21 stycznia 2017

Dlaczego greckie znaczenie słowa zbawiony sprawi, że zakwestionujesz wszystko, co wiesz?

Kiedy tłumaczysz słowo z jednego języka na drugi język, zamieniasz jedno pojedyncze słowo na drugie pojedyncze słowo. Ale kiedy sięgasz po słownik, jak wiele przymiotników znajdziesz, które są tam po to, żeby jak najlepiej opisać to pojedyncze słowo?

 czas: 1:44

 

Oryginalny tytuł: Co to znaczy być zbawionym – Dan Mohler

Komentarze

  1. Jezus chce pełnej wolności i pełnego uzdrowienia zawsze, po to przyszedł, a to że grzeszę i choruję, i tak będzie do końca, nie zmienia faktu, że Właśnie po to On przyszedł

  2. Przeinaczanie Słowa Bożego. To nieprawda, że słowo “zbawieni” oznacza pełne uzdrowienie fizycznego ciała. Gdyby tak było, to czy starzelibyśmy się i umierali na choroby wieku starczego…? NIE! Jesteśmy zbawieni od grzechu. Ale nasze ciało fizyczne niestety musi się przeobrazić, a to oznacza, że musimy albo umrzeć, albo zostać pochwyceni przez Pana jako Kościół. Tak, czy tak, dopiero jak dostaniemy nowe ciała, to te ciała nie będą chorować, starzeć się, nie będą niszczeć. Póki co- żyjemy w tych ciałach, są one skażone grzechem. Czasem możemy zachorować- zdarza się, że Pan uczyni dla kogoś cud i uzdrowi nawet z śmiertelnej choroby, ale nie jest to regułą. To akt łaski. Łaską natomiast jest fakt, że ten, kto uwierzył, zbawiony jest od grzechu i Duch w jego ciele zamieszkał. Ten to Duch sprawi, że kiedy pozbędziemy się obecnej powłoki, dostaniemy nowe, “niebieskie” ciało. I na koniec- znam osobę sparaliżowaną, która narodziła się w Panu i uwierzyła w Jezusa. Niestety, ciągle jeździ na wózku. Jeśli prawdą by było to, że zbawienie=uzdrowienie, to ktoś taki nie mógłby być uznany za zbawionego, wierzącego człowieka! Przecież ciągle jego ciało choruje…Podobnie każdy wierzący, który by umarł na jakąś chorobę. Jeśli bowiem zbawiony=uzdrowiony z fizycznych chorób, to tu mamy ewidentny dowód na jego “niezbawienie”! Podobnie ze wszystkimi,którzy się…starzeją i umierają ze starości….Ja to jestem tylko zdumiona tym, ze tylu ludzi daje się takich hochsztaplerom nabierać, słucha tego i wierzy w to. Albo to jest kompletny brak znajomości Słowa (“gdzie nie ma poznania, tam lud Boży się rozprzęga”), totalnej ignorancji albo zwyczajne zwiedzenie, ślepota duchowa i …strach. Strach przed cierpieniem. Wolę udawać, że go nie ma i nie będzie (dopóki mnie nie dopadnie).

    1. Powiem tak: co rzeczywiście jest przeinaczaniem Słowa Bożego? Czy to, co napisałeś wyżej nie jest dopasowywaniem teologii do rzeczywistości codziennego życia? Czy wiare mamy budować na tym, co się nam przydarza, czy na tym, co mówi Słowo? Czy na tym, co zostawił Jezus jako świadectwo Swego życia i woli Bożej – “zawsze czynię to, co się Ojcu podoba”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *