„Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jak w niebie, tak i na ziemi”Oto na czym skupia się każda modlitwa – jeśli coś istnieje w Niebie, ma zostać uwolnione na ziemi. To właśnie modlący się chrześcijanie sprawiają, że niebo objawia się tutaj. Kiedy chrześcijanin modli się zgodnie z objawioną mu wolą Bożą, wiara staje się konkretna i skupia się na celu.  

 

Wzorzec modlitwy zawarty w Modlitwie Pańskiej daje nam najbardziej klarowne wskazówki co do tego, w jaki sposób mamy sprowadzać rzeczywistość Jego Królestwa na ziemię. Generałowie przebudzeni minionych wieków przemawiają do nas z przeszłości mówiąc – Módlcie się, a On przyjdzie!

Modlitwie zgodnej z Biblią zawsze towarzyszy bezwzględne posłuszeństwo. Boża odpowiedź na modlitwę posłuszeństwa zawsze uwalnia w naszej rzeczywistości i niedoskonałych okolicznościach rzeczywistość Niebios.

Jezusowy wzorzec modlitwy podkreśla dwa jedynie prawdziwe priorytety modlitwy: po pierwsze, intymna relacja z Bogiem wyrażana w uwielbieniu – „święć się imię Twoje”; po drugie, zaistnienie Jego Królestwa na ziemi, ustanawianie Jego panowania nad wszelkimi potrzebami ludzkości – „przyjdź Królestwo Twoje”.

Zanim zaczniemy analizować dokładniej treść tej modlitwy, chciałbym podkreślić jeszcze jedną myśl, która pozwoli nam lepiej zrozumieć cel modlitwy w ogóle. Będąc uczniami Chrystusa, jesteśmy zarówno mieszkańcami jak i ambasadorami z innego świata. Ten świat, w którym obecnie żyjemy, jest dla nas miejscem pełnienia misji, ale nie naszym domem. Cel, do którego dążymy, jest wieczny. Środki potrzebne do wypełnienia naszego zadania są nieograniczone. Jedyne ograniczenia istnieją w naszych głowach.

Przyjrzyjmy się dokładnie modlitwie zawartej w Ewangelii Mateusza 6,9-13, zaczynając od pierwszego wersu:

„Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje”.

Słowo „Ojciec” niesie ze sobą zarówno wezwanie do okazywania szacunku jak i do bliskości. To, co Bóg zrobił, by umożliwić nam nazywanie siebie „naszym Ojcem”, to wszystko, co wierzący człowiek potrzebuje wiedzieć, by uwielbienie mogło zacząć stawać się jego stylem życia. „Święcić” oznacza okazywać szacunek i cześć. To także wyraz uwielbienia. W Księdze Objawienia, nazwanego Objawieniem Jezusa Chrystusa (nie antychrysta!), wyraźnie widać, że oddanie Bogu chwały i uwielbienie to główne zajęcia mieszkańców nieba. Tak samo ma być wśród wierzących tu, na ziemi. W im większym stopniu stajemy się obywatelami nieba, w tym większym stopniu rzeczy, które tam się dzieją, przenikają nasze życie.

Uwielbienie to najwyższy priorytet w służbie. Nasze oddanie powołaniu do uwielbienia ma mieć wpływ ma wszystko inne, co robimy. On mieszka w naszych chwałach. „A przecież Ty jesteś święty, przebywasz w chwałach Izraela”. Boża odpowiedź to dosłowne nawiedzenie ziemi przez niebo, które następuje, gdy chrześcijanie Go uwielbiają.

Jeden z moich synów jest liderem uwielbienia. Pewnego dnia wziął ze sobą przyjaciela i gitarę i pojechali do dużego centrum handlowego, by tam uwielbiać Boga. Przerwali po trzech godzinach śpiewu i tańca na Jego chwałę. Przez to samo miejsce, w którym wcześniej uwielbiali, przechodził niczego niepodejrzewający mężczyzna. Nagle zatrzymał się właśnie tam, sięgnął do kieszeni, z której wyjął paczuszkę narkotyków, i rzucił ją na ziemię. Nikt z nim nie rozmawiał o grzechu, w którym trwał. Co w takim razie zaszło? To było miejsce, w którym niebo zetknęło się z ziemią. W niebie nie ma narkotyków.

Widujemy takie sytuacje bardzo często, kiedy nasze zespoły usługujących wychodzą na ulice San Francisco. W naszej służbie pomagamy potrzebującym oraz dążymy do tego, by wnosić w złamane życia nadprzyrodzoną moc Bożą. Uzdrowienia i uwolnienia są na porządku dziennym. Czasami mają miejsce właśnie w środowisku uwielbienia.

Kiedy Boża obecność staje się widoczna pośród uwielbiających go ludzi, nawet niewierzący doświadczają spotkania z Nim. Moje dzieci wielokrotnie służyły Bogu na tzw. Trudnych ulicach San Francisco. U przechodzących obok ludzi wiele razy widzieliśmy manifestacje demoniczne, ale było też wielu, którzy zaczynali się radośnie śmiać wchodząc w miejsce Bożej obecności.

To nie powinno zaskakiwać. W Księdze Izajasza 42,13 czytamy, że w odpowiedzi na uwielbienie swojego ludu „Pan wyrusza jak bohater, jak wojownik budzi zapał do walki, rzuca donośny zew bojowy, wydaje okrzyk, nad swoimi wrogami odnosi zwycięstwo”.

„Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jak w niebie, tak i na ziemi”

Oto na czym skupia się każda modlitwa – jeśli coś istnieje w Niebie, ma zostać uwolnione na ziemi. To właśnie modlący się chrześcijanie sprawiają, że niebo objawia się tutaj. Kiedy chrześcijanin modli się zgodnie z objawioną mu wolą Bożą, wiara staje się konkretna i skupia się na celu. Wiara chwyta się tamtej rzeczywistości. Wiara trwa i nie puszcza. To zetknięcie dwóch światów sprawia, że nasze okoliczności stają się podobne niebieskim. Krytycy takiego punktu widzenia spytaliby zapewne sarkastycznie: „To co, rozumiem, że mamy się modlić też o złote ulice?” Nie! Ale nasze ulice powinny słynąć z niebiańskiego stanu czystości i błogosławieństwa – „Bydło nasze niech będzie ciężarne, bez szkód i strat, i niech nie będzie narzekań na ulicach naszych!” Cokolwiek ma miejsce tutaj, ma być odbiciem Niebios. Co z tego wynika, każde objawienie natury Nieba, jakie daje nam Bóg, ma stawać się dla nas nowym tematem modlitwy.

Jak duży procent niebiańskiej rzeczywistości Bóg chce pokazać tu, na ziemi? Tego nikt nie wie na pewno. Ale historia Kościoła dowodzi nam, że z pewnością większy niż to, co oglądamy teraz. Biblia z kolei mówi nam, że większy, niż to nam kiedykolwiek przyszło do głowy.

Boża wola jest widoczna w Jego obecności i panowaniu, bo gdzie jest Duch Pański, tam wolność (2 Kor 3:17). Tam gdzie Duch Boży ogłasza, że Jezus jest Panem, efektem jest wolność. Można to powiedzieć jeszcze w inny sposób: kiedy Król królów objawia swój autorytet, owocem Jego władzy jest wolność. Tak wygląda Królestwo Niebios. W odpowiedzi na nasze wołanie Bóg wprowadza swój świat do naszego.

I na odwrót, jeśli coś nie ma prawa bytu w niebie, musi zostać związane na ziemi. W modlitwie mamy egzekwować dany nam autorytet „I dam ci klucze Królestwa Niebios; i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”. Jedno z angielskich tłumaczeń pokazuje tę zależność w bardziej precyzyjny sposób, używając formy „shall have been” w miejscu, gdzie w polskim tłumaczeniu pojawia się słowo „będzie”. Pokazuje to jednoznacznie, że „będzie” nie oznacza tu stanu przyszłego, ale stan zastany. Sugeruje to, że możemy związać lub rozwiązać na ziemi tylko to, co zostało już wcześniej związane czy rozwiązane w niebie. Po raz kolejny niebo staje się dla nas wzorcem.

 

Źródło: „Kiedy Niebo nawiedza Ziemię” Bill Johnson, str. 71-74

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *