszę dociągnąć do miejsca, gdzie spełnić się mają oczekiwania innych. Jakoś Boga od dawna w tych oczekiwaniach nie widzę. A ja, zamiast być słodyczą i radością dla Boga przede wszystkim, pokrzepieniem dla braci, staję się coraz bardziej zgorzkniała, sfrustrowana, zamknięta i wycofana z życia nie tylko kościelnego, ale i tego własnego.

  5. Jestem przekonana, że problemy w służbie to nie tylko robota ekipy z dołu, która uparcie rzuca kłody pod nogi, ale i wstrzymanie namaszczenia z góry. Dlaczego? Mogą to być motywacje, na które Bóg, chcąc nas uchroni, reaguje i wyhamowuje nas trochę lub całkiem (fakt, w tym, co robiłam, obrosłam już legendą i ogólnym zachwytem, a więc pycha stuka do drzwi), może być to, o czym Pani pisała, a więc szukanie tożsamości w uczynkach, a nie w Bogu. Ale i po prostu to, że Bóg chce skierować nas na nowe drogi, jego drogi. Bez oleju (czyli tego niezbędnego w służbie namaszczenia) najlepszy nawet silnik po jakimś czasie się zatrze.

  6. Potrzebowałam to przeczytać, znaleźć potwierdzenie, że nasze (czy zdaniem innych nasze) drogi, to nie Jego drogi. Do tej nagrody w górze biec należy zrzuciwszy ciężar i grzech, który nas usidla. Na starej drodze nie znajduję już posilenia. A przy nowej wierzę, że są winnice. On pociągnął, ja chcę pobiec jak Oblubienica w PnP, a że przyzwyczajenie kościoła do mojej trzyma mnie w miejscu, czas na działanie. Może radykalne, ale jednak w miłości. Bo nadal pragnę im służyć 🙂
    Wyjść ze służby teraz, kiedy jeszcze chodzę o własnych siłach, by potem, w radości być przyprowadzoną 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *